Zarys sztuki wojennej

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Antoine-Henri Jomini
Tłumaczenie: Franciszek Dziedzic
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Stron: 247
Wymiary: 24,1 x 17 x 2 cm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-11-16670-7

Recenzja
Są takie książki, których recenzowanie wygląda poniekąd jak recenzowanie „Pana Tadeusza”. Jeśli szukać tutaj pozycji z dziedziny historii wojskowości, „Zarys sztuki wojennej” autorstwa Antoine-Henri Jomini należałoby uznać za jednego z głównych kandydatów do tej kategorii. Wpływ na to ma również fakt, że jego polski przekład pojawił się w latach 60-tych, stąd owo dzieło jest u nas dość dobrze znane. Nie tak dawno temu Bellona postanowiła jednak wypuścić na rynek jego nowe wydanie. Biorąc powyższe pod uwagę, nie będę szczegółowo omawiał i oceniał książki, podzielę się natomiast kilkoma swoimi spostrzeżeniami i skupię na tym jak wypada ona pod względem edytorskim. Zarazem warto dodać, że jest to jedna z pierwszych pozycji w stosunkowo nowej serii Wydawnictwa poświęconej klasykom myśli historyczno-wojskowej.

Generał Antoine-Henri Jomini, najczęściej znany u nas jako Henri Jomini, był Szwajcarem, służącym od 1804 r. w armii francuskiej, gdzie doszedł do stopnia generała brygady. W 1805 r. Napoleon wyraził zachwyt, a jednocześnie chciał zabronić publikacji jednego z jego pierwszych dzieł – „Traktatu o wielkich operacjach wojskowych”, jako zdradzającego zbyt wiele na temat stosowanych przez cesarza metod prowadzenia wojny. Potem doszedł jednak do wniosku, że starzy generałowie nie czytają takich książek, a młodzi oficerowie, którzy je czytają, nie piastują wyższych stanowisk dowódczych, gdzie wiedza ta ma zastosowanie. W 1813 r. Jomini przeszedł na stronę koalicji, przyjmując ofertę cara Aleksandra I. Decydujące okazały się widoki na dalszą karierę i ogólna sytuacja militarna Francji, stopniowo chylącej się ku upadkowi. Najbardziej przysłużył się koalicjantom w bitwie pod Lipskiem, gdzie ponoć za sprawą jego rad zmienili pierwotne ugrupowanie własnych sił, co być może uratowało ich od klęski.

„Zarys sztuki wojennej” przedstawiany bywa zwykle jako dzieło poświęcone wizji tego czym zdaniem autora jest wojna, jakie są sposoby jej prowadzenia i różnym przemyśleniom z tym związanym. Rzeczywiście, zasadnicza tematyka książki to teoria sztuki wojennej, poczynając od najwyższego szczebla, czyli strategicznego, poprzez poziom operacyjny, do taktycznego. Jako odrębny jej dział wskazuje autor sztukę inżynieryjną. Wyodrębnione zostały także polityka wojny i polityka wojskowa albo filozofia wojny, jako dziedziny nienależące do rozumianej czysto wojskowo sztuki wojennej, jednakże silnie na nią oddziałujące. Od nich właśnie autor rozpoczyna swoje wywody. Stosowane przez Jominiego podziały wraz z zakwalifikowaniem do poszczególnych części sztuki wojennej określonych zagadnień pokazują jak płynna była to kwestia w czasach, gdy pisał swoje dzieło. Obecnie wiele spraw umieszczonych przez niego w obrębie kategorii, które obejmują dwa pierwsze rozdziały, należałoby raczej widzieć w ramach strategii. Z kolei wydaje się, że w ramach tej ostatniej autor omawia także zagadnienia typowe dla poziomu operacyjnego, przynajmniej tak jak się go zazwyczaj rozumie. W gruncie rzeczy znaczna część rozdziału o strategii sprawia wrażenie jakby była poświęcona sztuce operacyjnej. Pośrednio wskazują na to niektóre tytuły artykułów rozdziału III: „O bazach operacyjnych” (art. 2), „O frontach operacyjnych i liniach obrony” (art. 5), „O strefach operacyjnych i liniach operacyjnych” (art. 6), czy „O sposobach ubezpieczania linii operacyjnych za pomocą baz tymczasowych lub odwodów strategicznych” (art. 7). Także stosowane w książce pojęcie „wyższej taktyki”, które może być utożsamiane z „wielką taktyką”, nie do końca odpowiada temu, czego moglibyśmy się spodziewać, czyli poziomowi operacyjnemu, ponieważ w znacznym stopniu skupia się na zagadnieniach związanych z rozstrzyganiem bitew. Bierze się to stąd, że autor tworzył w okresie, kiedy ledwo zaczynano wyróżniać poziom operacyjny i pojęcie to dopiero się kształtowało. Walnie przyczynił się do wyodrębnienia tej sfery działań wojennych Napoleon, uważany za faktycznego twórcę operacji. Niezależnie od powyższego, należy stwierdzić, że tego rodzaju podziały i terminologia są zawsze w jakiejś mierze subiektywne i każdy autor ma tutaj pewną swobodę.

