Wojna krymska 1853-1856. Część 8: Działania wojenne na Krymie: grudzień 1854 – wrzesień 1855

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Artykuł stanowi część niewydanej książki autora poświęconej wojnie krymskiej.

Zimowa przerwa
W dzień po zakończeniu walk pod Inkermanem na naradę zebrała się Rada Wojenna sprzymierzonych. W trakcie wielogodzinnych rozmów omawiano wyniki dotychczasowych walk i zastanawiano się nad dalszym trybem postępowania. Wśród generalicji panował zgodny pogląd, że nie uda się zdobyć Sewastopola przed nadejściem zimy. W innych kwestiach zdania były podzielone. Część, z gen. De Lacy Evans’em na czele, opowiadała się za przerwaniem oblężenia i wycofaniem armii na zimę do Bułgarii. Zwolennicy odwrotu wskazywali na niemożliwość prowadzenia skutecznego oblężenia przy jednoczesnym odpieraniu ataków rosyjskiej armii polowej, z uwagi na niedostateczną liczbę żołnierzy i armat. Argumenty przeciwników wskazujących na dotychczasowe sukcesy w walkach pod Bałakławą i Inkermanem generał ignorował, przestrzegając przed możliwością powtórnego ataku Rosjan: „Dotychczas mieliśmy szczęście, że nie zostaliśmy zepchnięci do morza (...) ale niebezpieczeństwo nie minęło”.1 Wskazywano także na niedostateczne przygotowanie armii do zimy (szczególnie armia angielska odczuwała brak odpowiedniej odzieży), zbyt małe zapasy żywności, trudności z utrzymaniem linii komunikacyjnych, po nastaniu zimowych sztormów i brak nadziei na szybkie wzmocnienie sił sprzymierzonych. Zwolennicy pozostania i kontynuacji oblężenia wskazywali na znacznie większe straty personalne u Rosjan i ich trudną sytuację zaopatrzeniową. Lord Raglan wahał się, ale ostatecznie został przekonany przez Canroberta i jego podwładnych, że odstąpienie od oblężenia i ewakuacja Krymu oznaczałaby faktycznie klęskę kampanii 1854 r. Szanse na sukces kolejnego desantu, który sprzymierzeni mogliby wysadzić wiosną następnego roku, po niewątpliwym wzmocnieniu sił rosyjskich, wydawały się wątpliwe. Duży wpływ na decyzje Raglana i Canroberta miały też zapewnienia wiceadm. J. Dundasa i F. Hamelina, którzy przekonywali, że flota zdoła zimą zaopatrzyć armię.2

Poprawiony: wtorek, 07 sierpnia 2018 07:46

Więcej…

 

Druga bitwa pod Manassas – film

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

 

Relacja z rozgrywki systemie bitewnym Bogowie wojny: Lee: https://youtu.be/dyx1AHxCr9Y

Poprawiony: poniedziałek, 06 sierpnia 2018 15:11

Więcej…

 

Wojna krymska 1853-1856. Część 7: Bitwa pod Inkermanem – druga próba deblokady twierdzy

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Artykuł stanowi część niewydanej książki autora poświęconej wojnie krymskiej.

Teren
Równolegle do prowadzonych, od końca września, działań rozpoznawczych w rejonie Bałakławy, dowództwo armii rosyjskiej intensywnie interesowało się północno-zachodnim odcinkiem zewnętrznych linii obronnych sprzymierzonych. Linia rozgraniczenia wrogich armii biegła tu wzdłuż Czarnej rzeki, ciągnąc się od północno-zachodnich stoków Wzgórz Fieduchina, aż do ujścia rzeki do wód Redy Sewastopolskiej. Z braku sił, sprzymierzeni nie obsadzili Wzgórz Fieduchina (patrz poprzednia część) ani nie zorganizowali obrony wzdłuż rzeki. Ich front biegł dalej na zachód, wzdłuż łatwego do obrony Grzbietu Sapun, który w odległości około 1,5 km od Redy Sewastopolskiej przechodził w pasmo poszarpanych wzgórz nazywanych Wzgórzami Inkermańskimi lub Grzbietem Inkermanu. Wzgórza te brały swoją nazwę od osady Inkerman położonej na przeciwległym, wschodnim brzegu Czarnej rzeki (warto wspomnieć, że nad osadą, dalej w kierunku wschodnim ciągnął się grzbiet również nazywany Wzgórzami Inkermańskimi). Tuż nad samymi brzegami Redy Sewastopolskiej leżała podmokła równina o szerokości nieprzekraczającej 400 metrów, przez którą przebiegał akwedukt. W interesujące nas „zachodnie” Wzgórza Inkermańskie wrzynały się liczne jary i wąwozy. Najważniejszymi z nich (patrząc ze wschodu na zachód) były: jar Świętego Klemensa, jar Quarry, wąwóz Kilen i wąwóz Dokowy. Odbijającymi na wschód odnogami wąwozu Kilen były doliny Miriakowa i Wellway. Końcowy odcinek wąwozu nazywano wąwozem Wiktorii. Pomiędzy jarem Quarry a wąwozem Kilen wznosił się Grzbiet Inkermański, którego najwyższymi wzniesieniami były odległe od siebie o około 750 – 950 metrów, Grzbiet Home na południu i Wzgórze Shell (Muszelka) na północy. Oba te wzniesienia oraz łączące je siodło nazywano Grzbietem Fore. Natomiast nad wąwozem Kilen i wąwozem Dokowym dominował Grzbiet Wiktorii.

