.jpg)
Autor: Grzegorz Wojciechowski
Wydawca: Inforteditions
Seria: Pola Bitew
Rok wydania: 2016
Stron: 88
Wymiary: 23,5 x 16,5 x 0,5 cm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-64023-80-4
Recenzja
Żołnierze rosyjscy byli głównym przeciwnikiem Polaków podczas większości XIX-wiecznych zrywów narodowych i toczonych przez ten czas wojen narodowowyzwoleńczych. Powstania listopadowe i styczniowe objęły wyłącznie ziemie znajdujące się we władaniu państwa carów i miały na celu wywalczenie odeń niepodległości. Powstanie kościuszkowskie co prawda wymierzone było we wszystkich trzech zaborców, ale poza oblężeniem Warszawy przez wojska pruskie i bitwą pod Szczekocinami decydującą rolę po stronie sił dążących do stłumienia insurekcji odgrywały wojska rosyjskie. Tymczasem niecałe dziesięć lat po upadku powstania listopadowego miała miejsce kampania, w której Polakom przyszło walczyć w carskich mundurach. Co więcej, przynajmniej część z nich wykonywała swoje obowiązki z przekonaniem. Rzecz miała miejsce w Azji Środkowej. Rosja włączała się wówczas na dobre do rywalizacji mocarstw kolonialnych, usiłując podporządkować sobie niezależne do tej pory terytoria i rozciągnąć wpływy jak najdalej na południe.
Książka Grzegorza Wojciechowskiego „Chiwa 1839-1840” opisuje jedną z rosyjskich operacji, mających na celu opanowanie Chanatu Chiwy, jednocześnie jak to zazwyczaj bywa z publikacjami z zakresu historii wojskowości, wykracza poza tytułowe wydarzenia, w tym przypadku dość daleko. We wstępie i dwóch pierwszych rozdziałach autor przybliża nam pokrótce obie strony konfliktu. Gdzieniegdzie sięga przy tym aż do średniowiecza. Rozdział o Chiwie stanowi także próbę opisania miejscowej kultury i zwyczajów. W rozdziale poświęconym Rosji autor skupia się na jej wschodniej ekspansji terytorialnej, w tym podboju Syberii, oraz pierwszych kontaktach z państwami Azji Środkowej. W tym okresie najważniejszym wydarzeniem z punktu widzenia omawianego tematu była wystosowana w 1700 roku prośba chana Chiwy Szacha-Nijaza (Iszach Aga Szach Nijaz) do cara Rosji Piotra I Wielkiego o przyjęcie w poddaństwo, na co ten ostatni wspaniałomyślnie wyraził zgodę. Została ona ponowiona w 1709 roku przez następcę Szacha-Nijaza – Araba Muhammada II.
Kolejne dwa rozdziały poświęcone zostały działaniom poprzedzającym tytułową kampanię. Ekspedycji mających na celu zbadanie terenu oraz zbudowanie osad stanowiących punkty wypadowe do dalszej ekspansji, jak i wypraw dążących wprost do uzależnienia lub podporządkowania przez Rosję terytoriów Azji Środkowej było kilka. Największa i najbardziej znacząca, pod wodzą księcia Aleksandra Bekowicza-Czerkaskiego, miała miejsce w 1717 roku. Piotr I, zwiedziony mirażem złotego piasku, rzekomo spływającego rzeką Amu-Daria, usiłował przejąć kontrolę nad tymi terenami i zyskać tym samym pokaźne źródło dochodu. Wyprawa dotarła w okolice Chiwy. Tam Bekowicz-Czerkaski dał się zwieść propozycjom rokowań pokojowych chana i zgodził się na rozdzielenie swoich sił oraz przybycie osobiście z niewielkim oddziałem do stolicy, by dokończyć negocjacje. Wykorzystali to Chiwańczycy, którzy podstępnie zaatakowali podzielone wojsko rosyjskie. Niefortunny dowódca, wraz z większością swoich ludzi, został pojmany w niewolę, a następnie jako odstępca islamu (wcześniej przeszedł na prawosławie) w okrutny sposób zamordowany.
Jeszcze dalej idące zamiary imperialne w odniesieniu do Azji żywił car Paweł I. W okresie zbliżenia z rewolucyjną Francją planował wspólnie z Napoleonem inwazję na Indie. Zakładano, że udział w niej weźmie 35 tys. żołnierzy francuskich oraz 35 tys. rosyjskich (25 tys. wojska regularnego i 10 tys. Kozaków). Stworzono bardzo szczegółowy plan. Autor twierdzi, że był on „bardzo dobrze i drobiazgowo przygotowany i miał realne szanse powodzenia” (s. 44). Do współdziałania jednak nie doszło. Ostatecznie na początku 1801 roku w kierunku Indii wyruszył korpus kozacki mający liczyć 30 000 ludzi. Jego dowódcą był najprawdopodobniej ataman doński Orłow. Inwazję powstrzymała śmierć cara w marcu 1801 roku. W czwartym rozdziale opisano także m.in. ekspedycję „naukową” płk. Berga, zorganizowaną w zimie 1825-1826, skierowaną w rejon Jeziora Aralskiego.
