Chrobry

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Grzegorz Gajek
Wydawca: SQN
Rok wydania: 2025
Stron: 545
Wymiary: 21,2 x 13,8 x 3,5 cm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-8330-664-3

Recenzja
O tym, że Bolesław Chrobry wielkim był nie trzeba nikogo u nas przekonywać. Zwłaszcza wobec przypadającego w tym roku 1000-lecia jego królewskiej koronacji. Przez stulecia postać tą starają się nam przybliżyć historycy, archeolodzy, pisarze, malarze i przedstawiciele innych dziedzin nauki i sztuki. Powieść „Chrobry” Grzegorza Gajka nie jest więc pierwszą ani zapewne ostatnią próbą nakreślenia jego literackiego wizerunku.

W drugiej połowie XIX wieku Jan Matejko namalował słynny „Poczet królów i książąt polskich”. Prace nad nim poprzedziły badania anatomiczne kości władców znajdujących się w sarkofagach na Wawelu, analizy ubiorów, insygniów władzy i innych rekwizytów. Tak powstały powszechnie znane i traktowane jako w pełni realistyczne wizerunki polskich monarchów. W myśl założeń panującego w czasach Matejki pozytywizmu (zwanego też „realizmem”) miały one dać widzowi zgodny z prawdą obraz świata, oparty na naukowych podstawach. Najnowsze odkrycia dowodzą jednak, że wbrew temu co do tej pory uważano, wybitny polski malarz nie zajmował się bezpośrednio naukową weryfikacją szczątków, a w wielu przypadkach jego rola w badaniach była drugoplanowa. Historia z obrazami Matejki pokazuje, że nawet najdalej posunięte starania w tym kierunku nie zawsze prowadzą do oddania rzeczywistości, taką jaką była, a każda epoka odkrywa przeszłość i jej bohaterów na nowo. Poprzednicy pozostawiają nam jednak w spadku określone wyobrażenia (historiograficzne, literackie, wizualne), będące dla nas punktem odniesienia. Nie inaczej jest w przypadku Bolesława Chrobrego.

„Chrobry” przenosi nas do momentu kiedy tytułowy bohater przejął po ojcu władzę nad państwem Polan. Wcześniej autor popełnił „Bolka”, poświęconego młodości Bolesława Chrobrego (a także „Piasta” i kilka innych powieści). Narratorami opowieści o Bolesławie są jego dzieci – syn i następca Mieszko II Lambert oraz córka Regelinda, żona Hermana, margrabiego Miśni (słynna „uśmiechnięta Polka” z katedry w Naumburgu). Sam wybór osób, których oczami będziemy śledzić dzieje Chrobrego, niesie z sobą brzemienne skutki, nie tylko literackie. Książki historyczne (naukowe i popularnonaukowe) na ogół oferują nam wielowymiarowe, analityczne spojrzenie na tamte czasy. Fakty, zgrupowane w ciągi logiczne, stają się cegiełkami procesów dziejowych. Wydarzenia ulegają kategoryzacji i przetworzeniu w oparciu o założenia i idee, niejednokrotnie zupełnie ówczesnym nieznane (najlepszym przykładem może być tutaj wymyślone przez XIX-wiecznych historyków pojęcie „wojny stuletniej”). Bywa, że później, wraz z postępem nauki, ulegają one dewaluacji albo są całkowicie odrzucane.

Za sprawą dwójki narratorów, poznajemy wydarzenia z punktu przedstawicieli wyższych warstw feudalnego społeczeństwa. Bolesław Chrobry i jego rodzina ukazani zostali jako książęta Rzeszy, uczestnicy gry politycznej prowadzonej przez wielkich niemieckich feudałów. Od czasu przyjęcia chrztu i zjazdu gnieźnieńskiego nie byli w ramach tego układu politycznego elementem obcym. Warto zdać sobie sprawę, że przedstawiciele klasy książęcej tamtej epoki odznaczali się poczuciem przynależności do tej samej ponadnarodowej grupy społecznej i niejednokrotnie mieli ze sobą więcej wspólnego niż ze swoimi poddanymi. Nie rozumowali w nowożytnych kategoriach narodowych i państwowych. Sprawowane przez siebie władztwo postrzegali jako patrimonium, stanowiące mieszaninę elementów władzy i własności. Średniowiecze to czasy, kiedy więzi instytucjonalne i prawne były słabe. Polegać musiano na mniej trwałych relacjach osobistych i rodzinnych. Stąd tak duże znaczenie małżeństw między przedstawicielami wyższych warstw społecznych, budujących więzi i dających gwarancję większej ich trwałości. Grzegorzowi Gajkowi udało się te elementy ówczesnego świata znakomicie oddać i stanowi to w moim odczuciu jeden z niezaprzeczalnych atutów „Chrobrego”.

