Informacje o filmie
Reżyseria: Paul Mignot, Vincent Mottez
Scenariusz: Vincent Mottez
Premiera: 8 grudnia 2022 (świat), 29 grudnia 2023 (Polska)
Produkcja: Francja
Czas trwania: 1 godz. 40 min.
Recenzja
O tym, że rewolucja francuska, zwana przez niektórych „wielką”, w znaczący sposób wpłynęła na bieg dziejów, nikogo choć trochę znającego historię szczególnie przekonywać nie trzeba. Zmiany wtedy dokonane odcisnęły trwałe piętno na obliczu Francji i Europy, stając się podwalinami nowoczesnego państwa i narodu francuskiego oraz wzorem do naśladowania dla innych. Nie było to jedyne wydarzenie tego rodzaju w dziejach Europy i świata. Od średniowiecza na starym kontynencie miało miejsce dziesiątki buntów i rebelii przeciwko panującemu powszechnie systemowi feudalnemu, łączących w sobie w różnym natężeniu wątki polityczne, społeczne i religijne. Co więc sprawiło, że rewolucja rozpoczęta w 1789 roku nie stała się kolejnym niezbyt znaczącym epizodem, po którym przedstawiciele feudalnego państwa i Kościoła wzięli górę? Wiele by można pisać o przyczynach, natomiast nie ulega wątpliwości, że największą rolę odegrał tutaj Napoleon. Dzięki niemu leżące u jej podstaw idee utrzymały się stosunkowo długo i rozprzestrzeniły do tego stopnia, że później trudno było je wykorzenić.
Jak to zwykle bywa, nie wszystkim we Francji nowe porządki przypadły do gustu. Nie ma czemu się dziwić, ponieważ te niespokojne czasy niosły ze sobą szereg „błędów i wypaczeń”. Maksymy takie jak ta, że „rewolucja zjada własne dzieci”, dopiero wtedy się kształtowały. Dość szybko pojawili się więc przeciwnicy zmian, opowiadający się za starym ustrojem i pragnący go przywrócić, a właściwie to co uważali w nim za dobre. Wskazywali oni na ciemną stronę rewolucji, przede wszystkim wszechogarniający, ślepy terror i brak autentycznej wolności, tak wysoko i bezceremonialnie wynoszonej na sztandary przez piewców nowego ładu. Obok prawdy rewolucji pojawiła się więc prawda kontrrewolucji. Osobny wkład do tej ostatniej wnieśli zagraniczni wrogowie zachodzących nad Sekwaną przemian. Dla nich to co wydarzyło się w państwie Ludwika XVI stanowiło jaskrawe wynaturzenie i podważało z góry ustalone prawidła świata. Choć początkowo nie wydawało się to takie oczywiste, z upływem wieków w powszechnej świadomości zwyciężyła prawda rewolucji. Zaczęto skupiać się na jej pozytywnych stronach, spychając w zapomnienie niezbyt chwalebne momenty owych czasów, kiedy to wykuwały się zręby współczesnej francuskiej tożsamości.
Jedną z takich usuwanych w cień i pokrytych kurzem kart historii są wydarzenia w Wandei. W 1793 roku doszło tam do wystąpień przeciwko nowym porządkom, w obronie wolności, wiary i monarchii. Rewolta rojalistyczna w tym rejonie Francji, skierowana przeciwko rodzącej się i walczącej o przetrwanie republice, musiała być postrzegana przez tę ostatnią jako śmiertelne zagrożenie. Tym bardziej, że w początkowym okresie powstańcy odnieśli liczne sukcesy. Reakcja władz republikańskich była nieubłagana. Wandeę utopiono we krwi. W rozkazie wydanym przez Komitet Ocalenia Publicznego dowodzącemu siłami interwencyjnymi gen. Louise’owi Marie Turreau pojawia się słowo „eksterminacja”. Część historyków wydarzenia te klasyfikuje jako ludobójstwo, jedno z pierwszych w dziejach. Wiele lat później, w czasie rewolucji październikowej, działania republikanów stały się inspiracją dla Lenina, gdy planował „oczyszczenie” południowych regionów Rosji z Kozaków, o czym wspomina wprost w swoich zapiskach.
