Generałowie przygotowują się do poprzedniej wojny – głosi znane powiedzenie, przypisywane najczęściej Sun Tzu, a niekiedy także Carlowi von Clausewitzowi. Prawdę tą najdobitniej uwidoczniły konflikty XX-wieczne, zwłaszcza obie wojny światowe. Przed I wojną światową przewidywano, że działania, podobnie jak w epoce napoleońskiej, będą miały charakter manewrowy. Szybko jednak front zastygł i walki przerodziły się w wojnę pozycyjną, choć trzeba dodać, że nie wszędzie. Nie podważa to jednak ogólnej tendencji. Doświadczenia te odcisnęły piętno na przygotowaniach do kolejnego wielkiego konfliktu i tego jak go sobie wyobrażano. II wojna światowa okazała się przebiegać według innych reguł. Zmiany w sztuce wojennej sprawiły, że ci, którzy usiłowali rozumować kategoriami I wojny światowej, ponieśli klęskę. W im większym stopniu byli do nich przywiązani, tym okazała się ona bardziej spektakularna.
Jeszcze wyraźniej prawidłowość tę pokazuje wojna francusko-pruska 1806 roku. Przez ówczesnych nazwana została „sześciotygodniową”, ze względu na błyskawiczną, bezprecedensową klęskę monarchii Hohenzollernów, pół wieku wcześniej zdolnej latami toczyć wojny, i to z kilkoma potężnymi przeciwnikami naraz. Szok po stronie ufnych w tradycje i metody Fryderyka Wielkiego pruskich generałów był tak wielki, że oskarżyli Napoleona, iż wygrał wbrew zasadom sztuki wojennej. Nie ma się czemu dziwić. Ich militarny świat legł w gruzach. Oni zaś w pierwszym odruchu usiłowali zebrać i poskładać do kupy kawałki misternej konstrukcji, stworzonej przez ich wielkiego władcę. Co do spuścizny Fryderyka, jego kontynuatorzy i naśladowcy w wielu przypadkach przejęli jedynie powierzchownie elementy wypracowanych przezeń rozwiązań, ze słynnym szykiem skośnym na czele. Napoleon musiał zdawać sobie z tego sprawę, stąd jego wizyta u grobu króla po zajęciu Berlina, pełna szacunku wobec osoby i dokonań pruskiego monarchy.
Długo by można snuć rozważania na temat różnych konfliktów, gdzie sytuacja potoczyła się zgoła inaczej niż jedna bądź obie strony to sobie pierwotnie wyobrażały. Właściwie, gdy zastanowić się nad tym głębiej, jest to raczej stałą przypadłością wszelkich wojen, a w jakiejś mierze także i bitew. Jeden bądź obaj belligerenci odkrywają zasady w trakcie. Widoczne to było szczególnie wyraźnie podczas I wojny światowej, kiedy stopniowo, najczęściej metodą prób i błędów, wypracowywano taktykę i dostosowywano ją do nowych warunków. Podobnie rzecz się miała w II wojnie światowej. Jeśli tylko jedna ze stron poznała i zrozumiała wcześniej zasady, była w stanie narzucić drugiej swoje warunki gry. Napoleon potrafił to jak nikt inny. Jego przeciwnikom zajęło wiele lat zanim nauczyli się poruszać w jego układzie odniesienia i odnaleźli w nim słabe punkty.
Problemy te dają o sobie znać także w historycznych grach wojennych. Najwięcej dylematów pojawia się na etapie ich tworzenia. Gra posiada jakieś z góry określone zasady, znane uczestnikom. W oparciu o nie przygotowują się oni do rozgrywki, planują swoją strategię, konkretne posunięcia itd. Gdyby chcieć bezpośrednio symulować realia historyczne niektórych konfliktów, przynajmniej na początku jedna bądź obie strony nie powinny znać całości zasad i poznawać je dopiero w trakcie. Wargamingowa praktyka wygląda zaś tak, że pierwszą rozgrywkę traktuje się zazwyczaj jako zapoznawczą. Od strony symulacyjnej słynne bitwy i różne spektakularne wydarzenia militarne nieraz wiążą się z tym, że tylko jedna ze stron w pełni znała zasady, a druga nie do końca się w nich orientowała, usiłując postępować w myśl innych reguł. Stąd łatwiejsze do odtworzenia są te mniej popularne i nie tak wyraziste, gdzie obaj przeciwnicy z grubsza grali na tym samym boisku. Tyle, że uwagę większości bardziej przyciągają te pierwsze.