Fabuła powieści osadzona została w czasach, kiedy chrześcijaństwo na ziemiach polskich dopiero kiełkowało i nadal przenikało się z pogaństwem. Autor pokazuje to wielokrotnie i na różne sposoby. Nie ma się co dziwić współistnieniu pogaństwa z wiarą chrześcijańską skoro jego przejawy możemy odnaleźć jeszcze kilka wieków później. Przekazy źródłowe podają między innymi, że w czasie rozbicia dzielnicowego Władysławowi Laskonogiemu podczas jednej z wypraw miała towarzyszyć wiedźma. Jeszcze ciekawiej rzecz się ma, gdy przyjrzymy się zapiskom dotyczącym życia duchowego i zabobonom, w które aż do późnego średniowiecza wierzyli Krzyżacy, mający wszak krzewić chrześcijaństwo. Gall Anonim wspomina, że Bolesław Chrobry kazał wybijać zęby nieprzestrzegającym postu, co dowodziłoby, że o wiarę i jej czystość dbano. Jednak w tym przypadku kontestowanie nowej religii traktowano także jako sprzeciw wobec władzy świeckiej, a na to żaden panujący pozwolić nie mógł. Dobitnym dowodem istnienia i siły dawnych wierzeń jest reakcja pogańska w początkach panowania Mieszka II. Nie da jej się w moim przekonaniu sprowadzić wyłącznie do czynników społeczno-ekonomicznych.

Starzy bogowie, duchy i demony przewijają się więc wielokrotnie na kartach powieści Grzegorza Gajka. Nie stykamy się z nimi bezpośrednio. Żyją w wyobraźni postaci, dodają im otuchy, czasem je prześladują. Pogańskie bóstwa co prawda musiały zejść do podziemia, ale mają się tam dobrze. Napotykamy również krzewicieli nowego ładu, jak Bruno z Kwerfurtu, zmagających się z dawnymi wyobrażeniami o świecie nadprzyrodzonym i szukających sposobu dotarcia do mentalności nawracanych. Autor świetnie sportretował stosunek ówczesnej ludności, w tym także elit, do nowej i starej wiary. Można go streścić przysłowiem: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Ukazanie sfery wierzeń oraz współistnienia religii chrześcijańskiej i pogaństwa, przenikających codzienność ludzi średniowiecza, nadaje książce specyficznego kolorytu.

Wśród elementów świata przedstawionego w „Chrobrym” rzucają się w oczy łaźnie (banie), w których co rusz spotykają się i przesiadują bohaterowie, załatwiając przy okazji różne interesy. Nie pasuje to zupełnie do powszechnie znanego obrazu epoki? Tymczasem to prawda. Korzystano z nich powszechnie na ziemiach polskich we wczesnym średniowieczu. Zwyczaj ten zanikł dopiero później, w czym udział miał Kościół. Z kolei zapewne mało kogo chociaż jako tako zaznajomionego z tą tematyką zdziwi obecność w drużynie Bolesława wikingów. Jest to zgodne z rzeczywistością. Szczęśliwie autor nie brnął w kierunku teorii historiograficznych upatrujących w wikingach twórców państwa polskiego.

