Fire in the Sky – pierwsza gra

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Strony konfliktu: Alianci – Voldemort, Japończycy – Ozy.

POCZĄTKI

Oto mapka z początkowym rozstawieniem:

Jak widać, Japończyków wszędzie pełno, ale na szczęście mało ropy im zostało po grudniowych szaleństwach.

Voldemort

 

Etap 2: Styczeń – Marzec 1942

UDERZENIE NA POŁUDNIE!

Drżyjcie imperialiści zachodu! Kończą się czasy kolonialnej niewoli dla ludów Wschód-Azji! Oto uderza potęga, która przyniesie wolność kolorowym ludom i stworzy raj na ziemi pod dachem scalonych ośmiu krokwi świata!

Dzięki doskonałemu w swoich założeniach i wykonaniu planowi, amerykańska flota została zniszczona w Pearl Harbour, a brytyjska w okolicach Singapuru. Potężne armie, wspierane lotnictwem, uderzyły na Manilę i Malaje, lekkie siły zajęły Brunei, Wake, Rabaul, archipelag Gilberta. Flota zużyła wiele zmagazynowanej przed wojną ropy, ale wykonała zadania, więc wróciła do Kure na przegląd i uzupełnienia. Amerykanie są praktycznie bezsilni (tylko jeden żeton dużych lotniskowców – na Fiji, drugi wejdzie w ich ruchach w tym etapie).

Z taką sytuacją na mapie zaczynamy drugi etap gry:

Przed graczem japońskim stoi podstawowy dylemat – gdzie atakować, póki Amerykanie są słabi. Tę decyzję można odwlec do trzeciego etapu – na razie cel nasuwa się sam – roponośne pola Jawy i strzegący ich słabi Holendrzy. Bo bez ropy to Japonia nie powalczy...

Atak na Pearl zużył wiele tego surowca, tak więc póki nie opanuję Brunei (mam), Singapuru (będę miał, walki już trwają) i Jawy właśnie, nie będzie mnie stać na żadną większą operację flotą. Każde z tych pól daje po 4 punkty ropy na etap (trzeba je jeszcze dowieźć do Japonii) – wyjście w morze grupy 4 dużych lotniskowców z eskortą niszczycieli zużywa właśnie około 4 punktów ropy. Wyjście całej japońskiej floty to około 20 punktów ropy. A mam jej teraz tylko 12. Trzeba coś z tym zrobić. Bez ropy nie mogę walczyć całością sił, czyli moja przewaga jest tylko pozorna...

Dlatego najpierw atak na Jawę. Przerzuciłem XX (dywizję) piechoty na Palau, sformowałem eskortę z dywizjonu CA i 4 dywizjonów DD. Na wszystko położyłem żetonik Tokyo Express – oznaczający, że Grupy Uderzeniowe (TF) krążowników i niszczycieli JIN w broni torpedowej i walce na krótkie dystanse są piekielnie skuteczne – dzięki temu żetonikowi w bitwie morskiej z Doormanem będę strzelał pierwszy i pierwszy zadawał obrażenia, dopiero jeśli ktoś to przeżyje, będzie mógł oddać...

Do tego mała operacja – X (brygada) piechoty z eskortą dyw. DD lądowała na Lae, a XXXX (armia) z Bangkoku uderzyła na Rangoon.

2 żetony dużych lotniskowców (Kaga/Akagi – Zukiaku/Shokaku) i 2 dyw. DD wysłałem z Kure do Truk, by osłaniały moje zdobycze przed ewentualną amerykańską kontrą.

Zaczęła się faza walki – Doorman podjął wyzwanie i ruszył do bitwy, nie mając zbyt wielu opcji... CL zatopiłem, DD uszkodziłem, strat nie poniosłem, ale desant dywizji na Jawie okazał się kompletną porażką i nie udało mi się rozbić holenderskiej dywizji! To niedobrze, w przyszłej turze zamiast 12 jednostek ropy będę mógł dowieźć do Japonii tylko 8. No i będę musiał coś z tymi Holendrami zrobić, co znów zwiąże część moich sił... To pewnie zasługa uchodzących Houston`a i Perth`a, które – tak jak to miało miejsce faktycznie – drogo sprzedały życie w nocnej bitwie przy japońskim konwoju, topiąc między innymi sztabowy statek dowódcy lądującej tam armii (bitwa w Zatoce Banten – 1 marzec 1942 r.). Również w Rangoonie poszło niezbyt dobrze – tylko osłabiłem walczącą tam aliancką dywizję...