Poprawiony: piątek, 03 sierpnia 2018 21:39

Więcej…

 

XV Galicyjskie Manewry Strategów – bitwa pod Campaldino 1289 („Guelphs & Ghibellines”)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Guelphs & Ghibellines (wyd. Europa Simulazioni) są jedną z gier jakie miałem przyjemność rozegrać tego roku podczas XV Galicyjskich Manewrów Strategów. Moim przeciwnikiem był organizator imprezy, czyli Debej. Gra przenosi nas do średniowiecznej Italii, w której ścierają się stronnictwa Gwelfów (stronników Papiestwa) i Gibellinów (stronników Cesarstwa). Spośród trzech bitew, jakie zawiera gra, wybraliśmy najmniejszą – bitwę pod Campaldino (1289). Mechanika gry opiera się na aktywacjach poszczególnych zgrupowań, zwanych tutaj ze średniowiecznego włoskiego battagliami. Generalnie w zasadach znaleźć można szereg typowych dla tej mechaniki rozwiązań, jak momentum czy przechwyty (tutaj zwane interruptio), ale są też takie, które można uznać za oryginalne dla tej gry. Oddają one fakt, że oddziały szybko wyczerpywały się w walce oraz ograniczenia systemu dowodzenia. Każdy scenariusz zawiera również zasady dodatkowe. W przypadku bitwy pod Campaldino obejmują one pogodę i aktywację niektórych zgrupowań. Debej grał Gibellinami (niebiescy), Raleenowi zaś przypadli Gwelfowie (żółci).

 

Bitwa rozpoczęła się od szarży jazdy Gibellinów na pierwszą linię Gwelfów. Pierwsza battaglia Gibellinów pod dowództwem hrabiego Montefeltro ma w tej szarży dodatkowy bonus do ataku. Żetony Carica! oznaczają szarżę (generalnie, jako że jest to włoska gra, to w kilku miejscach posługuje się włoskimi terminami) i wskazują cele ataku. Piechota w tej epoce nie miała zbyt wielkiej wartości bojowej w porównaniu z rycerską jazdą, toteż jednostka łuczników, którą atakują Gibellini, nie ma większych szans.

Poprawiony: czwartek, 02 sierpnia 2018 07:17

Więcej…

 

XV Galicyjskie Manewry Strategów – bitwa koło Guernsey 1794 („Serpents of the Seas”)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

W ciągu ostatnich lat bitwy morskie z epoki żaglowców regularnie goszczą na stołach w Muszynie. Nie inaczej było podczas XV Galicyjskich Manewrów Strategów. Tym razem postanowiliśmy zagrać w Serpents of the Seas (wyd. GMT Games), stanowiące drugą część systemu Flying Colors. Część ta różni się od dwóch pozostałych (które dotychczas się ukazały) tym, że zawiera karty taktyczne i poświęcona jest mniejszym starciom oraz wprowadza zasady do pojedynków okrętów i zawiera szereg małych scenariuszy tego typu. Zasady dotyczące kart taktycznych były już w pierwszej części systemu, ale tak naprawdę dopiero po ukazaniu się Serpents of the Seas można było w pełni ich użyć. Karty zastępują standardową aktywację i wprowadzają różne bonusy i wydarzenia, a także ograniczenia. Można je zagrywać na dwa sposoby: do aktywacji zgrupowań okrętów (bądź pojedynczych okrętów) oraz jako wydarzenia. Osobne rozwiązania obejmują wymuszone manewry (na to nie graliśmy). Do naszej rozgrywki wybraliśmy bitwę koło Guernsey, stoczoną 23 kwietnia 1794 między flotami angielską i francuską. Każda strona dysponuje czterema okrętami i jednym admirałem. Debejowi przypali tym razem Francuzi, zaś Raleenowi Anglicy.

 

Szyki flot na początku bitwy. Anglicy płyną z wiatrem, Francuzi częściowo pod wiatr. Obie strony dysponują po 4 okrętami. Admirałowie obu eskadr znajdują się na czołowych okrętach. Audacity (morale i wyszkolenie) floty angielskiej w bitwie wynosi 1, zaś francuskiej 0. Anglicy mają więc przewagę, którą rekompensują po części umiejętności francuskiego admirała. Sytuacja nie jest na początku dobra dla Francuzów, ponieważ ostatni okręt jest wystawiony na atak od rufy.

Poprawiony: środa, 01 sierpnia 2018 08:39

Więcej…

 

XV Galicyjskie Manewry Strategów – Iganie 1831

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Iganie 1831 są jedną z kilku gier, w jakie miałem przyjemność zagrać na XV Galicyjskich Manewrach Strategów. Moim przeciwnikiem był niezawodny organizator imprezy, czyli Debej. Był to jednocześnie jeden z testów gry przed jej wydaniem. Graliśmy w scenariusz historyczny. Debej wybrał sobie Polaków. Rzeczywiście na początek mogą się wydawać łatwiejsi, ze względu na to, że mają lepszej jakości oddziały, ale gra nimi kryje wiele pułapek. Daje to Rosjanom szanse na przechylenie losów bitwy na swoją stronę. Jako ciekawostkę wspomnę, że nie była to jedyna rozgrywka w Iganie 1831 na tej imprezie. Druga rozgrywka, z innym graczem, trwała zaledwie pół godziny. Tyle czasu wystarczyło polskiej kawalerii by całkowicie zmieść z pola bitwy Rosjan.

 

Bitwa zaczęła się od nieśmiałych szarż polskiej kawalerii. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem. Co prawda Mazurzy rozbili jeden z dywizjonów rosyjskich huzarów, ale ułani przegrali walkę mimo wyraźnej przewagi (dzięki ich wysokiemu wyszkoleniu skończyło się tylko na D1 i stratach w sile żywej).

Poprawiony: wtorek, 31 lipca 2018 08:29

Więcej…

 

Strona 7 z 202