Fire in the Sky – druga gra

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Strony konfliktu: Alianci – Ozy, Japończycy – Voldemort.

Etap 2: Styczeń – Marzec 1942

W POSZUKIWANIU NOWYCH ŹRÓDEŁ ROPY!

Do prowadzenia wojny morskiej potrzeba tylko trzech rzeczy: ropy, ropy i jeszcze raz ropy.

Dzięki doskonałemu w swoich założeniach i wykonaniu planowi, amerykańska flota została zniszczona w Pearl Harbour, a brytyjska w okolicach Singapuru. Potężne armie, wspierane lotnictwem, uderzyły na Manilę i Malaje, lekkie siły zajęły Brunei, Wake, Rabaul, archipelag Gilberta. Flota zużyła wiele zmagazynowanej przed wojną ropy, ale wykonała zadania, więc wróciła do Kure na przegląd i uzupełnienia. Amerykanie są praktycznie bezsilni (tylko jeden żeton dużych lotniskowców – w Noumei, drugi wejdzie w ich ruchach w tym etapie).

Z taką sytuacją na mapie zaczynamy drugi etap gry:

Przed graczem japońskim stoi podstawowy dylemat – gdzie atakować, póki Amerykanie są słabi. Tą decyzję można odwlec do trzeciego etapu – na razie cel nasuwa się sam – roponośne pola Jawy i strzegący ich słabi Holendrzy. Bo bez ropy to Japonia nie powalczy…

Na początku etapu z pozostałymi w rezerwie 4 transportowcami dowożę do Japonii 4 tys. ton ropy (stan zbiorników: 16 tys. ton).

Atak na Pearl Harbour zużył wiele tego surowca, tak więc póki nie opanujemy Brunei (mamy), Singapuru (będziemy mieli, walki już trwają), i Jawy właśnie, to nie będzie nas stać na żadną większą operację flotą.

Bardzo się nam spodobał plan opracowany przez kontradmirała Ozyego-San, dlatego został wprowadzony w życie z minimalnymi poprawkami.

Najpierw atak na Jawę. Przerzuciłem dywizję piechoty na Palau, sformowałem eskortę z dywizjonu CA i 4 dywizjonów DD. Na wszystko położyłem żetonik Tokyo Express – oznaczający, że Grupy Uderzeniowe (TF) krążowników i niszczycieli JIN w broni torpedowej i walce na krótkie dystanse są piekielnie skuteczne – dzięki temu żetonikowi w bitwie morskiej z Doormanem będę pierwszy strzelał i pierwszy zadawał obrażenia, dopiero jeśli ktoś to przeżyje, będzie mógł oddać…

Do tego mała operacja – brygada piechoty z eskortą dyw. DD lądowała na Lae, a 15 Armia z Bangkoku uderzyła na Rangoon.

2 żetony dużych lotniskowców (Kaga/Akagi – Zukiaku/Shokaku) i 2 dyw. DD wysłałem z Kure do Truk, by osłaniały nasze zdobycze przed ewentualną amerykańską kontrą.

Zaczęła się faza walki – Doorman podjął wyzwanie i ruszył do bitwy, nie mając za wielu opcji… CL zatopiłem, DD uszkodziłem, strat nie poniosłem, ale desant dywizji na Jawie okazał się kompletną porażką i nie udało mi się rozbić holenderskiej zbieraniny! To niedobrze, w przyszłej turze zamiast 12 ropy będę mógł dowieźć do Japonii tylko 8. No i będę musiał coś z tymi Holendrami zrobić, co znów zwiąże część moich sił… To pewnie zasługa uchodzących Houston`a i Perth`a, które – tak jak to miało miejsce faktycznie – drogo sprzedały życie w nocnej bitwie przy japońskim konwoju, topiąc między innymi sztabowy statek dowódcy lądującej tam armii (bitwa w Zatoce Banten – 1 marzec 1942 r.).

W Rangoonie poszło jeszcze gorzej. Brytyjska dywizja nie została nawet draśnięta, mimo że walczyła bez zaopatrzenia…

Za to Singapur i Manilę zdobyłem. Dobrze, odblokuje to sporo mojego lotnictwa armii, zabezpieczy komunikację i da mi singapurską ropę.

Pod koniec etapu przerzuciliśmy na Truk jeszcze dyw. CA i 2 dyw. DD. A tak na wypadek gdyby jednak Jankesi grali agresywnie…

W ruchach zużyłem 4 ropy (R) – z 16 punktów zostało mi więc 12, i większość puli transportowej (T) (z 30 punktów zostało 8). Pula transportowa co etap się odnawia (chyba że zacznie ponosić straty moja flota handlowa), a ropę muszę sobie dowieźć sam. Dlatego zostawiłem 8T na następny etap, by w pierwszej jego fazie móc przewieźć do Japonii po 4R z Brunei i Singapuru.

Martwią mnie tylko ci cholerni Herbaciarze w Rangoonie… Jak się potem okazało, bardzo słusznie…

Voldemort

 

ŻÓŁTE DIABŁY ATAKUJĄ

No to mamy wojnę… Chcieli, to mają – zrobimy to jak u Kazika: „Ci z sąsiedniej wsi zaczęli, ale myśmy skończyli”.

Po pierwszych ciosach w Pearl, Singapurze i na Luzon, marynarka tych żółtych małp musiała trochę wyluzować, pewnie jak zawsze cienko u nich z paliwem. Tyle co wjechali do Lae, Rangoonu (gdzie ich od razu Herbaciarze pojechali), Jawy (gdzie im też pojechali, tyle że Holendrzy, no dobra Doormana już nie ma, ale szyby naftowe ciągle nasze). Jeszcze zaparkowali w Truk te swoje papierowe lotniskowce, myśląc że kogoś nimi wystraszą.

Jako, że Wujek Sam czas reakcji ma wolny, to i moi chłopcy za wiele nie zdziałali. Przede wszystkim nowy dyw. CV z krążownikami plot. i tuzinem niszczycieli wysłałem na Fiji. Będą chcieli bitwy na południu to ją dostaną, a co, zobaczymy czy umieją walczyć z przeciwnikiem w innych porach niż niedzielne poranki.

Do Port Moresby przerzuciłem Nowozelandczyków z Ellice, na miejsce których wstawiłem dywizję Marines, żeby mieli chłopaki gdzie desanty trenować i aby stali w miejscu, z którego można atakować Guadalcanal, Wake i Wyspy Gilberta. Australijczycy z Moresby (zastąpieni Nowozelandczykami) zaatakowali Lae – a co, nie dam się Japom panoszyć. Dzięki temu nie prześlą tam tak łatwo posiłków, chyba że wytną ludzi col. Dundee`go w pień. Na razie się jednak na to nie zanosiło. Bowiem col. Dundee to prawdziwy twardziel, nawet filmy o nim puszczali.

Herbaciarze za to zszokowali mnie szybkością działań, cholera, kto by się spodziewał. Nie dość, że obronili Rangoon to jeszcze w kontrataku (ze wsparciem lotniczym) wyeliminowali połowę japońskiej armii. Teraz będzie musiało Tokio tam posiłków dosłać, hehe.

Powiem moim chłopcom, że Angole już leją Japów, pewnie nie będą chcieli być gorsi!

Ozy

 

Etap 3: Kwiecień – Czerwiec 1942

BLASK WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA

Pomyślnie rozwijająca się ofensywa Cesarskiej Armii i Floty powoli traciła impet. Aby nie dać nieprzyjacielowi ani chwili wytchnienia, należało atakować w czułym miejscu, tak żeby nie miał wyjścia i musiał przyjąć bitwę.

Atak na Indie był domeną Armii, a nie Floty – możemy tam najwyżej podesłać kilka niszczycieli i trochę transportowców z uzupełnieniami (w zamian za oddanie pod rozkazy Floty co najmniej 3 dywizji). Zdobycie Jawy było również wyłącznie kwestią czasu.

Głównym kierunkiem uderzenia musiało być południe: wystarczająco daleko od amerykańskich baz i na tyle blisko Australii, żeby dawało to dobre podstawy wyjściowe do jej zdobycia. Ewentualne opanowanie Australii musi doprowadzić do pokojowego zakończenia wojny – białej rasy nie stać na utratę tego kontynentu.
Natychmiast zostały wydane odpowiednie rozkazy:
- 4 transportowce przerzuciły nowe grupy rezerwistów do Bangkoku, aby uzupełnić straty poniesione w walkach w dżungli.
- 8 transportowców pod osłoną niszczycieli przerzuciło zwycięską Armię z Manili do Lae
- działalność col. Dundee sprawiła, iż dowódca armii postanowił lądować nie w bazie, ale poza nią, tak żeby odciąć Kangurom jakąkolwiek drogę odwrotu.

Dywizja piechoty pod osłoną 8 (sic!) lotniskowców miała lądować w Port Moresby. Admirał Yamamoto miał nadzieję, że Nimitz podejmie rękawicę i dojdzie do pięknej bitwy na Morzu Koralowym, a koralowce dostaną prezent od naszej floty – 4 amerykańskie lotniskowce posłane na dno, celem rozbudowy na nich nowych kolonii koralowców. Byłoby to piękne miejsce do nauki nurkowania.

