Holenderskie Indie 1941-1942

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Michał A. Piegzik
Wydawca: Bellona
Seria: Historyczne Bitwy
Rok wydania: 2025
Stron: 470
Wymiary: 19,5 x 15,5 x 2,6 cm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-11-18457-2

Recenzja
II wojna światowa na Pacyfiku. To hasło budzi skojarzenie z japońskim atakiem na Pearl Harbour, epicką bitwą o Midway, czy lądowaniami wojsk amerykańskich na Okinawie i Iwo Jimie. Lepiej zorientowani w temacie przypomną także o upadku Singapuru, walkach w Birmie, czy na Guadalcanal. Jedna z kluczowych kampanii wojny na Dalekim Wschodzie była dotąd traktowana po macoszemu. Atak na holenderskie Indie Wschodnie (obecną Indonezję) odgrywał w planach cesarskiej Japonii ogromną rolę, głównie ze względu na dostęp do pól naftowych – ważnych dla funkcjonowania japońskiej machiny wojennej.

Michał A. Piegzik postanowił wypełnić braki wśród polskojęzycznych publikacji. Napisał aż dwie książki dotyczące ataku na Holenderskie Indie Wschodnie w latach 1941-1942. Bellonie zdarzało się publikowanie tego samego tytułu w cyklu „Historycznych Bitew” z różnymi okładkami. Tym razem czytelnicy mogą być spokojni. Sięgając po książkę z 2025 dostają produkt zupełnie inny od tego z 2022. Przede wszystkim za drugim razem Michał Piegzik potraktował temat o wiele dokładniej. To jeden z najobszerniejszych HB-eków. Liczy ponad 400 stron plus dodatki. Przedstawia genezę konfliktu o holenderską ropę. Piegzik stawia wręcz tezę, że była ona przyczyną wybuchu wojny na Pacyfiku. Niezwykle ciekawe jest omówienie sił obu stron konfliktu, a także różnych planów rozważanych przez Japończyków.

Autor przedstawia bardzo trudną sytuację, w jakiej znalazły się holenderskie władze kolonialne po zajęciu przez III Rzeszę ich metropolii. Były one świadome japońskiego zagrożenia, ale nie miały szans na skuteczną rozbudowę własnych sił zbrojnych, opierając się w wielu miejscach na oddziałach mogących grać rolę sił paramilitarnych lub policji, ale niezdolnych do prowadzenia walki z regularnymi jednostkami wroga.

Cień szansy dawało Holendrom utworzenie w początkach roku 1942 wielonarodowego dowództwa ABDA (amerykańsko-brytyjsko-holendersko-australijskiego). Obejmujące głównie współpracę flot, a w mniejszym stopniu lotnictwa, okazało się jednak mało skuteczne. Każdy z uczestników tego doraźnego sojuszu miał nieco inne cele i koncepcje prowadzenia wojny. Z biegiem czasu większość alianckich dowódców zyskiwała przekonanie, że Holendrzy nie są w stanie się obronić i należy ich ostatecznie porzucić. Wydarzenia kolejnych kampanii, prowadzące do katastrofalnej w skutkach bitwy morskiej na Morzu Jawajskim i upadku Jawy, tylko utwierdzały w nich to przekonanie. W historii tej nie zabrakło bohaterów. Takim jawi się holenderski kontradmirał Karel Doorman, który do końca starał się jak najskuteczniej wykorzystać posiadane siły morskie, a podczas ostatniej bitwy poszedł na dno z okrętem flagowym.

Za bardzo wartościowe uważam opisy lądowań Japończyków na kolejnych wyspach i kampanii lądowych, często ze względu na trudne warunki terenowe przeradzających się w serię potyczek. Japończycy bez większego problemu radzili sobie z holenderskimi obrońcami kolejnych wysp, a także wspierającymi ich Amerykanami i Australijczykami. Michał A. Piegzik wspomina jednak o kilku skutecznych akcjach sił alianckich na lądzie wraz z budzącymi szacunek przemarszami oraz walkami w trudnych warunkach pogodowych.

Gdy czytałem „Holenderskie Indie 1941-1942”, duże wrażenie zrobiło na mnie odwoływanie się przez autora do dokumentów źródłowych. Wielu europejskich, australijskich czy amerykańskich historyków ma tendencję do skupiania się na alianckich źródłach dotyczących wojny na Pacyfiku. W efekcie przedstawia narrację jednostronną i bardzo fragmentaryczną. Piegzik sięgnął także po archiwalia japońskie. Interesujące jest zderzenie raportów obu stron na przykład o efektach bombardowań, gdy zgłaszano znaczne zniszczenia wrogich lotnisk czy okrętów, podczas gdy według danych atakowanego skutki były znikome.

Autor HB-eka nie ucieka od tematu drastycznego, czyli japońskich zbrodni wojennych. Opisuje dokonane przez cesarskich żołnierzy egzekucje jeńców oraz ludności cywilnej, a także metody zastraszania stosowane na przykład wobec personelu pól naftowych, aby nie niszczył ich infrastruktury.

Publikacja została wzbogacona o bardzo ładne i czytelne mapy, pozwalające zrozumieć skalę kampanii. Poza barwnymi znalazły się w nim także czarno-białe mapy walk na poszczególnych wyspach. Niektóre z nich mają niestety zbyt małe legendy, co nadwyręża wzrok czytelnika.

Okładka autorstwa Marka Szyszko przedstawia atak japońskich spadochroniarzy na rafinerię. Dość wiernie oddano na niej detale uzbrojenia i umundurowania. O plansze barwne z sylwetkami żołnierzy walczących stron zadbał Artur Klimko. Jego wcześniejsze prace wzbudzały kontrowersje, jednak rysownik ten poczynił ogromny postęp. Sylwetki są narysowane ładnie i dokładnie. Wątpliwość budzi czy na jednej z nich musiał znaleźć się Karel Doorman w mundurze galowym. Osobiście wolałbym zobaczyć na przykład holenderskiego milicjanta, czy żołnierza innej formacji kolonialnej, lub chociaż marynarza.

„Holenderskie Indie 1941-1942” to bardzo dobra pozycja w cyklu HB-eków, lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika historii wojny na Pacyfiku.

Autor: Cisza

Opublikowano 04.12.2025 r.