Za to Singapur i Manilę zdobyłem. Dobrze. Odblokuje to sporo mojego lotnictwa na potrzeby armii, zabezpieczy komunikację i da mi singapurską ropę.

Pod koniec etapu przerzuciłem na Truk jeszcze dyw. CA i 2 dyw. DD. Na wypadek gdyby jednak Voldemort grał agresywnie...

W ruchach zużyłem 4 jednostki ropy (R) – z 12, zostało mi więc 8, i większość puli transportowej (T) (z 30 punktów zostało 8). Pula transportowa co etap się odnawia (chyba, że zacznie ponosić straty moja flota handlowa), a ropę muszę sobie dowieźć sam. Dlatego zostawiłem 8T na następny etap, by w pierwszej jego fazie móc przewieźć do Japonii po 4R z Brunei i Singapuru.

Średni etap, źle że Holendrzy trwają, źle...

Ozy

 

ABDA STRIKES BACK!

Ze wspomnień Admirała Helfricha (d-cy sił morskich ABDA)

Stało się. Japończycy zaatakowali. Skutecznie. Cholernie skutecznie...
Bez większych problemów wykosili Herbaciarzy w Singapurze – ta cholerna twierdza miała być nie do zdobycia. Jankesi ewakuowali Filipiny, tylko niewyparzona gęba MacArthur odgrażał się, że jeszcze tam powróci.

Cóż więc pozostało biednemu Doormanowi, jeśli nie iść na pewną śmierć. Ocaliliśmy przynajmniej dobre imię naszej niderlandzkiej marynarki wojennej, i tak jak okręt Doormana nosił imię admirała De Ruyter, tak i przyszłe okręty Niderlandzkiej Floty będą nosiły imię Doormana.

Okazuje się, że na Australijczyków można liczyć. Jak tylko Japońce pochowały się z powrotem do swoich norek, HMAS Perth przybył na odsiecz naszym wojskom broniącym Jawy. Wraz z dywizjonem amerykańskich czterokominowych niszczycieli dowieźli zapasy wody i amunicji.

Niestety, amerykańska amunicja nie pasuje do naszych karabinów. Co gorsza, zawiodło współdziałanie (p... radiostacje) i akcja zepchnięcia do morza słabych sił inwazyjnych nie powiodła się, choć byliśmy bardzo blisko. Podobno wszystkiemu winien był japoński okręt podwodny, który nieskutecznie atakował Perth’a.

Ze wspomnień oficera sztabowego Floty Pacyfiku

Wywiad donosi, że Japońce oszczędzają zapasy ropy (zostało im około 8 tys. ton) i szybko zabierają się do wydobycia nowej, tak aby z początkiem marca wykonać główne uderzenie. Gdzie? Najbardziej prawdopodobny kierunek ataku to Port Moresby/Guadalcanal. Oczywiste przegrupowanie, to trzymanie wszystkich lotniskowców na południu Pacyfiku. Tylko cholera, to zupełnie odsłania Midway! Oby stary się nie mylił, bo inaczej to będziemy mieć Pearl pod ciągłym ostrzałem...

Pojawiła się śmiała propozycja wysadzenia Pierwszej Marines na Wake, tak żeby chłopaków zaprawiać w bojach (i uniemożliwić Japońcom atak na Midway). Niestety okazało się, że „południowcy” mają priorytet, a Marines mają zmienić kamuflaż na tropikalny...
Ja też bym chciał popłynąć z nimi na Fiji i poderwać kilka miejscowych niewiast.

Voldemort

Etap 3: Kwiecień – Czerwiec 1942

MACKI OŚMIORNICY

Pierwsze, oszałamiające zwycięstwa, natchnęły moich żołnierzy, pilotów i marynarzy duchem wiary we własne siły. Kolonialne imperia zdały się walić jak domki z kart, pełna buty biała rasa cofała się na wszystkich frontach, ponosząc kolejne hańbiące klęski.