Jak mówi w jednym z wywiadów scenarzysta i współreżyser filmu Vincent Mottez, jego celem było wyrwanie z zapomnienia tysięcy ludzi, którzy zginęli w tej straszliwej wojnie i wypełnienie białej plamy, jaką stanowi ona w powszechnej świadomości. Obraz przedstawia wydarzenia z punktu widzenia jednego z najsłynniejszych dowódców wojsk kontrrewolucyjnych, byłego oficera marynarki królewskiej Françoisa de Charette. W części filmu jest on narratorem – wygląda to tak, jakbyśmy czytali jego pamiętnik. Co jakiś czas widzimy sceny przedstawiające jego przeżycia duchowe – widzenia, sny, wizje metafizyczne, czy jakkolwiek to nazwiemy. Dodatkowo skupiają one na nim uwagę widza. Do pewnego stopnia oba te zabiegi nadają całości charakter biograficzny, chociaż film nie jest biografią.
Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, wojna ukazana została z perspektywy zwykłych ludzi i oddziału powstańczego, który postanawiają uformować. Znajdziemy tutaj coś z atmosfery „Bravehearta” i tylu innych historycznych produkcji poświęconych społecznościom walczącym o wolność i inne godne pochwały wartości i ideały. Pod względem historycznym filmowi niewiele można zarzucić. Najbardziej przekonujące wydają mi się sceny przedstawiające życie codzienne oddziału w przerwach między walkami, wiejskie zabawy i tańce okraszone ludową muzyką, mocno osadzone w atmosferze tamtych dni. Jako że zgrupowanie Charette’a przez większość czasu uprawiało wojnę podjazdową, właściwie mamy ukazaną tylko jedną większą bitwę. Można z tego również wysnuć wniosek, że budżet francuskiej „superprodukcji” (tak film bywa określany) nie był zbyt wysoki. Spośród elementów batalistyki, z którymi kinematografia bardzo często nie daje sobie rady, wspomnę, że twórcy starali się pokazać szyki wojsk, chociaż w decydującym momencie, jak to zwykle bywa w filmach, następuje wielkie bitewne melee. Tutaj jednak zbytnio to nie razi, ponieważ z obu stron mamy do czynienia z oddziałami bardzo słabo wyszkolonymi. Nie mam zastrzeżeń odnośnie prezentowanego uzbrojenia. Co do umundurowania, nie czuję się ekspertem ani nie zagłębiałem się w to nadmiernie, natomiast odniosłem wrażenie, że mundury rewolucyjnych oficerów, czasami wręcz „kapiące od złota”, są nie do końca historyczne. Prawdopodobnie stanowi to celowy zabieg mający podkreślić dystans dzielący ich od ludu i tym samym fasadowość rewolucyjnych haseł i ideałów.
Zapewne nie jest to zbyt odkrywcze stwierdzenie, ale „Wandea…” pod wieloma względami jest na wskroś francuska. Zgodnie z panującymi współcześnie trendami, pojawiają się w niej wątki, które można określić jako feministyczne. Widzimy więc pięknie ubrane arystokratki walczące w szeregach powstańców, co w tym przypadku odpowiada prawdzie historycznej. Pokazane to zostało jednak z wyszukaną francuską elegancją i zgodnie z duchem epoki. Nie wyglądają one ani nie zachowują się sztucznie. Podobnie rzecz się ma z prezentowaniem na ekranie okrucieństwa, w nieuchronny sposób towarzyszącego walkom i rzeziom ludności cywilnej. Dostajemy go „tyle ile trzeba”. W przeciwieństwie do produkcji anglosaskich, film nie epatuje nim ponad miarę. W „Wandei…” tego rodzaju sceny zazwyczaj nie trwają zbyt długo. Twórcy filmu nie tuszują rzeczywistości, natomiast starają się by nie zdominowały one fabuły.