Niejednego czytelnika, a zwłaszcza czytelniczkę, zainteresują opisy swatania i zamążpójścia, stanowiącego w życiu ówczesnych kobiet decydujący moment, nieraz przesądzający o ich dalszych losach. Autor pisze o „swojeniu się”. Oczywiście panie, zwłaszcza z klasy książęcej, nie miały prawie w ogóle wpływu na wybór partnera i częstokroć poznawały go dopiero tuż przed ślubem. Małżeństwo było przede wszystkim kontraktem politycznym. Na kartach „Chrobrego” znajdziemy między innymi humorystyczną scenę, kiedy to podczas podróży do grodu, gdzie miał się odbyć ślub, jedna z oblubienic pomyliła swojego przyszłego męża z jego towarzyszem. Niestety bardziej niż przyszły mąż podobał jej się ten ostatni, więc dotarłszy na miejsce przeżyła niemiłe rozczarowanie.

Istotną rolę odgrywa w książce wątek klasztorów. Stanowiły one w tamtej epoce ważne instytucje kulturalne i intelektualne. Do pewnego stopnia funkcjonowały w oderwaniu od otaczającego je świata. Ten ostatni postrzegano dualistycznie: jako sferę cultury – stworzoną przez człowieka, regularną, uporządkowaną i poddaną mu, i natury – otaczającej go zewsząd dzikiej, nieokiełznanej, czasami złowrogiej przyrody. Klasztory były główną ostoją tej pierwszej. Z punktu widzenia wyższych warstw feudalnego społeczeństwa łączyły w sobie wiele funkcji. Autor dobrze sportretował cechy rozkwitającego wówczas życia monastycznego, zwłaszcza swoistą eksterytorialność klasztorów i ich wyobcowanie z tego co działo się naokoło.

Czasami Grzegorz Gajek bawi się z czytelnikiem w kalambury historyczne. I tak, nieprzypadkowo, jeden z rękodajnych, zarazem główny towarzysz Bolesława Chrobrego, zowie się Szczerbiec. Z kolei nauczycielem dzieci księcia jest Kosmas. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem to imię na kartach powieści, podrapałem się w głowę… Wszak wiem jak nazywał się pierwszy czeski kronikarz, odpowiednik naszego Galla Anonima, tworzący zresztą mniej więcej w tym samym czasie co polski dziejopis. Nie lubił on Bolesława Chrobrego, nawet bardzo, więc dlaczego autor umieścił go w jego kancelarii? Zagadnąłem o to Grzegorza, kiedy się spotkaliśmy. Odparł, że przecież mógł istnieć inny Kosmas, ponieważ imię to było wówczas popularne. Mnie to wyjaśnienie przekonuje, a że w międzyczasie trochę się nagłowiłem, szukając czy czeski Kosmas nie miał jednak jakichś związków z Polską, kalambur uważam za pożyteczny. Dodam, że w dalszej części powieści pojawiają się jeszcze m.in. Hodo i Gero, również niemający wiele wspólnego z ich znanymi historycznymi protoplastami i na przekór nim będący postaciami pozytywnymi.

Z kwestii szczegółowych, do których miałbym zastrzeżenia od strony historycznej, budzą moje poważne wątpliwości co do zgodności z ówczesnymi realiami rozważania Regelindy na temat spraw kobiecych, zwłaszcza związane z menstruacją. Problemem jest tu poziom wiedzy medycznej wśród współczesnych, a także fakt, że sfera ta stanowiła tabu. Wątpię także by Regelinda i Mieszko II regularnie pisali do siebie listy na pergaminie, biorąc pod uwagę jak drogi był to wówczas materiał. Nie do końca realistyczne wydają mi się również uwagi społeczne Regelindy na temat doli prostego ludu, które w pewnym momencie wygłasza, obserwując pracę kmieci. Choć refleksje tego rodzaju nie były całkiem obce przedstawicielom wyższych warstw społecznych, to nie czasy Marii Konopnickiej. Z drobniejszych rzeczy, w odniesieniu do okresu poprzedzającego rok tysięczny mowa jest o katedrze w Gnieźnie. Wówczas jedyne polskie biskupstwo (misyjne) istniało w Poznaniu. Ustanowienie w Gnieźnie arcybiskupstwa nastąpiło dopiero w wyniku zjazdu Bolesława Chrobrego z Ottonem III. Mógłbym wskazać jeszcze kilka takich pomniejszych nieścisłości i nawet z początku je sobie wynotowywałem, ale z czasem doszedłem do wniosku, że nie ma to sensu i dałem się porwać lekturze.

