Życie w średniowiecznym zamku

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Frances & Joseph Gies
Tłumaczenie: Jakub Janik
Wydawca: Znak Horyzont
Rok wydania: 2017
Stron: 416
Wymiary: 21 x 13,5 x 2,6 cm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-240-4187-9

Recenzja
Życie w średniowiecznym zamku to rzetelne kompendium wiedzy na temat życia w czasach średniowiecza. Książka po ponad 40 latach w końcu doczekała się polskiego tłumaczenia, na łamach wydawnictwa Znak. Dzieło to, co jest wielokrotnie sygnalizowane na okładce, polecane jest szczególnie fanom serii Gra o Tron.

Więcej…

 

Ostrołęka 26 maja 1831 – z dziennika projektanta (7)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

 

Realizm historyczny w grze, czyli o trudnej sztuce szukania kompromisu

Do napisania tego odcinka skłoniły mnie dwie rzeczy. Pierwsze to wpisy Jacka Czapli na naszym forum o błędach w odwzorowaniu realiów, jakich dopatrzył się w zasadach gry „Waterloo 1815” (wyd. Dragon). Nie chcę tu przy tym roztrząsać ich słuszności. Drugi to prelekcja Macieja Molczyka na pierwszej edycji konwentu „Gladius” pt. „Dylematy twórcy bitewniaków: historyczność a grywalność”. Prelekcja była dla mnie bardzo pouczająca, zwłaszcza problemy z zachowaniem skali, które jak się okazuje są w grach bitewnych dużo poważniejsze niż w planszówkach (wrócę jeszcze do niej pod koniec artykułu).

Więcej…

 

Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Artur Szrejter
Wydawca: IW Erica
Rok wydania: 2017
Stron: 141
Wymiary: 23,7 x 16,5 x 1,8 cm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-65310-82-8

Recenzja
Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach to najnowsza publikacja autorstwa Artura Szrejtera. Sam tytuł doskonale wskazuje poruszany temat. Częściami składowymi recenzowanej pozycji są dwa opowiadania – sagi. Jak przy okazji publikacji Herosi mitów germańskich, tak i tym razem autor sam pokusił się o tłumaczenie (chociaż dotyczy to tylko pierwszej części książki). Opowieści mają proweniencję średniowieczną, jednak różni je miejsce gdzie powstały. Jedna została spisana w Danii – jest to historia z IX księgi kroniki Czyny Duńczyków autorstwa Saxona Grammaticusa, żyjącego w XII-XIII wieku. Druga zaś powstała na Islandii w XIII wieku, jest to Saga o Ragnarze Lodbroku.

Więcej…

 

Warownia Jomsborg

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Maszeruję rozległą polaną. Najpierw moim oczom ukazuje się w oddali niezbyt wysoka wieża. W miarę zbliżania się, pośród drzew widać namioty i palisadę. Za nią przez otwartą bramę można zobaczyć drewniane zabudowania wioski. Jedynie szum samochodów dochodzący ze znajdującej się opodal Wisłostrady przypomina, że nadal jestem w Warszawie. W pobliżu grodu i wewnątrz niego szumu już nie słychać. Najbliższa okolica osady pozbawiona jest wyraźnych śladów cywilizacji. Dużo tu drzew i krzaków. Nad samą Wisłą w kilku miejscach rozciągają się moczary. Choć współczesna cywilizacja czai się tuż za rogiem, krajobraz jak w średniowieczu.

Pokonałem wrota i oto jestem w Warowni Jomsborg. Trafiłem tutaj podczas otwartych dni warowni, odbywających się w dniach 5-6 sierpnia 2017 r. Sama osada, jak dowiedziałem się od jej twórcy i dowódcy miejscowej drużyny wikingów jarla Einara (Stanisława Wdowczyka), powstała w tym miejscu w 2010 r. Wcześniej, między 2003 a 2010 r., osada istniała w Ryni nad Zalewem Zegrzyńskim, skąd później przeniesiono niektóre budynki: tawernę „Valhalla” i długi dom (w kształcie odwróconej łodzi wikingów). Warownia jest siedzibą grupy rekonstrukcyjnej odtwarzającej legendarną drużynę Jomsborczyków (Jomswikingów), najemnych wojów, którzy według skandynawskich sag służyli królowi Bolesławowi Chrobremu. W wersji polskiej grupa znana jest jako Drużyna Jomsborg, w wersji angielskiej jako Jomsborg Vikings Hird. Istnieją od 1999 r. Warownia Jomsborg stanowi replikę podobnych osad obronnych wznoszonych przez wikingów w Skandynawii w IX i X wieku. Zabudowania wewnętrzne wzorowane są na analogicznych obiektach istniejących w Skandynawii oraz na terenach osadnictwa skandynawskiego sprzed tysiąca lat. Warownia objęta jest patronatem Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie i funkcjonuje jako „żywy” skansen.