Powyższe wiąże się z ogólnym przekazem filmu. W niektórych mediach w Polsce jest on przedstawiany jako produkcja, której główny cel i zamysł sprowadza się do ukazania straszliwych okrucieństw popełnionych w Wandei. Czytając takie opinie można wręcz odnieść wrażenie jakby to wyczerpywało tematykę filmu, a pokazanie tych zbrodni miało zapełnić ową wspominaną wcześniej białą plamę i wywrócić do góry nogami prawdę o rewolucji. Przy okazji szermuje się takimi określeniami jak „kłamstwo rewolucji”, przekonuje się, że to powstańcy byli „prawdziwą Francją”, z czego można wysnuć wniosek, że republikanie byli „nieprawdziwą”. Towarzyszy temu snucie prostych analogii do dzisiejszych sporów ideologicznych. Według niektórych publicystów i komentatorów rewolucja ukazana została w „Wandei…” na wzór „Nie-Boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego. W moim przekonaniu nie do końca odpowiada to temu co rzeczywiście tutaj znajdziemy. Owszem okrucieństwa, jakie spotkały Wandejczyków, zostały pokazane, i to bardzo dobitnie, ale nie zajmują one aż tak wiele czasu kinowego, jak można by oczekiwać. Fabuła, z grubsza zgodnie z prawdą historyczną, dzieli wojnę na dwa etapy. Punktem przełomowym są negocjacje oraz podpisanie pokoju w La Jaunaye 17 lutego 1795, po którym niewiele później, bo 25 czerwca 1795, nastąpiło wznowienie walk, ostatecznie zakończonych schwytaniem Charette’a i jego egzekucją 29 marca 1796, co uznaje się za koniec konfliktu. W decydującym momencie istotnym czynnikiem okazuje się przywiązanie kontrrewolucjonistów do monarchii. Na tym tle dochodzi zresztą pod koniec do rozłamu między Charettem a częścią jego podwładnych. Dla republikanów postulaty wolności wyznania, swobody światopoglądowej i uznania szeregu tradycyjnych wartości z czasem okazują się być do zaakceptowania. Nie wyobrażają sobie natomiast powrotu króla i feudalizmu, oczekując podporządkowania się przez ludzi Charette’a nowej władzy i zaprowadzonemu przez nią ustrojowi społecznemu.
Jednocześnie film pokazuje, że dla będących na emigracji środowisk rojalistów, skupionych wokół hr. Artois, powstańcy wandejscy byli tylko narzędziem, dla którego nie zamierzali oni niczego ryzykować i w niedogodnych dla nich okolicznościach gotowi byli je w każdej chwili porzucić. Tak też się ostatecznie stało. Obietnice zagranicznej pomocy i zapowiedzi lądowania we Francji potężnej armii kontrrewolucyjnej okazały się mrzonką. Pozostawionym samym sobie powstańcom przychodzi więc stawić czoła republice, w której to walce na dłuższą metę skazani są na klęskę. Film operuje zatem do pewnego stopnia klasycznym toposem, wywodzącym się z „Antygony” Sofoklesa. Wandejscy kontrrewolucjoniści stają przed tragicznym wyborem, między wiarą swoim ideałom i unicestwieniem a porzuceniem jednego z najważniejszych punktów swojego programu i życiem wbrew swoim przekonaniom pod butem dotychczasowych wrogów. Republikanie, których część z czasem przejawia wolę porozumienia, nie mogą zaakceptować w żadnej formie powrotu monarchii ani podważania ich władzy oraz stworzonego przez nich porządku społecznego. Ostatecznie, niedługo po podpisaniu porozumienia, część dawnych powstańców ponownie chwyta za broń. Rzuca to cień podejrzenia na zachowującą pokój resztę. Republikanie, nie dowierzając tym ostatnim, postanawiają przynajmniej część z nich „na wszelki wypadek” zabić. Tym samym ugodowa postawa okazuje się pułapką. Przesłanie filmu jest więc takie, że obok wydobycia na światło dzienne mniej znanego, wstydliwego oblicza rewolucji, przedstawia wydarzenia w Wandei jako „wspólną tragedię” i jednocześnie jako nierozwiązywalny konflikt, którego prawdopodobnie nie dało się uniknąć.