Jeszcze inne zagadnienie stanowi dokonywanie oceny post factum. O tym, jakie były zasady, częstokroć uczestnicy wydarzeń dowiadywali się dopiero pod koniec. Napoleon jako jeden z nielicznych przez większość swojej kariery znał zasady gry w trakcie. Jednak i on zyskiwał pewność co do nich dopiero po fakcie. Zjawisko to sięga dalej i dotyczy także sytuacji, gdzie obie strony orientowały się z grubsza w zasadach i nie występowała w tym względzie między nimi znacząca dysproporcja. Wspomnijmy choćby, że wiele parametrów, zwłaszcza jakościowych, dotyczących jednostek czy zdolności dowódców, było mniejszą bądź większą niewiadomą w chwili rozpoczynania bitwy, operacji czy wojny. Dopiero w trakcie działań okazywało się ile warci są poszczególni dowódcy i oddziały. Emerytowanego gen. Hindenburga w 1914 roku nikt szczególnie nie poważał ani nie miał świadomości jego wybitnych umiejętności, gdy polecono mu objąć dowództwo niemieckiej 8 Armii. Podobnie było z jego wyróżniającym się inicjatywą podwładnym, gen. von François. Obaj są dobrze znani wszystkim, którzy grali kiedyś w „Tannenberg 1914” (wyd. Dragon). W grach wojennych zazwyczaj wiemy z góry i na podstawie tego planujemy oraz podejmujemy bywa, że bardzo konkretne decyzje.
Zjawisko zwycięstwa wbrew zasadom nieobce jest także graczom. Ma ono dwa wymiary:
- zasady, głównie ich znajomość i interpretacja,
- strategia obrana w grze.
Każda rozgrywka, zwłaszcza w nową grę lub z nowym graczem, to zderzenie wizji. Zasiadamy do stołu z określonymi wyobrażeniami co do zasad i tego co powinniśmy zrobić, aby wygrać. Obejmują one także możliwe posunięcia przeciwnika. Gdy zaczynałem grać w planszówki wojenne w latach 90-tych, dostępnych było niewiele tytułów. Wszyscy grali w to samo. Powinno to sprzyjać dobrej znajomości zasad, ich jednolitej interpretacji i obeznaniu z grą. I rzeczywiście sprzyjało, choć występowały też czynniki przeciwne. Należy tutaj wspomnieć zwłaszcza ograniczone kontakty między graczami w epoce przedinternetowej. Niejednokrotnie w praktyce widziałem i doświadczyłem jak gracze zasiadający do danego tytułu prezentują zupełnie odmienne interpretacje tych samych zasad i wizje tego jak powinna wyglądać rozgrywka.
Powstawaniu wspomnianego zjawiska sprzyjają wszelkie nieścisłości, niedopowiedzenia i różnego rodzaju niedostatki reguł. Zarówno gry Dragona, jak i inne produkcje z lat 90-tych na ogół nie były od nich wolne, co dawało niekiedy duże pole do popisu, tym bardziej, że ilość materiałów wyjaśniających wątpliwości i możliwość uzyskania odpowiedzi od autora były wówczas ograniczone. Im wyższy stopień komplikacji gry, tym większe szanse, że wystąpią rozbieżności. Na podstawie swoich doświadczeń mogę powiedzieć, że obok „Bitew II wojny światowej” (wyd. Dragon) najczęściej pojawiały się one podczas rozgrywek w „Waterloo 1815” (wyd. Dragon). Spośród dawnych polskich tytułów wyróżniały się na tym tle pozytywnie „Rok 1920” (wyd. Encore) i „Ostatnia wojna cesarzy” (wyd. Novina), choć przyznam, że miałem z nimi wtedy mniej do czynienia. Prawdopodobieństwo wystąpienia rozbieżności znacząco wzrastało, gdy spotykali się dwaj doświadczeni gracze, którzy niezależnie od siebie wypracowali własne wizje gry, a nigdy wcześniej ze sobą nie grali. Idealne warunki sprzyjające dobrej znajomości i jednolitej interpretacji zasad oraz obeznaniu z grą powinny stwarzać turnieje. Na podstawie swoich doświadczeń ze słynnego, odbywającego się niegdyś na konwencie Armagedon turnieju „Bitew II wojny światowej” mogę jednak powiedzieć, że i one nie eliminują wspomnianego zjawiska.