Osada składa się z kilku budynków o różnym przeznaczeniu. Poza bardziej współczesnymi daniami z grilla i napitkami w „Valhalli” strudzony wędrowiec może nabyć miejscowy miód pitny „Jomsviking”. Miałem okazję spróbować i gorąco polecam. Wejście do grodu nie było tego dnia okupione żadnym mytem, a jedynie dobrowolną ofiarą (jak to kiedyś zwano subsidium charitativum) na rzecz staruszka Baldura, czyli miejscowego psa, który mimo sędziwych trzynastu lat jeszcze całkiem nieźle trzyma się na nogach. Zauważyłem, że budynki wewnątrz grodu, z wyjątkiem tawerny „Valhalla”, kramu historycznego, długiego domu oraz dużej altany, wykorzystywane są wyłącznie na potrzeby drużyny. Tego dnia długi dom świecił jednak pustkami, ponieważ wszyscy wojownicy zebrali się na placu na ćwiczenia, będące zarazem pokazem walki przeznaczonym dla gości. Był to główny punkt programu, nie ukrywam, że najbardziej mnie interesujący. Trenowano walkę zbiorową w szyku, a także indywidualną szermierkę mieczami i inną bronią, głównie toporami. Później pod okiem drużynników goście mogli postrzelać z łuku i porzucać toporkiem do tarczy.

Co jeszcze można znaleźć w Warowni Jomsborg? Podczas imprez organizowane są pokazy kowalstwa i tkactwa historycznego, można posłuchać skandynawskich sag, spróbować wybić dla siebie replikę średniowiecznej monety i skosztować średniowiecznej kuchni, można wreszcie nabyć publikacje poświęcone wikingom, Słowianom i tematom pokrewnym. Nie wszystkie spośród tych atrakcji są dostępne na co dzień. Załoga grodu zna się ponoć również na grach historycznych, w tym na grach planszowych. Tego ostatniego niestety nie zdążyłem sprawdzić, ale mam nadzieję, że kiedyś będę miał jeszcze okazję i że będzie to coś więcej niż znana gra wikingów „Hnefatafl”. Gród znajduje się w Warszawie, na Żoliborzu, niedaleko Centrum Olimpijskiego. Z działalnością Warowni Jomsborg i tym co oferuje można się zapoznać na jej stronie internetowej: http://wioskawikingow.pl Znajdziecie tam także kalendarium imprez organizowanych w Warowni i wiele innych przydatnych informacji. Drużyna Jomsborg prowadzi też nabór nowych członków, więc gdyby ktoś był chętny przywdziać hełm i kolczugę oraz pomachać mieczem tudzież innym wczesnośredniowiecznym uzbrojeniem – wiecie gdzie się udać.

 

Poprawiony: piątek, 11 sierpnia 2017 18:37

Więcej…

 

XIV Galicyjskie Manewry Strategów – bitwa koło Rhode Island 1788 („Ship of the Line”)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Za sprawą systemu Flying Colors (wyd. GMT Games) podczas XIV Galicyjskich Manewrów Strategów po raz kolejny wypłynęliśmy na szerokie wody (piszę po raz kolejny, bo rok temu na Manewrach także miała miejsce rozgrywka w ten system). Na stole zagościła jedna z bitew z dodatku Ship of the Line. Przedstawia on bitwy morskie z okresu amerykańskiej wojny o niepodległość, a także kilka innych starć z II połowy XVIII wieku, głównie z udziałem floty francuskiej. Zdecydowaliśmy się na scenariusz poświęcony hipotetycznej bitwie koło Rhode Island (1788). Historycznie do bitwy nie doszło ze względu na to, że flota angielska, będąc na niekorzystnej pozycji względem wiatru, postanowiła się wycofać. Scenariusz pozwala sprawdzić co by było gdyby… Francuzi zaczynają na bardzo korzystnej pozycji względem wiatru, Anglicy na pozycji In Irons! (czyli prosto pod wiatr). Flota francuska, choć mniejsza liczebnie, ma silniejsze jednostki, i co ciekawe, są one lepiej wyszkolone od angielskich (Anglicy mają Audacity 0, Francuzi – Audacity 1). Tym razem przypadli mi w udziale Francuzi, zaś flotą angielską dowodził Debej.