Tchórzliwi Jankesi pozostawili nowozelandzkich Maorysów w Port Moresby na łasce losu. Nasza dywizja wybiła obrońców do nogi i zajęła port oraz pasy startowe. Australia jest na wyciągniecie ręki!

Col. Dundee to jednak twarda sztuka – cudem przeżył i z garstką obrońców schronił się w niedostępnej papuaskiej dżungli. Prawdziwy duch samurajski! Ale jeden Dundee i tak białasom nie pomoże…

W Rangoon walki trwają. Tym razem Herbaciarze nie wytrzymali impetu świeżych posiłków z Nippon i zostali rozbici w puch. Tylko wieści o nadchodzących z Indii posiłkach (cała armia hinduska!) pozwoliły im utrzymać się na pozycjach.

Już wkrótce okazało się dlaczego jankeskie psy zostawiły Kangurów na łasce losu. Otóż Nimitz z Halseyem wybrali inne miejsce ataku, licząc że wytopią tam niezwyciężoną Kido Butai. Marines ze wsparciem 6 pancerników, 4 lotniskowców oraz dziesiątek mniejszych jednostek mieli zająć wyspy Gilberta. Jako uderzenie odwracające uwagę wysłano pułk z Midway pod osłoną tajemniczej grupy na Paramushiro.

Angole chyba stracili cierpliwość i podesłali pod Rangoon 3 lotniskowce, 4 stare pancerniki klasy „R”, całą hinduską armię i lotnictwo armijne.

Admirał Yamamoto trafnie odczytał zamiary Jankesów. Inwazja na Paramushiro została powstrzymana przez jeden okręt podwodny I-52. Amerykańskie transportowce szły bez osłony, więc mieli chłopaki darmowe ćwiczenia w strzelaniu torpedami. Oczywiście, wszystkie trafiły.

Gilberty stały się pierwszą w tej wojnie areną zmagań lotniskowców. Nasze Akagi, Kagi, Shokaku i Zuikaku starły się z jankeskimi: Saratoga, Enterprise, Wasp i Hornet. Nasi piloci pokazali swoją wyższość i zdecydowanie lepsze wyszkolenie.

Nasze myśliwce strąciły połowę (4 z 8) atakujących grup przeciwnika. Zera miały udane łowy. Z naszych 9 grup bombowców i torpedowców jedynie 3 nie przedarły się przez osłonę złożoną z przestarzałych Wildcatów.

Również japońska obrona przeciwlotnicza jest dużo lepiej wyszkolona niż jankeskie żółtodzioby. Z 4 atakujących grup, 2 zostały całkowicie zestrzelone. Wszystkie jankeskie torpedowce zostały zestrzelone, a 2 grupy bombowców rzucały bomby na ślepo – żaden z naszych okrętów nie został nawet draśnięty!

Co innego okręty jankeskie. Z 6 atakujących grup 2 zostały rozproszone zmasowanym ogniem plot., niestety kadłuby Saratogi i Enterprise okazały się być odporne na trafienia – powrócą do służby po zaledwie kilkumiesięcznym remoncie.

Mimo zwycięstwa w bitwie powietrzno-morskiej, Marines zajęli wyspy Gilberta. Trzeba będzie ich stamtąd wygnać.

Również w Rangoon zmasowany atak z morza, lądu i powietrza zadał straty naszym wojskom, które jednak w dalszym ciągu stanowią zagrożenie dla Birmy.

Nimitz poważnie obawia się ataku na Australię, gdyż rozmieścił w Noumei TF 16. A niech się boi! Teraz Jankesi mają do dyspozycji tylko 4 lotniskowce, więc przewaga jest absolutnie po naszej stronie. Cóż z tego jednak, skoro nasze zapasy ropy skurczyły się do zaledwie 2 tysięcy ton…

Voldemort

 

PIERWSZY SKOK

Początki, jak wiecie, nie bywają ani łatwe, ani proste.

Wpakowały się Japy na Nową Gwineę z takim powerem, że tylko o ewakuacji chłopaków myśleliśmy. Wiecie – działać elastycznie, unikać krwawych strat itp. Szczególnie, że żółtki wciąż mają przewagę. Nie ma sensu toczyć bitew, gdy moc jest po stronie przeciwnika, nie?

Moresby padło, nic dziwnego, za to col. Dundee się w Lae utrzymał mimo 8-krotnej przewagi przeciwnika. Żałosne są te Japy, nie ma co.

Potem na Truk zaparkowały te największe lotniskowce, a reszta wróciła do Kure oblewać zajęcie Nowej Gwinei. No i co robimy?

Usiedliśmy z chłopakami z połączonych sztabów i powstał plan treningowy – trzeba by przetestować tych Marines i te lotniskowce, wiecie, nowe metody walki. Zebrać trochę doświadczeń, wyszkolić chłopaków i pokazać im, że Japy zdychają tak samo szybko jak każdy inny. Padło na Wyspy Gilberta – blisko do Pearl, pancerniki dadzą radę dopłynąć i zrobić na plażach porządek, no i tanio w zdolnościach transportowych operacja wyjdzie. Do tego taki atak albo zmusi Japów do kontrakcji, albo do gwałtownego wzmocnienia Wysp Marshalla. A jeśli żółtki odpuszczą, to będziemy mieli zrobiony pierwszy kroczek na drodze do serca japońskiego imperium.

Herbaciarze zebrali co mieli i przysunęli w Rangoon z takiej k…, że żółtki zaczęły coraz poważniej o obronie myśleć. Niestety nie wybili w pień stojącej tam armii, ale spoko, nie walczyli jeszcze wszystkimi siłami, w następnym etapie doślę tam więcej samolotów i wtedy pogadamy…

Na Paramushiro wysłałem wabika dla Floty Japów, niestety nie reagowali tam i samymi OP pokiereszowali transporty na tyle, że chłopaki zrezygnowali z inwazji. No cóż, dzięki temu przynajmniej OP Japów nie robiły większych problemów na Wyspach Gilberta.

A co do samych Wysp Gilberta to było to tak: pakujemy Marines na plażę, pancerniki elegancko robią z japońskich umocnień sałatkę, samoloty z lotniskowców czyszczą niebo nad wyspą, wszystko gra, high life normalnie, a tu nagle się okazuje, że z zachodu walą na nas samoloty 4 największych lotniskowców Kido Butai. Się Waspowi i Hornetowi oberwało, kurde, mieli chłopaki naprawdę gorąco, ale się do Pearl jakoś dowlekli. Nasza kontra lotnicza była słaba, źle skoordynowana, a japońska obrona plot. okazała się diablo skuteczna. Dobrze żeśmy to przetrenowali, bo jakby iść w takim składzie do dużej bitwy lotniskowców, to by tak różowo ze stratami nie było.

Lotniskowce w doku (na szczęście wciąż 4 najlepsze zostały i strzegą południowego Pacyfiku), ale Wyspy Gilberta zajęte, a to jest jednak kurde coś.

No i Japom ropy zostało na jedną operację. Pewnie teraz wyczekają by mieć paliwo na kontry i na operacje w piątym etapie. No zobaczymy, moje okręty gotowe i na pozycjach. Skończył się, żółtki, spacer po parku…

Ozy

 

Etap 4: Lipiec – Wrzesień 1942

WHITE MAN CAN’T JUMP

Letnie miesiące 1942 r. w Cesarskiej Flocie można by nieopatrznie uznać za leniwe. Byłby to jednak duży błąd. Dowództwo postanowiło oszczędzać siły, tak żeby jesienią powtórzyć wielki sukces z ubiegłego roku. Wyżsi oficerowie floty hucznie świętowali oddanie do służby zabójczych bliźniaków: Yamato i Musashi.

Przegrupowano 6 dużych lotniskowców na Truk, wzmocniono obronę wysp Marshalla oraz Port Moresby, podesłano kolejne rzesze rekrutów (na szczęście koreańskich) do Birmy. Postanowiono również przegrupować z Hollandii na Filipiny brygadę specjalną do walki z miejscowymi partyzantami.

Amerykańskie dowództwo chełpliwie uznało, że impet Cesarskich Wojsk się wyczerpał i mogą bezkarnie atakować kolejne cele… Spotkał ich srogi zawód – samurajski duch Cesarskiej Floty po raz kolejny pokazał swoją wyższość nad nieokrzesanymi pastuchami z Dzikiego Zachodu, posłanymi przez Wujka Sama do służby morskiej. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Jankeskie lotniskowce pozostały na swoich stanowiskach wokół Noumei i Fiji, z trwogą oczekując inwazji osłanianej przez Kido Butai. Jakiś łże-sztabowiec u Nimitza wymyślił sobie jednak inwazję w starym stylu (old-school) na wyspy Marshalla – posłali tam dwa nowiusieńkie pancerniki Washington i North Carolina w osłonie krążowników i niszczycieli.