Mniej więcej w połowie książki autor przechodzi do właściwego tematu, czyli operacji z lat 1839-1840 pod wodzą gen. Wasilija Aleksiejewicza Pierowskiego. W trzech kolejnych rozdziałach opisano przygotowania do niej, jej przebieg i odwrót, który nastąpił, gdy zdano sobie sprawę, że założonych celów nie da się zrealizować. Zarówno w opisie samej wyprawy, jak i przygotowań do niej znajdziemy liczne wzmianki o Polakach. Rozpoznanie terenu przeprowadził zesłany w tamte strony w latach 20-tych XIX wieku nasz rodak Jan Prosper Witkiewicz. Niezwykła to postać i człowiek wielu talentów – podróżnik, dyplomata, wywiadowca. Stawiać go można w jednym rzędzie z brytyjskimi agentami, takimi jak Alexander Burnes i James Abbott. Trudno jednoznacznie stwierdzić jaką część sił ekspedycyjnych stanowili Polacy. Autor szacuje, że połowę regularnej piechoty, która wyruszyła z Pierowskim.
Z militarnego punktu widzenia wyprawa rosyjska wydaje się zadziwiającym przedsięwzięciem o tyle, że została pokonana nie przez przeciwnika, ale przez siły natury. W połowie drogi okazało się, że maszerujące przez step w warunkach ostrej zimy oddziały są w takim stanie, iż nie uda im się dotrzeć do celu. Uniemożliwiły to także niewystarczające zapasy zaopatrzenia i trudności logistyczne, jakie napotkano. Co prawda doszło do niewielkich starć z Chiwańczykami, ale nie miały one żadnego wpływu na wynik ekspedycji. Jej bilans okazał się tragiczny. Autor podaje, że w ciągu 8 miesięcy zmarło 1054 żołnierzy, a do szpitala chorych na szkorbut trafiło 609 ludzi. Nie jest jednak jasne czy straty te obejmują tylko jednostki regularne, czy także Kozaków, Baszkirów i towarzyszących wyprawie Kazachów. Według autora w samej głównej kolumnie tych ostatnich miało być 7 tys. Nie podano również liczebności całości sił ekspedycyjnych. Wrażenie robi natomiast liczba utraconych wielbłądów. Wyruszyło ich 11 000, w obozach po drodze znajdowało się dalszych 1000, co daje łącznie 12 000. Powróciło około 1000.
Ostatnie dwa rozdziały poświęcone zostały jednemu z uczestników wyprawy, Polakowi w służbie carskiej, gen. Stanisławowi Ciołkowskiemu i przywróceniu oraz normalizacji wzajemnych stosunków między Rosją a Chanatem Chiwy kilka lat po nieudanej wyprawie. Dalej mamy jeszcze zakończenie i dwa aneksy (proklamacja rządu Rosji o wojnie z Chiwą i proklamacja generała-adiutanta Wasilija Pierowskiego o przywróceniu stosunków pomiędzy Rosją a Chanatem). Mało bohaterska i niezbyt romantyczna biografia Ciołkowskiego stanowi pod wieloma względami przeciwieństwo losów Jana Prospera Witkiewicza. Podobnie jak wielu Polaków, już za młodu stanął przed trudnym wyborem, jakim była decyzja o służbie w armii zaborcy. Podjął ją z przekonaniem i to jeszcze, gdy rodziło się Księstwo Warszawskie, a większość rodaków walczyła po przeciwnej stronie. Później konsekwentnie się jej trzymał, co nie znaczy, że całkowicie wyrzekł się polskości.
Autorowi trzeba oddać, że potrafi dość sprawnie pisać. Jak należało oczekiwać, sięgnął do źródeł, głównie rosyjskojęzycznych. Tematyka książki jest w polskiej literaturze historycznej dziewicza, a przy tym niezwykle wciągająca. Ilu spośród w miarę dobrze obeznanych z historią czytelników ma choćby podstawową wiedzę o opisywanych wydarzeniach? Udanym i chwytliwym zabiegiem było wplecenie wątku polskiego. Pozwala to także spojrzeć zarówno na historię Rosji, jak i Polski z nieco innej perspektywy. Na tym niestety kończą się zalety tej pozycji.
Pierwszy problem stanowi układ i kompozycja książki. Czytając, z początku byłem przekonany, że to praca poświęcona nie tytułowej wyprawie, ale ogólnie wszystkim wyprawom i ekspedycjom rosyjskim podejmowanym w rejonie Azji Środkowej na przestrzeni kilku stuleci. Jak na tak szeroko zakreślony temat, 88 stron to zdecydowanie za mało. Skoro autor przejawia tendencje do szerokiego ujmowania zagadnienia, należało pokusić się o napisanie obszerniejszej pozycji i opublikować ją w serii „Bitwy/Taktyka”, a nie „Pola Bitew”. Ta ostatnia, jak sama nazwa wskazuje, w założeniu ma przedstawiać pojedyncze bitwy i na nich się skupiać, stąd jej bardziej lakoniczna formuła.