Poziom operacyjny i zagadnienia znajdujące się na styku strategii i sztuki operacyjnej są tymi, które najbardziej interesują autora i gdzie wniósł on najwięcej do teorii sztuki wojennej. Dużo pisze także o strategii, ale w tej dziedzinie nie wydaje się aż taki odkrywczy. Wywody o taktyce, również interesujące, w całym układzie książki schodzą na dalszy plan. Natomiast szczegółowe, geometryczne rozważania obejmujące wytyczanie linii i stref operacyjnych oraz formułowanie na tej podstawie niezbitych prawideł sztuki wojennej stanowią najbardziej charakterystyczną część jego dzieła. Dość wspomnieć, że poświęcony im artykuł 6 rozdziału III liczy sobie 26 stron przy objętości całej książki (łącznie z dodatkami, spisem treści itp.) wynoszącej 247 stron, czyli ponad 10%. Inne artykuły zazwyczaj zajmują nie więcej niż 3 strony. Artykuł ten jako jedyny wzbogacony został o trzy schematy zamieszczone w obrębie jego treści, a nie na osobnych, zewnętrznych planszach, czy też tablicach (o czym jeszcze dalej). Również dwa sąsiednie artykuły rozdziału III (5 i 7) nawiązują do tematyki linii operacyjnych. Przy tym zarówno wywody dotyczące tych kwestii, jak i cała część czysto wojskowa (czyli poza pierwszymi dwoma rozdziałami i do pewnego stopnia załącznikami), odznacza się dość autorytatywnym stylem, charakterystycznym dla pisarzy wojskowych tamtej epoki. Zwraca uwagę już sam podział redakcyjny rozdziałów III-V na artykuły, oznaczone znakiem paragrafu. Autor postrzega więc swoje dzieło jako swego rodzaju regulamin prowadzenia działań wojennych. Za sprawą poruszanych zagadnień, poprzez sposób ich ujęcia, styl i tego rodzaju didaskalia jak redakcja, w sposób świadomy nadaje pracy charakter doktrynalny.

Książka Jominiego nie jest jednak tylko dziełem mającym zaprezentować doktrynę wojenną stworzoną przez autora. W tekście, zwykle między wierszami, w formie wzmianek, znajdziemy także jego wspomnienia związane z udziałem w bitwach i innych wydarzeniach militarnych, jakie miał okazję obserwować w czasie swojej długiej kariery. Gdy pisze, że nigdy nie widział starć na bagnety z udziałem kolumn piechoty, z wyjątkiem walk we wsiach i wąwozach (s. 220-221), mamy do czynienia z obserwacjami świadka epoki. Podobnie w przypadku, gdy wspomina o realiach dowodzenia (s. 181), zawodności w praktyce teorii Guiberta mówiącej o przewadze szyku płytkiego nad kolumnami (s. 197), stłoczeniu francuskich kolumn w zbyt głębokie masy i efektów, jakie to ze sobą niosło (s. 202), czy o roli odwodów kawalerii, nawet niewielkich liczebnie (s. 204). Dzieło Szwajcara pozwala także poznać, jaki był poziom wiedzy historyczno-wojskowej i geograficznej zarówno jego samego, jak i wyższych oficerów oraz pisarzy wojskowych w jego czasach, w jaki sposób interpretowano różne wydarzenia historyczne, zwłaszcza te z odległych epok, takich jak starożytność i średniowiecze. Taki charakter w całości ma dość obszerny załącznik nr 2 „Przegląd ważniejszych wypraw zamorskich”, ale tego rodzaju treści pojawiają się i w obrębie poszczególnych rozdziałów i bywają punktem wyjścia do ustaleń doktrynalnych autora. Jeśli w taki sposób spojrzeć na tę warstwę, podobnie jak wspomnienia należałoby zakwalifikować ją do źródeł. Jednocześnie, jako że autor, zarówno przy formułowaniu doktryny, jak i w swoich wywodach historycznych korzystał z tego co pisali inni, i w oparciu o to kompilował, mamy do czynienia z opracowaniem. W sprawach doktrynalnych na ogół znajdziemy w tekście bezpośrednie odniesienia do różnych autorów wojskowych z epoki, tym bardziej, że książka zawiera liczne fragmenty polemiczne. Inaczej jest w przypadku warstwy historycznej i geograficznej, gdzie Jomini, podobnie jak to zazwyczaj bywało w tamtych czasach, nie zdradza wprost skąd przepisuje. Pozycja ma więc tak naprawdę charakter hybrydowy, przy czym te drugorzędne warstwy i różne kwestie przewijające się w tle są w moim odczuciu niekiedy nawet ciekawsze niż zasadniczy trzon wywodów autora zawierający opis stworzonej przez niego doktryny wojennej.