Obecnie sytuacja wygląda pod wieloma względami inaczej. Z jednej strony, gier jest mnóstwo, co sprawia, że nie wszyscy grają w to samo, a jednocześnie nie są w stanie zapoznać się dobrze z poszczególnymi tytułami. Z drugiej strony, rozwój internetu zaowocował dużo intensywniejszymi kontaktami między graczami i ożywioną niekiedy wymianą doświadczeń. Skróceniu uległ czas ogrywania każdej z pozycji. Zmieniły się także gry i do pewnego stopnia sposób redagowania zasad. Część z nich ma bardzo ścisłe, lakoniczne instrukcje, zmniejszające szanse wystąpienia rozbieżnych interpretacji. Wiąże się to na ogół z mechaniką gry. Zwycięstwo wbrew zasadom wynika w tym przypadku raczej z nieznajomości czy też niewystarczającego opanowania zasad bądź wykorzystania, najczęściej w zgodzie z zasadami, mechanizmów gry. Tym samym polega bardziej na subiektywnym przeświadczeniu pokonanego. Część gier, zwłaszcza tych bardziej zaawansowanych, wykazuje jednak nadal wiele cech dawnych tytułów.
Wojny często wygrywali ci, którzy potrafili lepiej zrozumieć i złamać przyjmowane do tej pory zasady ich prowadzenia, wyjść poza utarte schematy. Wybitnie antagonistyczny charakter i napięcie woli stron, jakie zazwyczaj towarzyszą wojnie, skłaniają do poszukiwania takich możliwości bardziej niż w innych sytuacjach. Sun Tzu pisał, że pokonanie przeciwnika to pokonanie jego planu działania. Uczestnicy wydarzeń niejednokrotnie dopiero po pewnym czasie dostrzegali i uświadamiali sobie dlaczego potoczyły się one w taki, a nie inny sposób. Historycy mają o tyle łatwiej, że analizują zamkniętą już całość i znają końcowy rezultat. Jednym i drugim łatwo ulec przy tym zjawisku zwanemu zniekształceniem retrospektywnym. Najkrócej mówiąc, polega ono na tym, że przeszłe wydarzenia analizujemy i interpretujemy w świetle ich późniejszego wyniku. Jak to ujął kiedyś Carl von Clausewitz, manewr, który się udał, określany jest jako śmiały, zaś ten, który się nie powiódł, jako nierozważny.
Wpływ tego zjawiska na historyczne gry wojenne zależy od ich mechaniki, podejścia autora i wyboru tematu. Problem stanowi ujęcie gier w formie systemu zasad, przynajmniej w teorii uwzględniającego wszystkie możliwe okoliczności. W grze zwycięstwo wbrew zasadom musi być więc osiągnięte w ramach zasad. Stawia to przed autorami, ale i przed graczami różnego rodzaju wyzwania. Zarówno autor, jak i gracze mają swoje wizje wydarzeń historycznych. Uczestnicy gry, zasiadając do niej, posiadają jakieś wyobrażenia co do tego jak będzie przebiegać, mniej lub bardziej korespondujące z pomysłami autora. Podczas rozgrywki dochodzi do ich zderzenia. Niekiedy może ono przybierać burzliwy charakter. Sądzę, że lepsze uświadomienie sobie istnienia tego zjawiska pozwala czerpać z niego korzyści i niwelować ewentualne negatywne skutki. Pozwala też lepiej zrozumieć współgraczy i to co dzieje się czasami nad planszą.
W artykule wykorzystano obraz Horace’a Verneta „Bitwa pod Frydlandem, 14 czerwca 1807”.
Dyskusja o artykule na FORUM STRATEGIE
Autor: Raleen
Opublikowano 06.01.2026 r.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Poprawiony: wtorek, 06 stycznia 2026 19:18






