Na Paramushiro wysłali jakiś zabłąkany pułk żółtodzióbów z Midway, osłaniany przez lekki krążownik, który miał dołączyć do zespołu dopiero na miejscu. Najwyraźniej Jankesi na swoich mapach trzymają nasze podwodniaki pod stołem, bo działają tak bezmyślnie, jakby nasze okręty podwodne w ogóle nie istniały. A one istnieją i strzelają! O czym załoga zatopionego salwą trzech torped Light Cruisera mogła się przekonać najlepiej…

Amerykańskie niszczyciele płynące z zaokrętowanymi na nich żołnierzykami zwiały do Los Angeles na sam widok naszego Tokyo Express. „Krowy doić!” (cyt. ze Shreka).

Na Marshallach Kido Butai zrobiła pokazowe strzelanie do kaczek. Z 13 grup lotnictwa, aż 10 przedarło się nad amerykański zespół inwazyjny, topiąc transportowce z Marines oraz poważnie uszkadzając oba amerykańskie pancerniki, które cudem uniknęły zatopienia. Wujek Sam będzie je teraz musiał przez około rok remontować.

W Rangoon po naszej stronie walczą już prawdziwi weterani, niestety koreańscy rekruci nie zdążyli przejść odpowiedniego przeszkolenia w walkach w dżungli i zostali zdziesiątkowani. No cóż, trzeba będzie tam teraz podesłać jakąś dywizje mandżurską…

Blask Wschodzącego Słońca w dalszym ciągu panuje nad Pacyfikiem…

Voldemort

 

KRWAWY KWAJALEIN

Czasami, dla większego dobra, trzeba poświęcić to mniejsze…

Dzięki ciężkiej bitwie o Wyspy Gilberta udało się moim chłopcom przejąć inicjatywę. Japy nie przeprowadziły kontry, lecz umocniły się na pozycjach, okopując Wyspy Marshalla i wysyłając samoloty na Nową Gwineę. Wszystko po to by zaoszczędzić paliwa, którego z powodu agresywnej gry na początku wciąż im brakuje.

Trzeba więc trzymać pressing, sprawić by nie mogli odetchnąć, odbudować zasobów ropy, odebrać nam inicjatywy.

Do służby weszły właśnie nowe, wspaniałe BB – Washington i North Carolina. Uznałem, że poświęcę je jako wabia na Kido Butai, by kolejny raz wyciągnąć Japończyków z portów. Razem z dywizją Marines i kilkoma krążownikami wysłałem je na samobójczy rajd na atol Kwajalein. Zresztą sądziłem, że aż tak źle nie będzie – oba te pancerniki to potężne baterie plot. Użyłem siły na tyle dużej, by w razie braku japońskiej reakcji poważnie zagrozić Wyspom Marshalla, a zarazem na tyle małej, żeby nie stracić za wiele gdyby Japy jednak kontrowały całą potęgą floty lotniskowców.

Anglicy zachowali się tak samo jak w poprzednim etapie – znów udało im się osłabić japońską armię, a jednego oczka brakło żeby tę armię zniszczyć zupełnie. Herbaciarze skomentowali to krótko: „We`ll be back”.

Na Paramushiro też było jak zwykle, tyle że tym razem OP odparto, a do akcji musiały wejść japońskie niszczyciele z Kure. Nie poszedłem do bitwy – chodziło tylko o to by JIN palił ropę, osiągnąłem cel bez bitwy, więc po co narażać się na straty? Szczególnie, że osłaniające operację CL zostały zgrabnie wysłane na dno przez szalejące tam japońskie OP. Niepowodzenie na Paramushiro było tylko przedsmakiem czekającego mnie piekła…

Kido Butai reagowała na Marshalla.

Japończycy błyskawicznie zmietli nieliczne samoloty US Army wysłane z Wysp Gilberta, zaraz potem uderzyli na moje nieliczne okręty. Marines zaatakowano w transportowcach, na szczęście niewiele z nich poszło na dno i dywizja zdąży odzyskać wartość bojową do następnego etapu. Mieli chłopaki farta – większa część japońskiego ataku poszła na błyskające salwami ognia plot. pancerniki. Cóż to była za walka! 1/3 atakujących strącono w płomieniach do morza, kolejna 1/3 samolotów niecelnie zrzuciła bomby i torpedy. Niestety reszta się przebiła i celnie umieściła bomby w kadłubach moich okrętów…

Tyle że, jak nam powiedzieli przy odbiorze w stoczni, te góry stali są praktycznie niezatapialne. I normalnie, kurde, nie uwierzycie, ale nie wciskali kitu.

Podziurawione jak plastry miodu, ze zmasakrowanymi załogami, rozbitą artylerią, pół zatopionymi kadłubami, pancerniki dowlokły się do Pearl!

Wrócą za rok, po długim remoncie, ale ani mnie to ziębi, ani grzeje, za miesiąc do służby wejdzie South Dakota i Indiana.

Ozy

 

Etap 5: Październik – Grudzień 1942

GRZECH ZANIECHANIA?

Końcówka roku 1942 upłynęła nadzwyczaj spokojnie. Jak dotąd nie wiadomo, czy chwilowa rezygnacja z ataku na Guadalcanal była błędem, czy też bardzo mądrą decyzją. Naczelne Dowództwo Cesarskiej Floty zaniepokojone sukcesami jankeskich podwodniaków (a zwłaszcza wilczym stadem „Andy’s Devils”) postanowiła nie stawiać losów Nippon na jedną kartę, zbierać zapasy ropy celem wykonania decydującego i rozstrzygającego o losach wojny uderzenia – w sprzyjającym momencie.

8 najlepszych lotniskowców floty wraz z silną obstawą zostało przerzuconych do Truk. Również pancerniki, zużywając minimalne ilości ropy, podążają w tym kierunku płynąc (a w zasadzie dryfując) od bazy do bazy.

Duży sukces odniosła nasza 15 Armia w Rangoon – mimo liczebnej przewagi wroga, udało się zadać mu ciężkie straty… Herbaciarze nieopatrznie zajęli pozycje, pod którymi jeszcze na początku 1942 roku zostały wykopane tunele… Nocny atak w dżungli został przeprowadzony bezbłędnie, wzbudzając taką panikę w dywizjach hinduskich, że niektórzy chcieli wpław ruszać do Bombaju… Nie ma to jak odpowiedni wywiad (atak pod osłoną krów na Hindusów, a pod osłoną świnek – na Muzułmanów). Dobrze, niech Angole też zaczną w końcu składać ofiarę z krwi i kości swoich Tommies.

Kido Butai, posiadając całkiem spore zapasy ropy (10 tys. ton) zachowała pełną gotowość bojową w oczekiwaniu na atak Jankesów… A niech tylko spróbują, to damy im nauczkę.

Voldemort

 

RANGOON

To był dobry kwartał. Stocznie wyremontowały Wasp`a i Hornet`a – razem z dyw. CA i bandą niszczycieli dosłałem je natychmiast na Fiji, bo rozpoznanie lotnicze donosiło, że Truk jest pełne okrętów wroga, no więc musiałem w okolicach zgromadzić kilka przeciwnych argumentów.

W końcu miałem wszystkie lotniskowce i nie obawiałem się bitwy…

Żółte diabły zajęły Attu, a że nie miałem dostatecznej ilości punktów transportu by robić na północy jakieś większe akcje, to zamiast pchać się tam w typowym składzie (tzn. tak jak na Paramushiro), zaparkowałem w Pearl dwa potężne TF`y złożone z nowych pancerników i krążowników, po to by osłaniały stamtąd Dutch Harbour.

Wzmocniłem Guadalcanal, Brisbane, poprzesuwałem trochę okrętów między bazami, zżarło to tyle punktów transportu, że było mnie stać tylko na jedną małą operację – jako cel ataku wybrałem Wake. Stare pancerniki i dywizja Marines uderzyły na wyspę, opanowano przyczółki i pobito wroga, ale elitarna brygada japońskiej piechoty morskiej nie dała się od razu zniszczyć.

Z kolei bój o Rangoon przybrał niezwykle pomyślny obrót, i przy zdecydowanym wsparciu RAF i Royal Navy Herbaciarze ZNISZCZYLI wrogą armię i otworzyli sobie drogę na Bangkok!

Pozwoli to skonsolidować tamtą flankę wojny z Japonią i pomyśleć o inwazji na Singapur!

Trochę to żółtków przyciśnie, ale zacząłem tracić inicjatywę na głównym teatrze wojny, atak na Wake tego nie zmienił, na szczęście żółtki wciąż zachowywały się biernie.

Ozy

 

Etap 6: Styczeń – Marzec 1943

SUMO

Wojna na Pacyfiku zaczyna przypominać zawody sumo. Dwaj spasieni zawodnicy patrzą na siebie i próbują się sprowokować nawzajem do ataku. Każdy z nich dobrze jednak wie, że ten kto uderzy pierwszy sporo ryzykuje. W przypadku niepowodzenia, druga strona może zawsze przeprowadzić miażdżącą kontrę. A wtedy bardzo szybko można zostać rozłożonym na łopatki…

Upadek Rangoon spowodował konieczność istotnych przegrupowań. Nowym punktem oporu miał stać się Bangkok, dlatego też przerzucono tam dwie świeże i w pełni wyekwipowane dywizje.