Powieść historyczna to także język, którym jest napisana. W przypadku „Chrobrego” zagadnienie należy moim zdaniem podzielić na trzy części:
- opisy narracyjne, stanowiące główną część fabuły,
- momenty, gdy akcja wyraźnie przyspiesza,
- dialogi między postaciami.

Bardzo podobają mi się wszelkie opisy stanowiące trzon narracji. Zasadniczo jest to język współczesny, ale wzbogacony o słownictwo i konstrukcje językowe charakterystyczne dla czasów średniowiecza czy też na nie stylizowane. Świetnie prezentują się pod względem językowym momenty, gdy akcja wyraźnie przyspiesza. Dotyczy to zwłaszcza scen różnego rodzaju walk. Wtedy naprawdę nie sposób się od książki oderwać. Najsłabiej w moim odczuciu wypadają dialogi, choć jednocześnie nie da się zaprzeczyć, że niejednokrotnie dynamizują akcję. Odniosłem wrażenie, że konstruując dialogi autor poszukiwał jakiegoś kompromisu między historycznością a współczesnym potocznym językiem. O ile główny trzon narracji i momenty, gdy akcja przyspiesza bywają stylizowane na język średniowieczny albo wręcz nim operują, to dialogi stanowią w niektórych przypadkach (nie zawsze…) ukłon w kierunku współczesnego czytelnika. Bywa, że bardzo głęboki ukłon…

Jakim językiem powinny mówić postacie powieści czy filmów historycznych? Jaki powinien być język narracji? Często autorzy czynią pewne zabiegi by nadać mu cechy epoki, w której osadzona jest fabuła, choć nie zawsze. Przy czym nie chodzi tutaj o samo odzieranie postaci i epoki ze wzniosłości i heroizmu, jak to czyni np. Bernard Cornwell. Niezależnie od świadomych zabiegów w tym kierunku, w przypadku XIX-wiecznych powieści np. Henryka Sienkiewicza czy Józefa Ignacego Kraszewskiego, zestarzały się one na tyle, że ich język, współczesny gdy powstawały, dziś może w jakimś stopniu uchodzić za archaiczny. Podobny proces powoli dotykać będzie także późniejsze powieści, np. Karola Bunscha. Wątek języka, którym posługują się postacie, pojawił się jakiś czas temu choćby przy okazji dyskusji o ponownej ekranizacji „Krzyżaków”. Bogusław Linda argumentował wówczas m.in. że najwyższa pora na film, gdzie bohaterowie nie będą rozmawiać ze sobą i zachowywać się jak postacie z czasów Eugeniusza Bodo. Mnie jednak zabieg zastosowany w „Chrobrym” nie do końca przekonuje (czarę goryczy przelał „pierdolony Henryczek” – to Bolesław Chrobry o cesarzu Henryku II) i jest dla mnie największą wadą książki, ale być może pokutuje tutaj wpływ Kraszewskiego i Bunscha, których naczytałem się za młodu.

Pora wreszcie zająć się głównym bohaterem, czyli Bolesławem Chrobrym. Jaki jego wizerunek wyłania się z powieści Grzegorza Gajka? Słynny król został przedstawiony jako wybitny wódz i polityk, silny, twardy i zdecydowany, ale zarazem jako człowiek nieokrzesany, agresywny gbur. Czy jest to obraz prawdziwy i obiektywny? Sądzę, że nie do końca, o ile w ogóle można mówić w tym przypadku o prawdziwości czy obiektywizmie. Warto przypomnieć osoby narratorów. Jest to więc Chrobry widziany oczami jego dzieci: Mieszka II i Regelindy. Mamy do czynienia z fikcją literacką, więc powieściowy władca stanowi wytwór wyobraźni autora i jego wizję tej postaci historycznej. W przekazach źródłowych znajdujemy jedynie szczątkowe informacje o królu Bolesławie, co stwarza pisarzom i innym twórcom szerokie pole do popisu.

