Biały Tygrys

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o filmie
Reżyseria: Karen Szachnazarow
Scenariusz: Aleksandr Borodyanskiy, Karen Szachnazarow
Premiera: 3 maja 2012 (świat)
Produkcja: Rosja
Czas trwania: 1 godz. 44 min.

Recenzja
W 2012 roku w rosyjskich kinach zaprezentowano wyreżyserowaną przez Karena Szachnazarowa produkcję „Biały Tygrys”, a więc zdecydowanie niezwykły film wojenny, będący również zbiorem problematycznych w ocenie cech. To szczególnie znamienne… w ofensywie rosyjskiego kina wojennego wysokobudżetowych dramatów drugowojennych. Wymieniając kilka: „Stalingrad” z 2013 r., „Bitwa o Sewastopol” z 2015 r., „Tanks for Stalin” z 2018 r., „T-34” z 2019 r.). I choć ich jakość czy też poprawność historyczna budzi uzasadnione kontrowersje, o tyle na swój sposób imponuje sama ilość.

 

 

Pośród nich wyróżnia się właśnie „Biały Tygrys”. Osobiście dostrzegam w nim dwie warstwy, na których w moim mniemaniu bazował koncept filmu.

Pierwszą jest obraz realistycznego i w konsekwencji przeokrutnego ukazania późnego frontu wschodniego. Bez żadnej cenzury. Już od pierwszych chwil widz zostaje zapoznany z pancernym pobojowiskiem, wciąż świeżym i pełnym płonących czołgów oraz jeszcze umierających rannych. Na twarzach przechodzących żołnierzy tylko zmęczenie, bród i rezygnacja. Maszyny są wyraźnie zużyte i bardzo dalekie od lśniących propagandowych pomników. Oglądamy całkowicie naturalistyczne sceny wyciągania zdekompletowanych zwłok ze zniszczonego czołgu, a także nieocenzurowane obrażenia na ciałach żywych i poległych. Zdecydowanie mogę pochwalić dbałość o detale scenografii, pełnej rekwizytów i statystów, tworzących prawdziwy, wojskowy tłum. Czy to żołnierzy przegrupowujących się na stacji kolejowej, biorących udział w desancie lub okupujących szpital polowy. Wnętrza, niezależnie od stanu zachowania, mają odpowiednią warstwę wyposażenia lub brudu tam, gdzie byłby potrzebny. Podziw budzi też ogromna ilość pojazdów widocznych naraz na ekranie, w tym zbudowanych makiet lub przerobionych innych czołgów, aby jak najbardziej poszerzyć różnorodność parku maszynowego. Modele posiadają swoje wady (elementy z innych okresów) i można by zakwestionować możliwość wystąpienia niektórych typów czołgów obok siebie w tym samym czasie, ale nadal jest to imponujące.

 

 

Drugim odczytanym przeze mnie konceptem, właśnie tym oryginalnym, jest fantastyka. „Biały Tygrys” to film fantasy i to właśnie wokół motywów paranormalnych kręci się oś fabuły.

We wraku zniszczonego T-34 zostaje odnaleziony anonimowy czołgista (Aleksiej Wietkow) o tak ciężkich poparzeniach, że nie sposób uwierzyć w jego ocalenie. Mimo to udaje mu się przetrwać i w nienaturalnie szybkim tempie wyzdrowieć. Jego blizny znikają, ale wraz z nimi także pamięć. Otrzymuje nową tożsamość: Najdionow („Znaleziony”). Przebudza się w nim nadludzki dar, a więc mistyczny kontakt z tajemniczym bogiem czołgów, który objawia żołnierzowi swoją wolę. To można by było jeszcze wytłumaczyć szokiem psychicznym, powiązanym z utratą pamięci. Jednak drugą cudowną umiejętnością okazuje się realny kontakt mentalny z czołgami. Żołnierz może z nimi rozmawiać, także z wrakami, i dowiadywać się detali ich myśli i wspomnień, na przykład o okolicznościach zniszczenia maszyny. Pomysł bardzo ciekawy i z punktu widzenia logiki wydarzeń, mógłby nieźle namieszać w sposobie prowadzenia walki, co byłoby doskonałym materiałem dla scenarzysty.