Gdy czyta się opisy różnych ekspedycji podejmowanych przez Rosjan na przestrzeni lat, aż się prosi o jakieś porównania i choćby krótką analizę. Dlaczego wcześniej Bekowiczowi-Czerkaskiemu udało się zajść pod Chiwę, a Pierowski planując wyprawę zrezygnował z trasy, którą tamten wybrał, pokonując zaledwie połowę założonej drogi? Jak do tytułowej operacji i z podobnych przyczyn nieudanego marszu Kozaków na Indie mają się ponoć doskonale przygotowane (pierwotnie wspólnie z Francuzami) plany inwazji tychże? W odniesieniu do ekspedycji Pierowskiego spotkać się można z informacją, że pogoda wyraźnie odbiegała od średniej – na niekorzyść wyprawy, o czym autor nie pisze, wspominając tylko bardzo enigmatycznie o srogiej zimie. Inna istotna informacja, której mi zabrakło, to że wyprawę na Chiwę Mikołaj I planować miał już w 1831 roku, a przeszkodził w tym wybuch powstania listopadowego.
Druga sprawa to liczne błędy, czasem trudno powiedzieć czy merytoryczne, czy wynikające z braku redakcji i korekty. I tak na s. 47 możemy przeczytać, że urodzony w 1816 roku Lew Aleksiejewicz Pierowski był uczestnikiem wojen napoleońskich. Autor pomylił Lwa Aleksiejewicza Pierowskiego (ur. w 1792 roku) z Lwem Nikołajewiczem Pierowskim (ur. w 1816 roku). James Abbott występuje na kartach książki jako „Abbot” (s. 35, 75), „Abott” (s. 52, 75, 76), a także jako „Jems Abott” (s. 52), admirał Fiodor Apraksin jako „Apraskin” (s. 31), Karl Nesselrode jako „Niesselrode (s. 51), szach Szudża jako szach „Sundża” (s. 54). Wątpliwości można mieć także co do nazwy Szlisselburskiego Pułku Muszkieterów, który określany jest w tekście jako „Szlissenburski” (s. 70) itd.
Po trzecie mapy, gdzie pod tym względem miejscami jest nie lepiej. Nie wiadomo po co na s. 23 zamieszczono dość dużą i szczegółową (jak na tą publikację) mapę państwa Chorezmszachów w latach 1190-1220, skoro nie ma o nim nic w tekście. Z kolei dalsze mapy (Azja Centralna w XVI wieku i cztery kolejne) są dość ogólne. Na mapie na s. 35 zaznaczono twierdzę Aleksandrowsk. Z opisu na sąsiedniej s. 34 wynika, że była ona położona nad zatoką Bachtyr-Liman, tymczasem na mapie znajduje się w głębi lądu. Zostało to powielone na kolejnych mapach na stronach: 43, 53, 61. Dziwi także dlaczego nie zaznaczono na mapach Astrachania, jednego z największych ośrodków w opisywanym rejonie, mimo że wspomina się o nim w tekście i mapy obejmują obszar, gdzie się znajdował. Poza tym trudno śledzić i zorientować się w dokładnym przebiegu zwłaszcza wyprawy Bekowicza-Czerkaskiego.
Pod względem edytorskim udało się o tyle, że ilustracji jest dość sporo. Część z nich zaczerpnięta została z czarno-białych pierwowzorów, zazwyczaj rysunków, więc prezentują się dobrze, i co ważne nie powiększano ich na siłę. W niejednej z wydanych ostatnimi czasy książek Inforteditions ten zabieg powodował rozmycie grafiki i wyglądało to słabo. Niektóre ilustracje (na s. 10 i 80) wydają się być oryginalnie nieostre. Nie udało się jedynie w przypadku obrazu na s. 18, który dosłownie „pływa”. Co gorsza, niestety trochę nieostra, ale w niewielkim stopniu, jest także ilustracja na okładce (a dokładniej na froncie, bo z tyłu jest dobrze). Szczęśliwie dla autora i wydawnictwa, tego ostatniego większość czytelników raczej nie dostrzeże (bez zwrócenia uwagi na to).
Podsumowując, książka porusza ciekawą, bliżej u nas nieznaną tematykę, ale ze względu dość liczne na błędy i niedoskonałości trudno mi ją jednoznacznie polecać. Szkoda, że autor nie dołożył większej staranności przygotowując publikację i nie przemyślał koncepcji swojego dzieła. Jednak, jak mawiają, czasami na bezrybiu i rak ryba.
Autor: Raleen
Opublikowano 30.12.2025 r.
| « poprzednia | następna » |
|---|





