Takie rozłożenie akcentów zapewne nie wszystkich zadowoli, zwłaszcza zaś tych, którzy oczekiwali „pełnej prawdy” i tego, że produkcja ta wpisze się we współczesny schemat sporu ideologicznego, w uproszczeniu między zwolennikami postępu a wyznawcami tradycyjnych wartości. Oglądający „Wandeę…” wraz ze mną ksiądz po seansie uważał, że „pewnych rzeczy było w niej za mało”. Miał na myśli przede wszystkim niesławne „piekielne kolumny” i masowe topienie ludności w Loarze. Jednak dla głównych adresatów tego dzieła – Francuzów, nawet w tej formie, musi być ono szokujące. Stąd, niezależnie od innych racji, jakie za tym stały, takie ujęcie tematu, faktycznie nieco łagodzące przekaz, wydaje się zręcznym zabiegiem twórców. Sądzę, że również poza granicami Francji tak opowiedziana historia wojny w Wandei ma szansę wpłynąć na przekonania szerszego grona odbiorców. Gdy oceniamy ten obraz, cały czas należy pamiętać o punkcie odniesienia, jakim była rewolucja. Odrzucenie go, prowadzące do wyrwania pewnych zjawisk z szerszego kontekstu, i co za tym idzie stworzenie jednostronnego przekazu, nie będzie dla większości przekonujące. Tym bardziej, że w powszechnym odbiorze nadal dominuje prawda rewolucji. Tragedia dziejowa powstańców wandejskich polegała między innymi na tym, że broniąc tradycyjnych wartości jednocześnie stawali w obronie instytucji społecznych i politycznych, które odchodziły w przeszłość, z czego wielu z nich nie potrafiło zdać sobie sprawy. Niemożność prostego powrotu po Kongresie Wiedeńskim do tego co było przed rewolucją widać dobrze, gdy spojrzy się na panowanie Karola X, usiłującego przywracać we Francji stary porządek, i w przeciwieństwie do Ludwika XVIII idącego w tych działaniach w zaparte.
Po tych, być może miejscami nieco wzniosłych wywodach, pora pochylić się jeszcze raz nad „Wandeą…” jako wytworem Dziesiątej Muzy. Z pewnością nie jest to film akcji i posiada niewiele cech tego gatunku, co nie znaczy, że zupełnie brakuje mu dynamiki, zwłaszcza podczas scen bitewnych. Tych, którzy oczekują, że na ekranie będzie się dużo „działo”, może to jednak nie zadowolić. Nie do końca udanym zabiegiem od strony czysto filmowej są w moim odczuciu fragmenty, gdzie Charette występuje jako narrator i pokrótce streszcza nam przebieg tej części działań wojennych, która zostaje przedstawiona w telegraficznym skrócie. Te wstawki narracyjne wypadają zbyt lakonicznie i brak im szerszego tła by były zrozumiałe dla tych, którzy o wojnie w Wandei wiedzą niewiele lub zgoła nic. Z punktu widzenia przeciętnego widza zwyczajnie mogą one okazać się nudne. Film momentami „zwalnia” także ze względu na wspomniany już wątek przeżyć duchowych Charette’a, choć same w sobie wydają się one intrygujące i na swój sposób oryginalne. Nie znajdziemy w „Wandei…” typowych scen miłosnych. Główny bohater tak kocha Boga i króla Francji, że na inne obiekty uczuć brak mu czasu, nawet jeśli te niekiedy zdają się ku niemu ckliwie wzdychać. Gra aktorska być może nie powala na kolana, ale i nie budzi jakichś szczególnych zastrzeżeń. Postacie wyglądają przekonująco, a główny wątek rozwija się w sposób, który jest w stanie wciągnąć widza. Kostiumy i scenografia w większości prezentują się świetnie. Są takie, jakich powinniśmy oczekiwać od kina historycznego.
Podsumowując, dobry film o mało znanych w powszechnej świadomości wydarzeniach, niosący z sobą pewne głębsze przesłanie i także ze względu na nie wart obejrzenia. W moim odczuciu obraz wymyka się prostym schematom, w które usiłuje się go wtłoczyć. Tym, którzy ostatnio mieli wątpliwą przyjemność obejrzeć popularne dzieło o Napoleonie, popełnione przez pewnego znanego reżysera, polecam recenzowany wytwór francuskiej kinematografii jako swoistą odtrutkę. W porównaniu do owej budzącej politowanie produkcji bez kozery powiem, że „Wandea…” jawi mi się wręcz jako film wspaniały.
Dyskusja o filmie na FORUM STRATEGIE
Autor: Raleen
Zdjęcia: materiały promocyjne producenta filmu
Opublikowano 04.01.2024 r.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Poprawiony: czwartek, 04 stycznia 2024 12:05



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


