 

 

Kolejnym motywem fantastycznym jest tajemniczy „Biały Tygrys”, czyli PzKpfw VI „Tiger”. Czołg-widmo, który znienacka napada sowieckie zagony i dokonuje prawdziwej masakry, po czym znika. Nie imają się go naturalne zagrożenia, ataki są tak szybkie, że nie sposób jakkolwiek skontrować. Czołg budzi przerażenie pośród sowieckich załóg, a i Niemcy go nie lubią, budzi lęk w Wehrmachcie.. To ostatnie trochę dla mnie niezrozumiałe i rodzi podejrzenie, że twórcy filmu kierowali się koncepcją potwora pełniącego rolę „niezależnego niebezpieczeństwa”. Ten motyw nie został specjalnie wyjaśniony, szczególnie, że w jednej scenie Biały Tygrys operuje w towarzystwie (chyba) zwykłej Panzer Czwórki.

Paranormalna maszyna staje się nemezis Najdionowa, a także majora Fiedotowa (Witalij Kiszczenko) z kontrwywiadu. Pomimo niechęci pozostałych organów i autorytetów, negujących zabobony, otrzymuje prawo do podjęcia działań mających na celu wyeliminowanie potwora. Zostaje skonstruowana specjalna wersja T-34/85 o mocniejszym silniku i pancerzu, a także z trzyosobową załogą złożoną z samych asów, w tym Najdionowa.

 

 

Tutaj się zatrzymam, aby opisać sposób zaprezentowania pojedynków pancernych. Raczej niezbyt mi się spodobały, gdyż ani nie widziałem owego „geniuszu” wspomnianych czołgistów, ani tym bardziej realizmu. Ujęciom towarzyszył chaos i brak konsekwencji. Raz czołgi dzielił dość spory dystans, raz minimalny i aż byłoby niewiarygodne, że nie dochodziło do trafień i penetracji. Biały Tygrys potrafi strzelać nadnaturalnie szybko. W porządku, to jest magiczny byt, zdolny naginać prawa fizyki. Ale dlaczego w takim razie strzelał bardzo powoli lub wcale w sytuacji, kiedy miał na widelcu Najdionowa? Długie maskowanie i manewrowanie ostatecznie prowadzi do stanięcia naprzeciwko siebie i naparzaniu w przedni pancerz.

Przypomina to standardową sztuczkę ze scen pościgowych filmów akcji, gdzie w jednym ujęciu ścigający jest tuż za ofiarą, zmienia się ujęcie, i jest znacznie dalej. W ramach kolejnego skojarzenia przychodzi amerykańska „Furia”, gdzie również przyłożono się do wizualnych efektów specjalnych i realistycznego pokazania obrażeń, zniszczeń i tak dalej (aż do przekoloryzowania), przy równoczesnym porzuceniu logiki.

 

 

Doceniając różnorodność i wykonanie filmowego parku maszynowego muszę skrytykować głównego bohatera, a więc Białego Tygrysa. Jest to przerobiony czołg z rodziny IS, dość prostacko obudowany pudełkowato ułożonymi pseudo ekranami pancernymi. Nie udało się w żaden sposób zamaskować kompletnie niepodobnego podwozia, zachowano też dziwne błotniki i wieżyczkę dowódcy. Ogólnie na tle innych filmowych replik dobrze prezentuje się wieża, ale chyba filmowe Tygrysy bazujące na T-34 mimo wszystko miały lepiej maskowany układ jezdny. Przyznam jednak, że to bardzo dyskusyjna kwestia, a wobec wyzwania stworzenia takiego modelu, efekt nadal może się podobać.