Kolejne dwa skrzydła powietrzne wzmocniły obronę Singapuru.

Dywizjon szybkich lotniskowców z Truk został przebazowany do Palau. W Manili zostały utworzone zalążki szybkiej grupy pościgowej, mogącej pokrzyżować ewentualne plany brytyjskiego desantu w Singapurze.

Zdecydowano się jednak na przeprowadzenie inwazji na Leyte (good choice), jak i na Dutch Harbour (głupi błąd – mapy w dużym powiększeniu bywają zdradliwe). Na Leyte poszło jak z płatka, ale w obliczu zdecydowanej reakcji Jankesów na Aleutach trzeba się było w pośpiechu wycofać do Japonii.

Cesarska Armia i Flota oczekują na nieuniknione nieprzyjacielskie uderzenie. Mając na stanie całkiem spore zapasy ropy (20 tysięcy ton), stać nas zarówno na odparcie ataku, jak i na skuteczne kontruderzenie…

Voldemort

 

WAKE, ATTU

Zrobiło się, kurde, spokojnie.

Żółtki wyluzowały, chyba się już dosyć nachapali, i zamiast pchać się pod nasze ckm’y, działa i bomby, to zaczęli zamieniać swoje wyspiarskie pozycje w betonowe twierdze. Z drugiej strony, nie mają gdzie atakować – dzięki rozbudowie alianckich baz, lotniska Guadalcanalu i Wysp Gilberta wypełniły setki samolotów lotnictwa US Army, atak na te miejsca byłby niezwykle ciężki dla żółtków.

Dalej przerzucałem okręty i wojsko – powoli przechodząc z ustawienia defensywnego do ofensywnego. Pancerniki wypełniły lotnicze TF’y, by w zbliżającej się bitwie przywitać japońskich pilotów ulewą ognia.

Główne siły zachowywały się biernie, za to przeprowadziłem dwie udane operacje lekkimi siłami – bez problemu odbiłem Attu (zarazem przygotowując się do inwazji na Paramushiro) oraz dobiłem Japów na Wake.

Ile to daje satysfakcji, gdy moi chłopcy wracają na okupowaną przez Japów ziemię, a tor Punktów Zwycięstwa ładnie na to reaguje.

Flota żółtków dalej w bazach. Nie chce atakować, kontrować, nie chce do nas przypłynąć.

Spoko, zatem my wybierzemy się do nich.

Ozy

 

Etap 7: Kwiecień – Czerwiec 1943

CISZA PRZED BURZĄ

Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba.
Aby Jankesów topić, aby białasów ścigać…

Mieszkańcy Okinawy już przywykli do słów tej i innych piosenek, które śpiewają młodzi kadeci Korpusu Lotnictwa Morskiego. Ci dzielni młodzi ludzie, potomkowie szlachetnych rodów samurajskich z tęsknotą wypatrują dnia, kiedy zostaną zaokrętowani i będą mogli wykazać się w walce z krowimi pastuchami zza Wielkiej Wody.

Tymczasem Kwatera Główna Floty Cesarskiej pozostaje nieugięta. Mimo coraz większej niecierpliwości pośród marynarzy, bosmanów, a także młodszych oficerów plan jest jasny: urządzimy tym białasom drugą Cuszimę!

Tylko ich podwodniaki się spisują (aż za dobrze, trzeba było niszczyciele posłać do ochrony konwojów – jak do tej pory z mizernym skutkiem).

Tymczasem wzmocniono obronę pn. Kuryli – wysyłając tam całą 15 Armię – teraz białasom nie wystarczy podesłanie tam jednej brygady, będą musieli działać dużo większymi siłami niż jakieś zabłąkane pułki.

Również obrona Singapuru została wzmocniona – teraz stacjonuje tam aż 8 grup lotniczych, więc żadna mysz się nie prześlizgnie, a co dopiero flegmatyczne okręty z fajfoklokami.

Amerykańce prężą te muskuły i prężą…
Co im się wydaje? Że na sam ich widok uciekniemy?

Voldemort

 

WSCHÓD – ZACHÓD

Zaczęło się. Pierwsze uderzenia spadły na japońskie flanki – desant na Paramushiro, oraz wejście Herbaciarzy do Bangkoku. Przed atakiem na centrum – twierdzę Wysp Marshalla, musiałem zabezpieczyć skrzydła tej potężnej operacji. Ciosy spadły więc na wschodnią i zachodnią rubież Imperium, liczyłem na to, że na tych drugorzędnych kierunkach zwiążę choć odrobinę japońskich sił.

Po części się nawet udało.

Coraz liczniejsze okręty podwodne zebrały krwawe żniwo wśród japońskich transportowców. W końcu wiem za co im płacę, bo do tej pory wyniki ofensywy podwodnej były raczej żałosne.

Anglicy (jak zawsze) nie zawiedli – weszli do Bangkoku z takim powerem, że nie dość, że wybili połowę obrońców, to jeszcze lotnictwo zmasakrowało dwa dywizjony japońskich niszczycieli próbujących odciąć Herbaciarzom zaopatrzenie. Piękna walka i piękny rezultat.

Na Paramushiro, dla równowagi, moi chłopcy wszystko dokumentnie spieprzyli. Inwazja była kombinowana – dywizja Marines z Wake (zastąpiona tam dywizja Armii) i brygada z Attu – wszystko to w potężnej eskorcie pancerników i dziesiątek lżejszych jednostek. Nieważne, że wysłałem tam wszystkie dostępne niszczyciele – japońskie OP dorwały się do transportów brygad i ostatecznie desant robili sami Marines. Pogoda była do d… i ostrzał pozycji żółtków niewiele zdziałał, a lądujących Marines przywitała dobrze okopana japońska armia. No i nic poza przyczółkiem nie zwojowali…

Ozy

 

Etap 8: Lipiec – Wrzesień 1943

Z WIZYTĄ U KANGURÓW

W lecie 1943 zrobiło się na Pacyfiku bardzo gorąco. Z ruchów jankeskich sił wynikało wprost, że dłużej nie będą czekać i całą masą wpadną w Marshall Islands.

Niezwłocznie wzmocniono dywizje walczące w Bangkoku, tak aby Brytole nie mogli się zbyt łatwo przedrzeć na Malaje. Nasze dywizje, wzmocnione posiłkami z rdzennej Japonii, przeszły do udanej kontrofensywy i zadały dotkliwe straty Herbaciarzom.

Uprzedzając ofensywę przeciwnika, Cesarska Flota postanowiła dokonać inwazji na… Australię. Okazało się bowiem, że lotniskowce floty mogą przemknąć niepostrzeżenie wzdłuż brzegów Nowej Gwinei osłaniając desant 25 Armii z Port Moresby w okolicach Townsville. Na utratę tego kontynentu białasy nie mogą sobie pozwolić – raz utracony, jest nie do odzyskania…

Nasz zespół operacyjny podpłynął jednak niezauważony, zatopiono jedynie 3 motorowe łodzie patrolowe australijskiej Coast Guard. Sukces ten pozwoli zamknąć usta wszystkim niedowiarkom, kwestionującym naszą zdolność do szybkiej i skutecznej ofensywy.

Natychmiast po wykonaniu swoich zadań, Kido Butai powróciła do Truk, uzupełniając zapasy paliwa. Już wkrótce nasze lotniskowce wyruszą w bój z przeważającymi siłami wroga.

Zapasy ropy wynoszą nieco ponad 20 tys. ton – wystarczająco dużo, żeby Jankesi musieli się nas poważnie obawiać (o czym świadczy chociażby odwlekanie desantu na Marshalla o jakieś pół roku).

Voldemort

 

IN THE MIDWAY

Wraz z nadejściem 8 etapu znaleźliśmy się w samym środku rozgrywki. Do tej pory wszystkie moje ataki były wykonywane przez siły drugorzędne – pancerniki, krążowniki, siły lekkie. Teraz przyszedł czas na atak całością sił, bez oszczędzania okrętów lotniczych.

Otrzymałem pierwsze „wojenne” lotniskowce – żeton CV i 2 CVL. Dzięki temu zrównałem się z Japończykami w ilości lotniskowców, a z każdym kolejnym etapem moja przewaga miała rosnąć.

Atak na Townsville był mi bardzo na rękę – zużył masę japońskiej ropy, rozciągnął jeszcze bardziej cesarskie armie… Cała operacja była bardzo zręczna, tyle że spóźniona. Gdyby doszło do niej około 6 etapu, prawdopodobnie przeszkodziłoby to w moich przygotowaniach do operacji na centralnym Pacyfiku i musiałbym walczyć tam gdzie chciał tego przeciwnik. Teraz jednak, w 8 etapie, operacja ataku na Wyspy Marshalla była już gotowa i nie miałem żadnych problemów z wysłaniem całej armii do Brisbane. Do tego byłem pewien, że JIN nie pójdzie do zbliżającej się bitwy o Marshalla całością sił (bo na to nie starczyłoby im paliwa), mogłem więc pozostawić silną Grupę Uderzeniową na Fiji, by kontrolowała rejony Australii i Nowej Gwinei.