Przyszedł czas na decydujące uderzenie – cios, który da Japonii zwycięski pokój. Tylko gdzie go zadać? Mój wybór padł ostatecznie na kierunek australijski [myślałem o marszu na Ellice/Samoa – bo taki kierunek ataku zabezpiecza kluczowe dla japońskiego bezpieczeństwa wyspy Gilberta i Marshalla, tyle że to blisko Pearl Harbour, co ułatwiłoby US-manom obronę]. Dlaczego właśnie Australia? Bowiem to blisko moich wielkich baz w Rabaul i Truk, a zarazem daleko od Pearl – Voldemort by dowozić TAM wojska musi poświęcać wiele ze swoich możliwości transportowych, co w konsekwencji ogranicza jego działania.

Już wiem gdzie – pytanie teraz, czym i jak. Dowiozłem ropę do kraju, więc turę zacząłem z pełną pulą punktów transportowych (30) i 16 punktami ropy. Całkiem nieźle, stać mnie na dużą operację...

Główne uderzenie postanowiłem prowadzić po dwóch równoległych liniach – Rabaul -> Guadalcanal, docelowo Espiritu Santo oraz Lae -> Port Moresby, docelowo Australia. Koncentracja amerykańskiej floty na Fiji i Noumei dawała jeszcze jedną szansę – rozstrzygającej bitwy – ciosu łaski dla osłabionej US Navy.

Tyle, że jak zawsze, plan a jego realizacja trochę się od siebie różniły... Z Manili przerzuciłem armię do Lae. Kosztowny to manewr w zdolnościach transportowych, ale za to w przyszłym etapie będę miał naprawdę duży argument w ataku na Moresby. Dywizja piechoty z Kure przepłynęła na Truk, eskortowana przez 3 i 4 dywizjon lotniskowców. To właśnie z Truk miała wyjść inwazja na Guadalcanal. Wcześniej jednak wypełniłem lotniska w Rabaul samolotami armii, by dodatkowo wzmocnić atak na południe.

W międzyczasie moi dzielni piechociarze dobili ABDA na Jawie (kolejne roponośne pola dla mnie) i Brytyjczyków w Rangoonie. Brygada piechoty z Lae zajęła Hollandię na wschodniej Nowej Gwinei. Cesarstwo Japonii, jak potężna ośmiornica, rozciągnęło swoje macki przez całą południowo-wschodnią Azję. Teraz przyszedł czas zadać decydujący cios.

Cztery dywizjony lotniskowców, dywizjon krążowników i wiele niszczycieli, razem z dywizją piechoty, w trzech osobnych grupach uderzeniowych, ruszyły na Guadalcanal. Spodziewałem się, że US-mani zareagują i dojdzie do dużej bitwy – stosunek sił lotniczych nad Guadalcanalem byłby w okolicach 15:10 dla mnie. To wcale nie taka duża przewaga – amerykańskie lotniskowce są twarde, a obrona plot. doskonała. Ale Amerykanie nie wypłynęli z portów, pozostawili żołnierzy na Guadalcanal bez jakiegokolwiek wsparcia. Zmiażdżyłem stacjonujące na wyspie lotnictwo, dywizja przy wsparciu artyleryjskim krążowników i bombowców Kido Butai wgniotła w ziemię pułk amerykański. Niszczyciele ze wsparciem lotnictwa uniemożliwiły przeprowadzenie ataków amerykańskim okrętom podwodnym. Zwycięstwo, co nie dziwi, bo stosunek sił lotniczych wyniósł 15:2…

Niby dobrze – kolejne 4 cele zajęte (Hollandia, Guadalcanal, Jawa, Rangoon), ale znów bez bitwy. A Amerykanie z każdym etapem silniejsi. Kido Butai wróciło po wykonaniu misji do Kure na konieczne uzupełnienia i naprawy, ropa spalona (na szczęście zostało jej na tyle dużo, że stać mnie na ewentualny kontratak w razie gdyby Amerykanie w końcu się ruszyli), punkty transportu wykorzystane (starczyło jeszcze na umocnienie Paramushiro na północy i przesłanie z Kure 1 i 2 dyw. lotniskowców na Truk, by blokować amerykańskie kontry, oraz rezerwę 8 punktów by przewieźć ropę z Indii Wschodnich w kolejnym etapie).