 

Obie floty wydają się płynąć na zbieżnym kursie, ale Anglicy zostali złapani na pozycji pod wiatr... Flota francuska jest mniej liczna, ale posiada, przynajmniej na czole, silniejsze jednostki, do tego jest lepiej wyszkolona. Flota angielska ma ogólną przewagę ilościową, co stanowi jej główny i jedyny atut w tej bitwie.

Poprawiony: czwartek, 03 sierpnia 2017 15:18

Więcej…

 

XIV Galicyjskie Manewry Strategów

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Za nami XIV edycja Galicyjskich Manewrów Strategów. Impreza odbyła się w dniach 28-30 lipca 2017 r. w zawsze gościnnych podwojach OSP w Muszynie. Ten rok był szczególny o tyle, że wraz z czternastą edycją Galicyjskie Manewry Strategów stały się najdłużej odbywającą się cyklicznie imprezą planszówkową w Polsce (przynajmniej jeśli chodzi o planszówki wojenne). Do tej pory rekord należał do nieistniejącego już od kilku lat warszawskiego konwentu Armagedon. Ten rok okazał się wyjątkowy także za sprawą X Otwartego Turnieju „Wings of War”. Zwycięzcą został tym razem Jarosław Turcza, który tego dnia po raz pierwszy zasiadł za sterami pierwszowojennego myśliwca. W sumie spośród czterech pierwszych miejsc trzy zajęli debiutanci. W związku z tym, że była to dziesiąta i prawdopodobnie ostatnia edycja turnieju, wyłoniono Asa Dekady „Wings of War”. Został nim Michał Wasil (Leliwa), który w historii turnieju osiągnął najwięcej zwycięstw (2) i był najwięcej razy na podium (5). W tej edycji zajął on trzecie miejsce, jako jedyny weteran w gronie półfinalistów.

Podczas imprezy grano w następujące tytuły: Successors (wyd. GMT Games), Hannibal: Rome vs. Carthage (wyd. Valley Games), WestFront II (wyd. Columbia Games), Combat Commander (wyd. GMT Games), Sekigahara (wyd. GMT Games), Pericles: The Peloponnesian Wars (wyd. GMT Games), Triumph & Tragedy (wyd. GMT Games), Struggle of Empires (wyd. Warfrog Games), Patton’s Vanguard (wyd. Revolution Games), Warpath (wyd. Decision Games), The Eastern Front 1914 – 1917 (wyd. SPW), Zimna wojna (wyd. GMT Games/Bard), Rewolucja 1905 (wyd. Krytyka Polityczna & Departament Gier), Boże Igrzysko (wyd. Phalanx), Quartermaster General 1914 (wyd. PSC Games), Flying Colors z dodatkiem Ship of the Line (wyd. GMT Games), Krecie wojny (prototyp), Shogun (wyd. Queen Games), C&C: Napoleonics (wyd. GMT Games), Polis (wyd. Asylum Games), W1815 (wyd. U&P Games), 2 de Mayo (wyd. Gen-X Games), Crusade and Revolution: The Spanish Civil War 1936-1939 (wyd. Compass Games), Rivoli 1797 (wyd. Vae Victis).

Manewry wypadły udanie. Tak jak w roku poprzednim, nasz portal objął patronat nad imprezą. Kameralna atmosfera sprzyjała rozgrywkom, a grano jak zawsze do późna w noc. Nie pojawili się niektórzy zeszłoroczni uczestnicy, ale za to pojawili się inni… taka już kolej rzeczy. W tym roku był także z nami niecodzienny uczestnik – gołąb, który wleciał do sali, gdzie graliśmy i długo krążył pod sufitem, nie chcąc nas opuścić, mimo wysiłków w tym kierunki podejmowanych przez organizatora. Stąd zasłużone miano gołębia wojennego, nadane mu przez bywalców imprezy. Za rok XV edycja, będzie więc znowu okazja do świętowania.

 

Większość konwentów to dobra okazja by pograć w gry wieloosobowe, nie inaczej było na tegorocznych Galicyjskich Manewrach Strategów w Muszynie

Poprawiony: czwartek, 03 sierpnia 2017 15:40

Więcej…

 

Strona 4 z 184