Następnie, w osłonie potężnej floty, Marines z Wysp Gilberta zaczęli pakować się na barki desantowe…

Do ataku na Wyspy Marshalla rzuciłem 8 pancerników, 8 dużych lotniskowców, 4 lotniskowce eskortowe, dziesiątki krążowników i setkę niszczycieli. Do tego kontynuowałem atak na Paramushiro (lekkimi siłami wsparłem walczących tam Marines) oraz całą potęgą brytyjskiej floty zaatakowałem Singapur.

Efekty tej całej zadymy były mniej niż średnie.

Na Paramushiro sukces – walcząca tam japońska armia poniosła ciężkie straty i jeśli nie otrzyma wsparcia, to powinna ulec w następnym etapie.

Singapur łatwo było stracić, ale odbić go to już nie taki pikuś. Lotniska pełne samolotów żółtków (słabe grupy lotnicze z „pancernych”, ale mało pojemnych angielskich lotniskowców nie dały im rady), a na miejsce akcji pofatygowały się jeszcze Hiryu/Soryu i Zuiho/Shoho z filipińskich baz. Ale piekło Herbaciarzom urządzili… Na dno poszła połowa transportowanych wojsk desantu (więc inwazję odwołano), a ciężki łomot zebrały także eskortujące transporty 4 stare pancerniki – z doków wrócą dopiero w połowie 44 roku…

Heh, no cóż, co poradzę…

Ale wracajmy nad Marshalla – reszta japońskich lotniskowców podjęła wyzwanie i stanęła do walki. Rozgorzała potężna powietrzna bitwa – samoloty z 12 amerykańskich lotniskowców wsparte armadami powietrznymi z Wysp Gilberta starły się z lotnictwem bazowym z Marshalla i pilotami z 8 lotniskowców wroga. Walki lotnicze rozegrały się pomyślnie dla mnie (miałem przewagę – wszak część Kido Butai poszła osłaniać Singapur) – moje maszyny przedarły się przez myśliwce wroga i runęły na największe japońskie lotniskowce. Kaga i Akagi zostały rozszarpane licznymi trafieniami i wysłane na dno, Zuikaku i Shokaku ze zrujnowanymi pokładami i zmasakrowanymi grupami lotniczymi dały radę wycofać się do Japonii (2 najbliższe etapy spędzą w dokach). Tymczasem japońscy piloci z Hiyo/Junyo i Hosho/Ryujo zaatakowali transportowce z Marines. Na nic 6 pancerników osłony, bohaterscy piloci japońscy opanowali przestrzeń powietrzną nad miejscem desantu, rozpoczęły się ataki na transportowce, musiałem odwołać inwazję…

Co nie zmienia faktu, że rozbiłem najlepsze grupy lotnicze wroga, a żółte lotnictwo nie było w stanie zagrozić moim lotniskowcom.

Atak ponowię w 9 etapie – ciekawe kto tym razem odważy się stanąć mi na drodze…

Ozy

 

Etap 9: Październik – Grudzień 1943

PIEKŁO NA PACYFIKU

Pod koniec 1943 roku na Pacyfiku rozpętało się prawdziwe piekło. Ale po kolei. Oficerowie Cesarskiej Kwatery Głównej mieli mieszane uczucia po wrześniowej bitwie o wyspy Marshalla. Co prawda wygraliśmy – ale za to z jakimi stratami! Jeszcze dwie takie bitwy, a nie będziemy mieć floty!

Cóż więc było robić? Zastosowano ofensywną taktykę poprzez zaatakowanie… własnych pozycji na tyłach. Krótko mówiąc – ofensywne wycofanie. Na Marshallach zostawiono jedynie brygadę piechoty, całe lotnictwo przerzucono na Mariany i Truk. Postanowiono podesłać również posiłki do Paramushiro, z odpowiednią eskortą.

Jankesi oczywiście nie podjęli walki i nasza armia wzmocniona świeżymi rekrutami zadała Marines ciężkie straty. Jako dodatkową osłonę na przyszłość rozmieszczono w Yokosuce 4 lekkie lotniskowce.

Pod Bangkokiem odnieśliśmy duży sukces zadając spore straty hinduskiej armii.

Pozostałe lotniskowce oczekiwały na Filipinach na powrót Shokaku i Zuikaku z remontu. Mogły reagować wszędzie tam, gdzie pojawiłby się nieprzyjaciel…

Voldemort

 

CARRIERS AT WAR

Mówię wam, pod koniec 1943 r. dowaliliśmy Japom jak się patrzy.

Żółtki ewakuowały Townsville – „wiedziałem, że tak będzie” – ta operacja była tylko traceniem zasobów, bardziej pomogła mi niż Japom. Armię dowiezioną do Brisbane oczywiście natychmiast wykorzystałem – wraz z dwoma pancernikami, grupą krążowników i osłoną lotniskowców wysłałem chłopaków na Nową Gwineę! MacArthur powraca! Desant na Moresby wyszedł średnio – Japy skopane, ale kilka pułków wycofało się do dżungli i trzeba ich będzie stamtąd wywalić…

Drugą poważną operacją był desant na Wyspy Marshalla – tu uderzyli Marines w osłonie 4 lotniskowców i silnej, artyleryjskiej floty. Nie spodziewałem się ciężkiej walki, bo Japy ewakuowały większość garnizonu wysp. Marines z potężnym wsparciem szybko wybili żółtków, mszcząc się za tyle nieudanych desantów…

Trzecia operacja była najważniejsza i zachwycająco udana. Zebrałem najnowsze lotniskowce – potężne Interpid, Franklin, Essex, Bunker Hill, a także 4 CVL (i trochę krążowników do eskorty plot.) i uderzyłem na Kure! Żółtki dały się złapać „bez spodni” nie obsadzając Iwo Jimy i Yokosuki lotnictwem. Dzięki temu moje Grupy Uderzeniowe podeszły niezauważone pod najważniejszą japońską bazę! W porcie stały Yamato/Musashi, przerobione pancerniki typu Ise, 3 CA i masy DD. Lotniska pełne szkolących się pilotów i uziemionych samolotów, co za łup!

Japończycy zareagowali gwałtownie, ale nierozsądnie – na moje gotujące się do ataku na bazę lotniskowce uderzyły Junyo/Hiyo z północy oraz Hiryu/Soryu i Zuiho/Shoho z południa. Problem w tym, że poszły do walki bez przygotowania odpowiedniej eskorty…

Zbliżała się bitwa, byłem pewny swego, bo miałem przewagę (12-8), a Japy szły na oparach, zużywając całą dostępną ropę. A tu normalnie, kurde, okazało się, że moi podwodniacy dorwali i zatopili lotniskowce północnej grupy! Ten fenomenalny sukces sprawił, że w bitwie lotniczej miałem ogromną przewagę (12-5) – zniszczyłem myśliwcami lotnictwo lotniskowców grupy południowej, a samoloty uderzeniowe mające atakować Kure skierowały się w ich kierunku, posyłając na dno Hiryu i Soryu, oraz ciężko uszkadzając pozostałe jednostki!

Cholernie dobrze się chłopaki spisali.

Tego sukcesu nie zmniejszyła kolejna wtopa Herbaciarzy pod Singapurem – ponownie żółtki wykończyły lotnictwem moje okręty (DD na dno), a dodatkowo skierowali tam 2 dyw. CA, więc nie podjąłem bitwy artyleryjsko-torpedowej. Wszak angielskie BB są w remoncie…

W tym etapie żółtki popełniły kilka błędów – brak osłony lotniczej dla Kure oraz zła reakcja. Zamiast iść do bitwy połową sił lotniczych lepiej było ewakuować lekkie siły z Kure i liczyć na to, że Yamato (atakowany z braku lepszych celów) przyjmie ciosy na klatę. A dzięki takiej reakcji miałem moją upragnioną bitwę z lotniskowcami wroga, wysyłając większość z nich na dno… Ewentualnie, jeśli już miałoby dojść do bitwy lotniczej, to błędem było niewykorzystanie samolotów bazowych z Kure (jeśliby je wykorzystać, przerwałyby ciąg szkolenia, czego Japy chciały uniknąć). Wtedy stosunek sił wyjściowych byłby 12-14 i nawet po utracie Junyo/Hiyo bitwa nie byłaby taka jednostronna…

A reakcja na rajd Angoli na Singapur pozbawiła lotniskowce koniecznej osłony… Do tego Japy znów spalili rezerwy ropy i nie będą w stanie odbudować na tyle dużych rezerw by stanąć całą siłą do bitwy w następnym etapie.

A bitwa będzie, i to o jeden z kluczowych punktów – atak na Mariany, wewnętrzny pierścień obrony Cesarstwa!