Co zrobią Amerykanie? Na pewno uderzą – dochodzą im kolejne lotniskowce – mając 6 dużych flat-decków nie będą się już obawiali bitwy... Ale gdzie i jakimi siłami?

Japonia jest na szczycie potęgi i chwały. Niczym mityczny Lewiatan, objęła mackami cały świat żółtych ludzi...

Ozy


KONTRUDERZENIE

Przed dowództwem aliantów pojawiło się kilka możliwości.

Dowództwo Floty Pacyfiku stanęło przed trudnym dylematem. Biały Dom kategorycznie domaga się jakiegoś sukcesu. Zagrozili odcięciem posiłków i szybkim otwarciem drugiego frontu w Europie.

Tylko jak tu uderzać, kiedy cała japońska armia koncentruje się naprzeciwko Port Moresby? Ostatecznie zdecydowano, że 1 Marines będzie odbijać Guadalcanal, a 8 Nowozelandzka wyląduje na Wyspach Gilberta. Na Guadalcanal desant osłaniał Dywizjon Lotniskowców oraz 3 Task Force z Pearl Harbour. Desant na Gilberty wykonywały 1 i 2 Task Forces (których skład pozostawał tajemnicą).

Brytyjskie dowództwo nie miało takich dylematów. 23 Dywizja wspierana przez lotniskowce i okręty liniowe miała po prostu zmusić do odwrotu japońską armię i odbić Rangoon.

Japończycy zdecydowali się bronić wyłącznie Wysp Gilberta. Akcję „ratunkową” miały przeprowadzić wyłącznie 4 duże lotniskowce osłaniane zaledwie przez 2 dywizjony niszczycieli. Ach, gdybym tylko mógł je dopaść moimi samolocikami…

W Rangoon 23 brytyjska szczęśliwe wylądowała i zdobyła przyczółek, zadając dotkliwe straty Japończykom. Herbaciarze posuwali się tak szybko, że trzeba było odwołać nawałę ogniową z pancerników (nie ma sensu strzelać do własnych ludzi, gdy Japońce w pełnym odwrocie).

Na Gilbertach było mniej różowo. Co prawda japońskim podwodniakom znów oberwało się od naszych niszczycieli, ale wysyłanie samych sił nawodnych bez osłony powietrznej nie było dobrym pomysłem. Japońce miały pełne panowanie w powietrzu i cud, że straciliśmy tylko transportowce z Nowozelandczykami oraz jeden lekki krążownik.

Za to Guadalcanal był bułką z masłem. Japońskie łodzie podwodne szybko poszły na dno, a amerykańska przewaga w powietrzu zapewniła spokojne lądowanie Marines. Japońska dywizja została rozbita i tylko jakieś niedobitki schroniły się w dżungli...

Na wszelki wypadek w Noumei stacjonują 2 dywizjony naszych lotniskowców, gotowe do reakcji, gdyby Japońcom zachciało się znowu uderzać na południe.

Japończycy zużyli całą posiadaną ropę, a nie są w stanie dowieźć więcej niż 8 tys. ton. Yamamoto będzie musiał nieźle kombinować... Jak wyprowadzi flotę w morze, to nie będzie miał czym reagować. A jak nie zaatakuje, to już my im pokażemy…

Oj, chyba Cesarz nie będzie zadowolony jak przeczyta raporty z działań.

Voldemort

 

Etap 4: Lipiec – Wrzesień 1942

ROZSTRZYGNĘŁO SIĘ

Heh, krótka gra nam wyszła…

Ale po kolei. Grałem dosyć agresywnie na początku – trochę nawet zbyt agresywnie, więc stałem słabo z ropą. 8 punktów miałem teraz, na początku 4 etapu. Czyli właściwie nie było mnie stać na żadną większą operację ofensywną, ponieważ atakując gdziekolwiek [chyba, że na Attu, gdzie US nic nie miało i za eskortę wystarczyłby dywizjon niszczycieli – wtedy tylko 1R by to kosztowało] wyzbyłbym się ropy potrzebnej do ewentualnej reakcji. Jednak nie atakując [np. wspierając Guadalcanal] kompletnie straciłbym inicjatywę... Do tego groził mi smutny schemat – tankuje 12R i zużywam je w reakcji na ruchy US, i w mojej turze znów nie mam za co pływać.