Drugą falę krytyki kieruję wobec gry aktorskiej, w moim odczuciu drętwej i wyzbytej emocji. Prawie wszystkie postacie zdawały się zachowywać tak samo, równie obciążone wojenną traumą. Dość małomówne, unikające ekspresji twarzy, używające prostego języka, ale i chyba niezbyt żołnierskiego. Długie spojrzenia prosto w oczy, unikanie pogaduszek. Do samego Najdionowa, jako człowieka, który utracił część człowieczeństwa na korzyść mistycyzmu, to nawet pasuje. Jednakże odniosłem wrażenie, że patrzę nie tyle na żołnierzy, będących być może złamanymi przez wojnę weteranami, ale na zblazowaną grupę samotnych emerytów.

 

 

Sporo zdziwienia budzi także finał filmu dziejący się w Berlinie, w dniu podpisania kapitulacji przez Wilhelma Keitla. Scena jest zdecydowanie zbyt rozciągnięta. Ukazuje upokorzenie niemieckich dygnitarzy, potem przechodzi w enigmatyczne przedstawienie posiłku notabli. Słów praktycznie brakuje i chyba po prostu chciano podkreślić dominację nad pokonanym wrogiem, serwując mu luksusowy posiłek, na który nie mógł sobie pozwolić nawet za własnych rządów. Potem widzimy Fiedotowa spotykającego się z Najdionowem. Czołgista mówi, że wojna się nie skończyła i wciąż będzie na niego czekać. To zdanie zapewne ma zburzyć poczucie bezpieczeństwa i zastrzec, że nagroda wcale nie musi być słodka.

Ostatnią sceną jest kuriozalny wywiad z Hitlerem (!) tłumaczącym swoją politykę, nadchodzące czasy i punktujący hipokryzję świata. Brzmi jak próba dodatkowego uduchowienia i doklejenia do filmu głębszej warstwy interpretacyjnej, jakby chcąc zaprzeczyć, że to po prostu opowieść o nadnaturalnym zmaganiu człowieka z maszyną na nadnaturalnym poziomie, w brutalnej scenerii. Czyżby warstwa fantastyczna miała być tylko pretekstem i wcale nie pełniła roli ważnej koncepcji? Ciężko orzec.

 

 

Mówiąc o rosyjskim kinie historycznym chyba nie sposób uniknąć refleksji nad propagandowym zastosowaniem dzieła. „Biały Tygrys” to dzieło Mosfilmu z wyraźnie podkreślonym udziałem państwowej dotacji. Biorąc pod uwagę militarną i mocarstwową politykę Rosji, nie sposób nie zinterpretować jej obrazów batalistycznych (i nie tylko) jako tworzonych z założeniem osiągnięcia konkretnych celów propagandowych. W omawianej produkcji Szachnazarowa nie jest to banalne i prostackie spolaryzowanie wizerunków Niemców i Rosjan, jak w „Stalingradzie”, ale ukazanie zwycięstwa jako czegoś niezwykle bolesnego i heroicznego (niczym w „9. Kompanii”). Wydaje mi się, że celom propagandowym służyły sceny berlińskie, zarówno te z kolumnami niemieckich jeńców, jak i z podpisaniem bezwarunkowej kapitulacji.

Podsumowując, „Biały Tygrys” to film specyficzny i kłopotliwy w odbiorze. Może nie tyle prezentowanych wydarzeń, ile jego samego, jako produkcji przemysłu filmowego i sztuki. Koncepcja fantastyczna bardzo mi się spodobała, a także ukazanie realiów wojny jako takiej. Doceniam także detale scenografii (poza samym modelem Tygrysa). O wiele gorzej prezentuje się całość fabuły, gra aktorska, dialogi oraz przesłanie, które zaciera się na tle elementów paranormalnych i politycznych. Zdecydowanie warto było uniknąć dwuznacznie sensownych scen.

Mogę polecić film jako ciekawostkę, która raczej nie będzie źródłem inspiracji i niekoniecznie kogoś poruszy.

Dyskusja o filmie na FORUM STRATEGIE

Autor: Jakub „SPIDIvonMARDER” Orłowski
Zdjęcia: materiały promocyjne producenta filmu

Opublikowano 20.03.2023 r.

Poprawiony: poniedziałek, 20 marca 2023 12:48