Archeologia to odkrywanie tajemnic, a ja zawsze uwielbiałem tajemnice (wywiad)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

O archeologii, pisarstwie i swojej fascynacji ludami barbarzyńskimi, wikingami i Słowianami mówi Artur Szrejter, archeolog, popularyzator nauki i pisarz fantasy, pomysłodawca i redaktor ukazującej się nakładem Instytutu Wydawniczego Erica kolekcji „Europa barbarzyńców”

 

Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z archeologią? Czy studia archeologiczne były jakąś fascynacją czy raczej przypadkiem, a może ktoś Cię do nich namówił?

Podobno urodziłem się z książką w dłoni. Nawet na rodzinnych weselach zaszywałem się w jakimś kącie i czytałem książki. Zresztą od całej rodziny dostawałem wiele książek, w tym historycznych i archeologicznych. Potem, jeszcze w podstawówce, sam zacząłem chodzić po antykwariatach (bo w czasach mojej wczesnej młodości w normalnych księgarniach były tylko zestawy dzieł wszystkich Lenina) i kupować książki. Po przeżyciu fascynacji różnymi okresami dziejowymi zorientowałem się, że najbardziej fascynują mnie ludy barbarzyńskie. Oznaczały tajemnicę, a ja zawsze uwielbiałem i chyba zawsze będę uwielbiał tajemnice. Archeologia też oznacza odkrywanie tajemnic, dlatego byłem szczęśliwy, kiedy w podstawówce dostałem możliwość uczestniczenia w organizowanych przez męża mojej nauczycielki od matematyki wielodniowych rajdach pieszych śladami wykopalisk, a potem w samych wykopaliskach. Pewnego roku wziąłem udział (a jakże, z łopatą w dłoni – nikt wtedy się nie oburzał na pracę małoletnich) w miesięcznych badaniach grodziska, innego roku w badaniach cmentarzyska, zatem już jako dzieciak miałem przegląd różnych typów stanowisk. Czy wiedziałem wtedy, że pójdę na archeologię? Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, co będę robił w życiu. Równie mocno ciekawiły mnie dawne religie czy po prostu ogólnie kultury i cywilizacje, ale też literatura – od fantastyki po ponurą prozę skandynawską (niewiele z niej rozumiałem, ale była powszechnie dostępna w przeciwieństwie do anglosaskiej, więc ją czytałem). Potem przyszła szkoła średnia: ponure i nudne czasy wyczekiwania na studia, aby wreszcie zająć się tym, co mnie interesuje (pod koniec liceum trafiłem na fascynujące i sporo starsze towarzystwo z Klubu Tfurców – tylko dzięki temu nie zwariowałem). Na szczęście poszedłem na archeologię, bo – dzisiaj to widzę – religioznawstwo ani inne studia nie dałyby mi tak szerokiej perspektywy, jaką dała archeologia. Perspektywy, w której oprócz wiedzy historycznej i archeologicznej mieszczą się wszelkie typy badań nad barbarzyńcami – w tym ich religią.

 

Artur Szrejter w ruinach katarskiego zamku Peyrepertuse w południowej Francji (fot. Maria Mosiewicz)

Poprawiony: niedziela, 03 maja 2020 09:22

Więcej…

 

Strona 10 z 283