Rozważałem czy nie umocnić atoli samolotami z Filipin i piechotą z Japonii, zignorować Guadalcanal, wystawić flotę w Truk i zacięcie się bronić – najpierw na linii Wysp Gilberta – Wake, a potem Mariany – Truk. Ale ten wariant już kiedyś przerabiałem...

Dlatego postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i zgodnie z duchem Cesarskiej Armii i Floty atakować, atakować i jeszcze raz atakować.

Pojawiła się bowiem piękna okazja – Fiji. Do zwycięstwa „automatycznego” brakowało mi 4 VP. Wystarczało więc zdobyć Leyte i Fiji [które daje 3VP – 1VP za wyspę i 2VP za przecięcie dostaw do Australii]. Voldemort ostro atakując w poprzednim etapie był mocno odsłonięty, tyle że na Noumei umieścił 2 dyw. lotniskowców w słabej eskorcie. Postanowiłem więc postawić wszystko na jedną kartę – albo wygram z automata albo poddam rozgrywkę [spodziewałem się tego pierwszego, jednak jak to często bywa o zwycięstwie zadecydował los...].

Przerzuciłem z Kure do Rabaul Yamato/Musashi [świeżo oddane do służby], dyw. CA, 4 dyw. DD. Do Hollandi także 2 dyw. DD i tak samo na Wyspy Gilberta. Plan był prosty – pod osłoną potężnych pancerników rzucić na Fiji tak wiele transportowców, by amerykańskie lotnictwo nie dało rady ich wszystkich wytopić i zatrzymać inwazji. Zużyłem wszystkie dostępne transportowce i spaliłem całą ropę, tak więc był to atak desperacki, ale spodziewałem się, że coś jednak przejdzie i wyląduje na wyspie. Gazety w Tokio wręcz ogłosiły zwycięstwo.

W międzyczasie tliły się walki na Guadalcanal i w Rangoonie, także moja armia uderzyła na Moresby i o mało co z marszu nie zajęła bazy – US-mani mieli farta, nie po raz ostatni niestety...

Potem uderzyła Połączona Flota. 3 Zespoły popłynęły na Fiji, z dywizją i dwoma brygadami, w osłonie Yamato/Musashi, dyw. CA i 6 dyw. DD. Voldemort zareagował dwoma TF – w sumie 2 dyw. CV, CA i 3 dyw. DD.

No i się zaczęło – moje sub’y odparto z łatwością, kiedy moja eskorta nic nie zdziałała i o mało nie doszło do torpedowania transportowców. Na szczęście amerykańskie okręty podwodne chybiły... Potem uderzyły amerykańskie samoloty... Moja artyleria plot. kompletnie zaspała, a amerykańscy piloci mieli 85% trafień, zamiast należnych im 66%, które dałyby mi zwycięstwo.

Gdy rozwiały się dymy z płonących transportowców, oczom japońskich admirałów ukazał się straszliwy widok – rozbite zostały wszystkie trzy grupy desantowe... Pełna klęska.

Bez ropy, z ogołoconymi z żołnierzy Rabaulem i Gilbertami, całą flotą niezdolną do reakcji i stojącą w Kure, postanowiłem się poddać, by na darmo nie marnować życia moich dzielnych marynarzy, żołnierzy i pilotów...

Kto nie ryzykuje, ten nie zwycięża. Tyle, że zaryzykowałem zbyt wiele.

Dziękuję za rozgrywkę, była to pierwsza gra Voldemorta w FitS i poradził sobie bardzo dobrze. Hehe, pewnie też wiele się nauczył.

Banzai Nihon Kaigun!

Ozy

 

Autorzy: Ozy, Voldemort
Zdjęcia: Ozy, Voldemort

Opublikowano 03.03.2011 r.

Poprawiony: czwartek, 03 marca 2011 22:59