Ozy

 

Etap 10: Styczeń – Marzec 1944

MARIAN, ZRÓB COŚ! MARIANY ATAKUJĄ

Co do japońskich błędów – brak obstawy lotniczej dla Kure był DUŻYM błędem. Nawet w instrukcji jest napisane, że jak Japończyk tego nie zrobi, to mu Amerykaniec raz dwa udzieli lekcji. No i udzielił…

Natomiast, co do błędnej reakcji… Jankesowi się łatwo pisze, bo ma w cholerę lotniskowców i innego sprzętu, i taki wjazd mało go rusza. A nawet gdyby ruszyć wszystkie lekkie siły z Kure, to i tak zostałyby navial aviation do ustrzelenia niczym kaczki… Zabić 6 punktów powietrznych w ten czy inny sposób, żadna różnica.

Co gorsza, od początku 1944 alianci zaczynają mieć przewagę technologiczną. Lepsze rzuty AA (przeciwlotnicze), ASW (przeciw podwodniakom) i w walkach powietrznych: wszędzie tam mają teraz min. 50% szans na sukces, podczas gdy Japońcom pozostaje stare 33%.

Teraz to nawet wielka bitwa lotniskowców nic Japończykom nie daje, więc trzeba spróbować trochę innej taktyki.

Uzupełniliśmy Port Moresby, Armia z Singapuru dotarła do Bangkoku podmieniając dwie dywizje (trzeba mieć jakieś odwody). Jedna z nich ruszyła drogą lądową do Singapuru (trzeba oszczędzać transportowce), druga z nich została szybciutko przerzucona na Truk. Kolejne 2 brygady piechoty plus 6 wyborowych pułków lotnictwa obsadziło Mariany – pewny cel kolejnych ataków.

Na lądzie tym razem nam się powiodło – Armia Hinduska została zupełnie rozbita! Bangkok jest wolny od sił herbaciarskich! Od Port Moresby aż po Kuryle (Paramushiro) Wojska Japońskie trwają (to dobre słowo) na posterunkach gotowe do stawienia czoła przeklętym Jankesom…

By zwyciężyć potrzeba tylko utrzymać dodatni wynik w Punktach Zwycięstwa do końca gry. TYLKO…

Voldemort

 

PRZEZ ŚRODEK OCEANU

Czas dorwać się do serca Imperium.

Jest na mapie takie magiczne pole i nazywa się Mariany. Zajęcie tego archipelagu daje Aliantom bardzo dużo możliwości – odkrywa Iwo Jimę oraz Palau. Dzięki temu można „przeskoczyć” Truk, a po zajęciu Palau także Rabaul – wszystko po to by dobrać się do Filipin i Nowej Gwinei. Jakie to istotne widać po walkach o Moresby – Japy ciągle mogą dosyłać tam posiłki dzięki temu, że kontrolują linię Japonia – Truk/Palau – Nowa Gwinea. A zajęcie Iwo Jimy umożliwia bezpośredni atak na Japonię, jak i na Okinawę/Formozę.

Dlatego na Mariany wybraliśmy się w elitarnym składzie.

4 żetony najlepszych BB (w tym iście potworne Iowa/New Jersey), cała zgraja wielkich lotniskowców i masy niszczycieli, wszystko to razem z dzielnymi Marines wtargnęło na Mariany. Krótka piłka – obrońcy zostali zniszczeni (jak i silne, bazujące na wyspach lotnictwo).

Nie byłbym sobą gdybym nie uderzył też gdzieś obok – lekkie siły zaatakowały Truk. Tam jednak Japy zareagowały dużą grupą krążowników. Moje lotnictwo się nie popisało (a JIN plot. spisała się doskonale – krążowniki wysłały do piekła POŁOWĘ atakujących samolotów strzelając z 66% skutecznością). Fiasko lotnictwa i obawa przed walką z doskonale operującym torpedami przeciwnikiem skłoniły mnie do nieangażowania się mocniej w ten atak. Wszak była to tylko misja odwracająca uwagę, by utrzymać Japy na oparach ropy…

Znowu biliśmy się pod Moresby i znów żółtki wytrwały dzięki posiłkom z północy. Trzeba będzie bardziej zdecydowanie uderzyć na Truk i odciąć w końcu Nową Gwineę od Japonii.

Herbaciarze spauzowali, zebrali siły do ponownego ataku na Singapur. W końcu wróciły z remontu jakieś angielskie pancerniki.

12 VP. Czy zdążę się wyrobić do końca rozgrywki?

Ozy

 

Etap 11: Kwiecień – Czerwiec 1944

OPERACJA A-GO

Port Moresby nadal się broni. Oczywiście, podeślemy im posiłki.

Jak na razie wszystko idzie zgodnie z ryzykownym planem Głównej Kwatery Cesarskiej. System obrony Morza Filipińskiego – opierający się na atolu Truk oraz na Saipanie i Guam (Mariany) jest jeszcze możliwy do utrzymania. Naszym krążownikom i niszczycielom udało się przegonić Jankesów spod atolu Truk, czas na wykurzenie Marines z Marianów.

Atakować będzie zwycięska Dywizja Piechoty z Truk, wyborowa jednostka zaprawiona w walkach (dopiero co pokonała Herbaciarzy pod Bangkokiem). Osłonę powietrzną zapewni 8 pozostałych przy życiu lotniskowców floty, inwazję od strony morza będą osłaniały dwa ciężkie krążowniki w asyście niszczycieli. Na Iwo Jimę przerzucono dodatkowy pułk lotnictwa bombowego dalekiego zasięgu, który miał wspierać desant (niedawno zakończył szkolenie bojowe na Marianach, więc chłopaki znali tam każde drzewko i każdą zatoczkę).

Spruance i Mitscher nie oszacowali zdolności bojowej Połączonej Floty (Kido Butai), pozostawiając do osłony desantu zaledwie 2 (słownie: DWA) lotniskowce eskortowe. Im się chyba naprawdę wydaje, że ta wojna się już skończyła, a resztę lotniskowców mogą wysłać na Atlantyk do walki z U-bootami.

Walka powietrzna była zacięta. Mimo olbrzymiej przewagi w powietrzu, Jankesom udało się zestrzelić 2 z wysłanych przez nas 12 grup powietrznych. Kolejne 3 grupy powietrzne nie przedarły się przez piekielną zaporę przeciwlotniczą postawioną nad wyspą. Niestety, większość naszych bombowców chybiła.

Na szczęście, ogień z krążowników i niszczycieli oraz śmiały atak naszej piechoty sprawił, że Jankesi zdali sobie sprawę z beznadziejności swojego położenia (zapowiadali im luksusowe wczasy, a tu się okazało, że trafili na obóz przetrwania) i skapitulowali. 20 tys. wyborowego żołnierza dostało się do japońskiej niewoli. Ciekawe jak Roosevelt wytłumaczy to matkom tych żołnierzy (niektórzy mieli zaledwie po 18 lat). A wybory tuż, tuż…

W Brunei udało się nam skoncentrować zespół szybkiego reagowania: 4 ciężkie krążowniki i 2 dywizjony niszczycieli. Rozgonią każdą nieudolną próbę desantu.

Voldemort

 

MARIANY RELOADED

Żeby skutecznie grać w FitS trzeba umieć liczyć do 30. Ostatnio mi coś nie wyszło.

Po przeprowadzeniu operacji miało mi zostać 5 Punktów Transportu, żeby na wyspach Gilberta umieścić TF z 4 lotniskowcami, co by miało bronić moich zdobyczy przed japońską kontrakcją. A tu, kurde, zostały mi 3 punkty. No i co z tego wyszło to Voldemort już opisał. Kiepsko, zmarnowałem cały etap.

To oznacza, że teraz trzeba będzie Japom naprawdę dobrze pojechać. I w sumie się udało.

Przez tą swoją kontrę na Mariany zostało żółtkom tylko 7 ropy – to znaczy, że są w stanie zareagować na moje ataki jakąś 1/3 swoich sił. Uznałem zatem, że mogę przeprowadzić dwie duże operacje, dzieląc moje siły równo na pół, bo nawet pół moich sił poradzi sobie z tym co by było w stanie reagować.

No i wpadłem kolejny raz na Truk i Mariany. Żółtki – jak się spodziewałem – nie reagowali. Wyrżnąłem dywizję i brygadę garnizonów, i zniszczyłem sporo lotnictwa armii, które stało na Truk. Herbaciarze zbili armię z Bangkoku, a Amerykanie znów potrzaskali tych upartych drani z Moresby. Dzięki zdobyciu Truk wychodzę na plecy Nowej Gwinei i może uda mi się obejść Moresby, bo mogę teraz desantować się na całym północnym wybrzeżu wyspy, jak i na Palau i Leyte. Chyba, że Japy znów zmontują kontratak, ale tym razem się odpowiednio zabezpieczyłem – na straży moich zdobyczy stoją dwa stare pancerniki i sześć lekkich lotniskowców.

Ta japońska agresywna obrona sprawiła, że Voldemort jest teraz właściwie zupełnie odkryty. Nie ma żadnego garnizonu między mną a Tokio, nie ma także bazowego lotnictwa, które by mogło osłonić jego pozycje. Dostanie jakieś posiłki, ale czy da radę zabezpieczyć wszystkie punkty, w które mogę uderzyć?