Pora przyjrzeć się stronie edytorskiej publikacji. Bardzo ładnie prezentuje się twarda, różowa okładka z portretem autora na froncie i fragmentem przedmowy gen. Tadeusza Pióro na tylnej części. Niestety na tym zalety się kończą. Pierwsza rzecz, to w książce pominięto wkładki w postaci tablic zawierających mapy i schematy szyków. Chodzi o rozkładane plansze znajdujące się w wydaniu MON z 1966 r. między stronami: 104-105, 200-201 i 224-225. Pierwsza tablica zawiera mapki teatrów operacyjnych, gdzie rozegrało się większość bitew epoki napoleońskiej. Są to: środkowe i wschodnie Niemcy oraz Polska, Czechy i okolice oraz północne Włochy i okolice. Druga tablica przedstawia figury dziesięciu szyków bojowych ofensywnych i defensywnych. Dotyczą one wyższej albo wielkiej taktyki, czyli ugrupowania całej armii. W wydaniu z 1966 r. tłumacz dołączył do tej tablicy przypis. Trzecia tablica również przedstawia dziesięć szyków bojowych, lecz w skali taktycznej (taktyka niższa albo elementarna). Kolejne figury prezentują różne ugrupowania dywizji składającej się z 12 batalionów. W wydaniu z 1966 r. do tablicy tej dołączony został komentarz, jak można wnosić pochodzący z francuskiego oryginału. O ile ktoś nie analizuje szczegółowo wywodów autora, te mapki i schematy nie niosą z sobą aż tak wiele, jak można by sądzić. Rzecz w tym, że w niektórych rozdziałach autor wielokrotnie do nich odsyła i z tego względu ich brak wygląda fatalnie, zwłaszcza dla czytelnika, który kupi tą książkę, a nie zna wydania z 1966 r. Może mu się wydawać, że te mapki i schematy zawierają dużo więcej niż to jest w rzeczywistości. W publikacji Bellony znalazło się natomiast kilka pojedynczych mapek, które w wydaniu z 1966 r. umieszczono w tekście (rozdział III, art. 6). Te jakoś się uchowały. Na końcu książki natrafiamy na 9 pustych stron, co wygląda dość niecodziennie. Prawdopodobnie to na nich zamierzano umieścić owe tablice, występujące w wydaniu z 1966 r. w formie rozkładanych plansz, ale albo zapomniano, albo coś nie wyszło.

Na tym nie koniec problemów edytorskich, bowiem w wydaniu Bellony na s. 216 i 220 mamy w podstawowym tekście odesłania do wcześniejszych wywodów poprzez wskazanie konkretnych stron. Zostało to przeniesione wprost z wydania z 1966 r. Sęk w tym, że Bellona zmieniła format książki i te treści, do których odsyła się na s. 216 i 220, znajdują się obecnie na zupełnie innych stronach (różnice są dość znaczne, np. w pierwszym przypadku mamy odesłanie do s. 196, podczas gdy w nowym wydaniu powinna to być s. 177). Do wydania z 1966 r. dołączono (doklejono) także erratę. Chodzi o błędy dostrzeżone już na ostatnim etapie (prawdopodobnie podczas składu do druku), których nie zdołano poprawić podczas standardowej korekty i redakcji. Obecnie czytelnicy rzadko spotykają się z taką praktyką, a w dawnych, słusznie minionych czasach i owszem, dbano o to i nawet błahe rzeczy korygowano. W porównaniu do tego co można spotkać w wydawanych ostatnio książkach (różnych wydawnictw) – inny świat. Z ciekawości sprawdziłem, czy błędy wskazane w erracie z 1966 r. zostały poprawione. Niestety na 7 z nich tylko w 2 przypadkach jakoś się udało, a biorąc pod uwagę charakter poprawek sądzę, że raczej zadziałała tutaj autokorekta komputerowego edytora tekstu niż jest to zasługa odpowiedzialnych za te kwestie osób.

Podsumowując, dzieło Jominiego to klasyka literatury historyczno-wojskowej i każdy kto interesuje się historią wojskowości powinien się z nim zapoznać. Choć od strony edytorskiej ostatnie wydanie Bellony pozostawia wiele do życzenia, głównie za sprawą pominięcia trzech wkładek zawierających mapki i schematy szyków, występujących w wydaniu MON z 1966 r., nie wpływa to znacząco na odbiór całości, chyba że ktoś zamierza szczegółowo analizować wywody doktrynalne autora, które trzeba przyznać momentami nie są łatwe w odbiorze (zwłaszcza geometria linii operacyjnych). Przeciętny czytelnik może być skonfudowany występującymi w niektórych rozdziałach odsyłaczami „donikąd”, ale o ile posiada przynajmniej minimalną orientację w temacie, nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem zasadniczej treści i przyswojeniem tez stawianych przez autora. Na szczęście tłumaczenie z 1966 r. zostało dobrze zrobione, a wydanie Bellony, poza trzema pominiętymi wkładkami, stanowi jego wierne powtórzenie.

Autor: Raleen

Opublikowano 11.02.2024 r.

Poprawiony: niedziela, 11 lutego 2024 13:43