O ile stawianie kategorycznych twierdzeń na temat tego jaki był Bolesław mija się z celem i z wielu powodów jest niemożliwe, mogę powiedzieć na ile wizja autora mnie przekonuje. W większości zgadzam się z nim i uważam, że szereg cech Chrobrego udało mu się trafnie uchwycić. W moim odczuciu, zgodnie z tym jak go zazwyczaj postrzegano, był to silny, energiczny, a zarazem śmiały monarcha, wybitny wódz i polityk, potrafiący trzymać odziedziczone po ojcu państwo twardą ręką. Grzegorz Gajek wychodzi rzecz jasna poza te pomnikowe charakterystyki i stara się pokazać jakim był na co dzień. Dobrze udało mu się tutaj oddać pewne jego cechy, zwłaszcza w relacjach z żoną Emnildą. Tym co mnie natomiast razi w gajkowym Bolesławie Chrobrym jest daleko posunięta gruboskórność i przedstawianie go w zasadzie jako prostaka. Czy mógł się takim jawić w oczach dobrze wyedukowanego Mieszka II i przesiąkniętej kulturą saską Regelindy? Postaci narratorów nadają temu obrazowi subiektywizmu, jednak wątpię by dzieci Bolesława mogły go w taki sposób odbierać. Mieszko II, pod wpływem klęsk, jakich doświadczył, gdy przyszło mu przejąć rządy, dochodzi zresztą ostatecznie do wniosku, że nauka jest niczym.

Ostatni wątek, który chciałbym poruszyć, to brutalność i okrucieństwo. Mowa o nich nieraz na kartach powieści. Także król Bolesław miał być okrutny… Wpisuje się to w powszechne wyobrażenia na temat średniowiecza. Nie da się ukryć, że ówcześni ludzie mieli na ten temat inne wyobrażenia niż obecni i przykładanie do tamtych czasów naszych miar współczucia i miłosierdzia nie do końca ma sens (podobnie, jak w wielu innych przypadkach). Jak na ironię, w odniesieniu do Chrobrego można znaleźć pewne poszlaki wskazujące na to, że miłosierdzie przejawiał. Rzecz dotyczy jego przyrodnich braci. Zabijanie bądź okaleczanie krewnych stojących na drodze do tronu stanowiło wówczas normę. Przyrodni bracia Bolesława mieli uniknąć tego losu. Na ile za sprawą tego, że na czas udało im się zbiec z kraju, a na ile dzięki miłosierdziu i wstrzemięźliwości późniejszego króla, nie do końca wiadomo.

„Chrobry” dość szybko mnie wciągnął. Zdarzyło mi się co prawda niekiedy zazgrzytać zębami, ale generalnie książkę dobrze się czyta. Postacie są wyraziste i spójne psychologicznie. Pomysł z dualizmem narracji nadaje dziełu oryginalności. Historię pierwszego króla Polski poznajemy z relacji jego dzieci, spisujących po latach swoje wspomnienia. Mogą więc pewnych rzeczy nie pamiętać, przeinaczać fakty albo przywoływać je wybiórczo. Jakby co pisarz ma alibi… Od strony redakcyjnej i edytorskiej składam wydawcy szczere gratulacje. Książka jest dość obszerna, a nie przypominam sobie bym znalazł jakąś literówkę. Mam zaś w zakresie redakcji i korekty pewną praktykę. Od dłuższego już czasu, obcując z literaturą historyczną, głównie popularnonaukową, niezbyt często natrafiam na takie publikacje. Cieszę się, że w beletrystyce panują w tym względzie wyższe standardy.

Podsumowując, mimo pewnych zastrzeżeń, dobrze napisana powieść, dająca obraz pierwszego króla Polski, jakiego nie znajdziecie w literaturze historycznej. Paradoksalnie, dzięki przyjętej formie literackiej, pod pewnymi względami ma on szansę być bardziej prawdziwy. Udanym posunięciem jest dwoista narracja Mieszka II i Regelindy, dająca odbiorcy perspektywę męską i kobiecą. Grzegorz Gajek potrafi sprawić, że od lektury trudno będzie Wam się oderwać i czyni to bardzo umiejętnie. Przenosi nas przy tym w czasy, które wbrew pozorom mają wiele wspólnego ze współczesnością. Polecam miłośnikom średniowiecza i dobrej książki!

Autor: Raleen

Opublikowano 08.12.2025 r.

Poprawiony: czwartek, 11 grudnia 2025 08:40