Ozy

 

Etap 12: Lipiec – Wrzesień 1944

PRZYCZAJONY TYGRYS, UKRYTY SMOK

W połowie 1944 roku sytuacja Nippon w dalszym ciągu pozostawała trudna, ale jeszcze nie beznadziejna. Niestety, ale Jankesi też się uczą i tym razem do pilnowania Marianów zostawili dużo większe siły. Nie na tyle duże, żeby nasza Kido Butai nie dała sobie z nimi rady… O nie. Ale na totalne rozgromienie sił inwazyjnych na Saipanie nie można było już liczyć.

Taki atak odsłaniałby całkowicie Iwo Jimę, a utrata tej wyspy to wyrok śmierci na Cesarza i jego poddanych.

Cesarska Kwatera Głowna postanowiła zebrać siły przed decydującym kontruderzeniem. 4 pancerniki typu „Kongo” w asyście niszczycieli zostały przebazowane z Leyte do Brunei, gdzie mogły zaopatrywać się w ropę prosto z pól roponośnych. Zapasy ropy są skromne, więc trzeba je oszczędzać. Oczywiście, Moresby zostało wzmocnione nowymi kontyngentami, a na Palau rozmieszczono pułk lotnictwa – dzięki niemu jakiekolwiek próby desantu w kierunku Filipin lub Nowej Gwinei zostaną szybko wykryte i niezwłocznie powstrzymane.

Niestety, problem polega na tym, że Jankesi prawie na pewno uderzą na Iwo Jimę. Wyspa jest przygotowana do walki, a Kido Butai gotowa do wyjścia w morze…

Voldemort

 

KONIEC PANCERNYCH KOLOSÓW

Walka weszła w rozstrzygającą fazę. Dysponując bazami na Truk i Marianach mogłem atakować szerokie połacie Imperium.

Postanowiłem wejść na tyły obrońców Port Moresby przy pomocy desantu pułku piechoty w Lae. To odetnie Japom zaopatrzenie i zakończy gehennę walczącej tam już od pół roku 6-tej Armii. Silniejsze ciosy wymierzyłem w Palau i Iwo Jimę. Zajęcie Palau otworzy mi drogę na Filipiny – garnizon wyspy był tak słaby, że do ataku posłałem jedynie nowozelandzką brygadę piechoty. Na Iwo Jimę wysłałem oczywiście Marines, bo tam byle kto sobie rady nie da…

Te trzy operacje musiały oczywiście otrzymać dostateczną osłonę floty. Na Iwo Jimę rzuciłem 8 najnowszych lotniskowców w osłonie 8 nowoczesnych pancerników oraz licznych krążowników i niszczycieli. Desant na Palau osłoniły dwa stare pancerniki i po 2 lotniskowce – lekkie i ciężkie. Najlżejsze siły wysłałem na Lae – 2 duże lotniskowce w osłonie lekkich krążowników. Rozkład sił był uzasadniony przypuszczalnym zagrożeniem i wartością atakowanego celu. Jeśli żółtki miały o coś iść do bitwy, to byłaby to Iwo Jima. Dlatego tam poszli najlepsi z najlepszych – w tym liczne BB, bo obawiałem się reakcji najlepszych japońskich BB właśnie na Iwo.

Na Palau spodziewałem się rajdu krążowników, jakby co to moje stare BB miały je nakarmić tonowymi pociskami, gdyby jakimś cudem japońskie CA przebiły się przez lotnictwo pokładowe.

Brytyjczycy zebrali siły i uderzyli na Singapur – kolejny raz w „odciągającym” ataku.

Pozostawiłem sobie bardzo silną rezerwę – 10 lotniskowców! Możliwe bowiem było, że Voldemort w ogóle nie zareaguje, a w swojej turze spróbuje kontrdesantu. Musiałem być i na taki wariant gotowy. Trochę obawiałem się japońskiej reakcji, wszak do boju posłałem tylko 2/3 sił, i to w 3 różne miejsca. Jeśli żółtki skoncentrują wszystkie siły w jednym punkcie…

Na szczęście kontra japońskiej floty była rozproszona – przez co mimo podziału własnych sił dalej na każdym kierunku miałem przewagę. Najgoręcej mieli Herbaciarze – lotnictwo pokładowe zawiodło, a weterani lotnictwa japońskiej armii wysłali dwa pancerniki na 6-miesięczny remont… Do tego pojawiły się w rejonie japońskie krążowniki. Osłabieni Brytyjczycy odwołali desant, wszak to tylko atak pozorowany…

Potem wydarzyły się rzeczy przełomowe…

4 pancerniki „Kongo” w silnej osłonie niszczycieli reagowały na Palau. Fenomenalnie spisało się moje lotnictwo – najpierw rozbiło skromne japońskie siły powietrzne nad Palau, a potem, w serii zdecydowanych ataków, wysłało dwa japońskie pancerniki na dno, a pozostałe dwa na remont tak długi, że także i je można było skreślić z listy floty! Desant zakończył się pełnym sukcesem.

Czas na Iwo Jimę. Do walki stanęły Yamato/Musashi oraz hybrydy Ise/Hyuga. To wszystko w osłonie 4 lotniskowców i lotnictwa bazującego na Iwo. Na więcej Japom nie starczyło ropy…

Moje lotnictwo rozgromiło japońskie siły powietrzne, a potem całą potęgą runęło na zespół pancerników. Te 4 japońskie lotniskowce nie mogły już zagrozić desantowi, natomiast starcia Yamato/Musashi vs Iowa/New Jersey wolałem nie ryzykować. Przewagę miałem potężną – poza Iową miałem jeszcze sześć nowoczesnych pancerników, ale lepiej sprawę załatwić na czysto – przy pomocy lotnictwa.

Szaleńcze ataki moich dzielnych pilotów przyniosły piękny skutek. Na dnie spoczęły wszystkie cztery japońskie pancerniki oraz kilka niszczycieli osłony… Moje BB wsparły swoim ogniem desant, dzięki czemu Marines opanowali całą Iwo.

Lotnictwo wykazało niezbicie swoją wyższość nad pancernymi kolosami. Japończycy mieli już za mało ropy by osłonić swoje pancerniki – w Kure stało 10 pozbawionych paliwa lotniskowców! Gdyby mogły one wyjść do walki, może Yamato doszedłby do moich pancerników i zmusił je do walki – wtedy Marines nie dostaliby wsparcia i desant na Iwo mógł nie pójść tak gładko…

Sukcesem zakończyły się walki o Bangkok i Moresby – kolejny raz pobiłem tam Japończyków, ale tym razem ci z Moresby uzupełnień nie dostaną!

Po 12 etapie byłem już pewny zwycięstwa – Voldemort nie ma już ani ropy ani trzonu floty. Mimo to postanowił walczyć dalej, zgodnie z duchem Cesarskiej Armii.

Ozy

 

Etap 13: Październik – Grudzień 1944

HONOR SAMURAJA

Gdy nie mam nabojów
Smutno mi pozostawiać ten świat
Skoro zawiodłem w ważnej misji dla mej Ojczyzny
Boleję… jakaż będzie przyszłość Japonii,
Boleję, że chwasty pokryją tę wyspę

gen. Kuribayashi (d-ca obrony Iwo Jimy)

Reakcja japońska w 12 etapie faktycznie nie była najlepsza. Cesarska Kwatera Główna przeceniła możliwość obrony plot. własnej floty oraz nie doceniła wyszkolenia jankeskich pilotów. Wydawało się, że podobnie jak pół roku temu pod Truk, nasze okręty przedrą się przez osłonę powietrzną Jankesów i dadzą im łupnia.

Z perspektywy czasu widać, że dużo lepsze byłoby wysłanie osłony powietrznej nad Palau – wówczas Jankesi musieliby z pewnością zrezygnować z inwazji. A bez zdobycia Palau jakiekolwiek uderzenie na Filipiny jest niemożliwe. Można było również próbować zebrać resztki ropy i nastawić się na kontrdesant na Iwo Jimę. Nasza dywizja prawdopodobnie byłaby w stanie tam wylądować – jednak Jankesi pewnie byliby w stanie się utrzymać.

Ale mając gros pancerników na dnie można tylko gdybać. Teraz, Japonia może się jedynie dzielnie bronić, bez nadziei na zwycięstwo ale z dumą i honorem (i przy okazji sprawdzić ile czasu zajmie Jankesom zdobycie odpowiedniej ilości punktów zwycięstwa do wygrania gry).

Dokonano odpowiednich przegrupowań, nie wiadomo było jednak czy Jankesi już teraz uderzą na Honsiu i Kiusiu, czy też najpierw będą chcieli odciąć Nippon od dostaw ropy i uderzą na Okinawę. Pojawił się dylemat, czy na Okinawie należy rozmieścić armię czy też tylko dywizję. Ostatecznie sprawę przesądził brak odpowiedniej ilości środków transportowych – starczyło jedynie na przerzucenie tam wzmocnionej dywizji piechoty.

Nasze bohaterskie oddziały w Moresby zostały odcięte od posiłków i są zdane tylko na siebie. W ostatniej chwili rozmieszczono też siły do obrony Filipin. Gros wojsk lądowych skoncentrowano jednak w rdzennej Japonii, aby skierować uderzenie Jankesów w rejony zamieszkałe przez ludność pochodzenia niejapońskiego. Nasi żołnierze mogą dzielnie ginąć, ale ludność cywilną trzeba w miarę możliwości oszczędzać…

Voldemort

 

KILLING BLOW

Jest takie praktyczne anglosaskie porzekadło: „If brute force doesn’t solve your problem, you’re just not using enough”.

Trzeba było się do niego zastosować, skoro Japy walczyły dalej.

Flotę, dzięki przygotowanym w 12 etapie rezerwom, miałem bardzo ładnie uszykowaną. W zasięgu moich amerykańskich Grup Uderzeniowych z Wysp Gilberta był nawet Sajgon. Lotnictwa bazowego żółtki już nie miały, i nic nie blokowało moich ruchów w głąb Imperium. Postanowiłem więc zmusić cesarską flotę do walki, uderzając na jej bazy na Filipinach i Brunei. Do tego oczywiście w pełnej skali inwazja na Okinawę. Dlaczego Okinawa, skoro mogę desantować samą Japonię? Zdobycie Okinawy pozwala mi odciąć Japonię od surowców, zarazem blokując napływ uzupełnień w przeciwną stronę. Dzięki przerwaniu linii zaopatrzenia flota żółtków będzie bezbronna na wyspach japońskich, a garnizony w Singapurze i na Filipinach będą odcięte od uzupełnień. To się zwyczajnie opłaca.

Pod Okinawę wysłałem niemalże wszystkie wartościowe okręty. Trochę to daleko od Pearl i z tego powodu część okrętów musiała być wcześniej rozmieszczana w bazach na atolach środkowego Pacyfiku. Trochę to kosztowało w punktach transportu, stąd tylko jedna duża operacja. Do tego umieściłem na Marianach małą rezerwę (4 lotniskowce) i uderzyłem na Brunei (6 lekkich lotniskowców) i Manilę (4 duże lotniskowce). Wszystko po to by wygnać Japów z baz i zmusić do walki – by palili ropę i po walkach wylądowali w Japonii na remontach, dzięki czemu cała reszta Imperium pozostałaby już kompletnie bez osłony.

Ataki na pozbawione osłony lotniczej okręty miały znów piorunujące skutki. Krążowniki z Brunei sprawnie uciekły pod Bangkok, tam jednak dopadli je angielscy lotnicy z Rangoonu – wysłałem na dno jeden dywizjon, a drugi na kwartał do doków.

Niszczyciele z Manili uciekły, a bezbronne Fuso/Yamashiro oraz Nagato/Mutsu zostały w porcie… Oba roztrzaskane bombami i torpedami zaległy na dnie Zatoki Manilskiej…

W międzyczasie moje wojska opanowały całą Nową Gwineę. W końcu.

Nikt nie reagował na Okinawie.

Kolejny więc raz zdziwiła mnie reakcja Voldemorta – miał 8 ropy, mógł rzucić wszystkie krążowniki (te z Brunei działają za darmo – tankują prosto z rafinerii) i pancerniki do walki o Okinawę oraz ze 2 lotniskowce z Japonii (miałby w bitwie za 8 Ropy takie 4 TF`y: 2 CA, 2 DD (Tokyo Express), 2 BB DD, 2 CV DD, DD, oraz 7 punktów lotniczych). Na pewno odciągnęłoby to moje lotnictwo, a może i część okrętów, od wspierania desantu…

Bez reakcji japońskiej floty zdobycie Okinawy nie było problemem. Lotniska wyspy wypełniły moje samoloty, przecięły łączność między Japonią a resztą Imperium.

Pętla się zacisnęła.

Ozy

 

Etap 14: Styczeń – Marzec 1945

BRZEG W OGNIU, NIEBO W PŁOMIENIACH

Początek 1945 to prawdziwa katastrofa dla Japonii. Kido Butai pozbawiona dopływu świeżej ropy była niczym duszony samuraj… Przez te trzy do pięciu minut, kiedy już nie masz powietrza i wiesz, że zaraz umrzesz, a śmierć nastąpi na tyle szybko, że nie będziesz w stanie zareagować, ale też na tyle wolno, żeby poczuć całą grozę sytuacji…

Tak, czy inaczej nie zamierzaliśmy ułatwiać zadania jankeskim psom. Będziemy się bronić tak długo, jak to tylko będzie możliwe. Dlatego też postanowiliśmy bronić jedynie wybranych punktów oporu do czasu kiedy nasi naukowcy opracują nową cudowną broń (wespół z naukowcami z Niemiec, przerzuconymi na pokładach dużych oceanicznych U-Bootów).

Przede wszystkim ewakuowaliśmy Bangkok, a Armia po marszu do Sajgonu została przerzucona morzem do Manili. Teraz naszych będzie tam na tyle dużo, żeby urządzić tam prawdziwe piekło. Niech brzegi spłyną amerykańską krwią…

Podobnie, wzmocniliśmy Singapur dwiema brygadami wycofanymi z Filipin. Kure i Yokosuka są bronione przez nasze dwie armie (każda z nich ma milion żołnierzy). W dalszym ciągu trzyma się też Rabaul.

Ale obrona to nie wszystko. Nasza brygada piechoty morskiej oświadczyła jednogłośnie, że woli zginąć na terytorium nieprzyjaciela. Zanim jednak wylądują w pobliżu Los Angeles, muszą wykonać kilka skoków, a pierwszy z nich to desant na Aleutach.

Operacja desantowa przebiegła bez przeszkód, Jankesi jak zwykle nie docenili sprawności i ducha bojowego Cesarskiej Armii i Floty. Ten młody i pyszałkowaty pseudo-naród musi się jeszcze sporo nauczyć…

Na razie gringos umieją tylko produkować sprzęt wojskowy w tempie szybszym niż Rosjanie i Chińczycy produkują masy ludzkie, które potem bezmyślnie wysyłają na pewną śmierć…

Czas na walkę do ostatniego naboju!

Voldemort

 

ZWYCIĘSTWO

Sytuacja Japonii już od pół roku była beznadziejna, a mimo to jej przywódcy dalej pchali na rzeź swój lud. Kraj pozbawiony okrętów i samolotów zmobilizował potężne armie i obsadził nimi kluczowe punkty, licząc na to, że utopi w morzu krwi aliancką inwazję.

Moja opinia publiczna nie miała ochoty oglądać długiej listy ewentualnych strat w ludziach, tak więc postanowiłem wykończyć Imperium za pomocą ataków skierowanych w niebronione japońskie posiadłości. Po co ryzykować bój o Wyspy Japońskie, skoro można uderzyć na niebronione połacie południowo-wschodniej Azji? Brak lotnictwa na Leyte i Manili pozwolił mi na swobodny ruch w głąb Imperium.

Przygotowałem 4 lekkie grupy inwazyjne – na Hollandii, Palau, Truk i Wyspach Marshalla. Flota ubezpieczyła Dutch Harbour, a główne siły uderzyły na Kure, by zniszczyć resztę japońskiego lotnictwa i floty.

Desanty wykonałem na Formozie, Leyte, Brunei i Manili. Anglicy bez walki zajęli Sajgon, a ze wsparciem amerykańskich lotniskowców i przybyłej z Europy floty uderzyli na Singapur.

Singapur i Manila walczyły bohatersko – w Singapurze pobiłem japońskie armie, ale ich nie rozbiłem, w Manili opór był tak mocny (a raczej moje siły wysłane do ataku tak słabe [mimo przewagi nie tak łatwo atakować Amerykanami – wciąż trzeba liczyć Punkty Transportu, akcje w kilku miejscach są bardzo transportochłonne i nie stać mnie było na wysłanie mocniejszych sił]), że walki zakończyły się remisem bez większych japońskich strat.

Efekty walk nie były zadowalające, ale japońskie wojska były odcięte od zaopatrzenia, więc Voldemort nie mógł ich uzupełniać, tak więc upadek Singapuru był pewny już w następnym etapie.

Za to w Kure doszło do masakry. Rozbiłem połowę bazującego tam lotnictwa i zatopiłem 10 lotniskowców, 8 krążowników i kilkanaście niszczycieli (drugie tyle uszkodziłem). Kido Butai spotkał żałosny koniec – bezbronne, pozbawione ropy i samolotów lotniskowce zatonęły w Kure pod bombami amerykańskiego lotnictwa pokładowego.

Tak jak pisałem – oni zaczęli, myśmy skończyli.

Voldemort skapitulował, nie widząc żadnych szans na przedłużenie oporu (poziom VP wynosił 1 – w przyszłym etapie wygrałbym automatycznie zajmując Singapur albo niebronione Hajnan i Jawę).

Dziękuję serdecznie Voldemortowi za rewanż, jak i wszystkim tym, którzy śledzili ten (całkiem długi) AAR.

Ozy

 

Autorzy: Ozy, Voldemort
Zdjęcia: Ozy, Voldemort

Opublikowano 03.03.2011 r.

Poprawiony: piątek, 04 marca 2011 15:33