Bitwa pod Ostrołęką 1831

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

1. Sytuacja międzynarodowa przed wybuchem powstania listopadowego
Gdy Francja kichnie, cała Europa jest przeziębiona – to stwierdzenie księcia Metternicha, ministra spraw zagranicznych i kanclerza Austrii, dobrze oddaje mechanizm niejednej z XIX-wiecznych rewolucji, których źródeł zawsze doszukiwano się nad Sekwaną. Bowiem z reguły to właśnie wydarzenia we Francji stanowiły pierwsze ogniwo pociągające za sobą rozruchy i bunty w innych krajach Europy. Nie dziwi więc alergiczny stosunek starego dyplomaty, jakim był Metternich, do kraju uważanego przezeń za siedlisko wszelkiej rewolucyjnej zarazy, skąd rozlewała się ona na cały kontynent nieraz przysparzając mu kłopotów w samej Austrii. Tak też stało się w roku 1830.

Rewolucja lipcowa we Francji (27-29.VII.1830) obaliła rządy opierającego się na arystokracji i ugrupowaniach rojalistów Karola X, wynosząc do władzy popieranego przez burżuazję księcia orleańskiego w osobie Ludwika Filipa. Bogate mieszczaństwo wolało mieć na tronie słabego króla niż ustrój republikański, prowadzący do zamętu, podczas którego nie można być pewnym nie tylko swojego mienia, ale i życia. To co nastąpiło w Paryżu stało się impulsem do wybuchu rewolucji sierpniowo-wrześniowej w Belgii. Jej mieszkańcy pragnęli oderwania Belgii od Holandii i tym samym likwidacji stworzonego na kongresie wiedeńskim sztucznego tworu, jakim było Królestwo Niderlandów. 24 listopada Kongres Narodowy w Brukseli zdetronizował króla Niderlandów Wilhelma I i całą rodzinę orańsko-nassauską „na wieczne czasy”. Ponieważ starszy syn króla był szwagrem Mikołaja I, akt ten pośrednio godził w prestiż samego cara i Rosji.

Sukcesy rewolucji we Francji i w Belgii uaktywniły ruchy spiskowe w całej Europie. Wystąpiły one także w państwach naszych zaborców: Prus i Austrii. Pod wpływem tych wydarzeń zaczęły zwierać szeregi również siły reakcyjne. O ile Austria i Prusy zajęte były swoimi własnymi problemami i ostatecznie gotowe były pójść na pewne ustępstwa, to Rosja pozostała wobec nowej sytuacji nieugięta. Car Mikołaj I zamierzał siłą zaprowadzić ład i porządek w Europie. Nie po raz pierwszy armia rosyjska miała ponieść bratnią pomoc zaprzyjaźnionym monarchom. Doświadczenia po temu były, i to dość bogate. W końcu to przede wszystkim dzięki rosyjskim bagnetom udało się 15 lat wcześniej ostatecznie usunąć z tronu Francji uzurpatora, mieniącego się Cesarzem Francuzów, i przywrócić władzę prawowitemu królowi.

17.X.1830 wydano w armii polskiej i rosyjskiej zarządzenie o pogotowiu wojennym, zaś cztery dni później minister skarbu Królestwa Polskiego ks. Ksawery Drucki-Lubecki otrzymał z Petersburga polecenie przygotowania finansów państwa na stan wojny. Osiągnięcie pełnej gotowości bojowej obu armii planowano na 22 grudnia. Jak z tego widać, w interwencji w Niderlandach, obok wojsk rosyjskich, miało również wziąć udział wojsko polskie. Stanowiłoby ono w takim wypadku główny trzon połączonych sił. Car zamierzał wykorzystać wydarzenia w Belgii do tego, aby wyprowadzić wojsko polskie z kraju i pod jego nieobecność wprowadzić tu oddziały rosyjskie, a następnie zlikwidować odrębność Królestwa Polskiego, wcielając je do Rosji. Zapewne podobny los spotkałby wtedy armię polską, która stałaby się częścią armii rosyjskiej. Tak przynajmniej uważali spiskowcy.

Plany tego rodzaju snuto już wcześniej. W 1823 r. car Aleksander I planował stworzenie i rozlokowanie na zachodnich granicach swojego imperium, a więc głównie w Królestwie Polskim, specjalnej armii obserwacyjnej. Miała ona być przeznaczona do interwencji w Hiszpanii i walki przeciwko tamtejszym konstytucjonalistom. W skład jej weszłoby wojsko polskie. Inne pomysły zakładały wysłanie Polaków na wojnę z Turcją.

Przygotowania do wysłania polskiego wojska za granicę stały się, obok ogólnej sytuacji w Królestwie Polskim (łamanie konstytucji, cenzura, represje wobec opozycji) i zdekonspirowania w listopadzie Związku Podchorążych, główną przyczyną wybuchu powstania, zaplanowanego przez organizatorów na 29 listopada 1830 r. Powstanie listopadowe różniło się jednak od rewolucji zachodnioeuropejskich tym, że jego głównym celem było odzyskanie przez Polskę niepodległości. Nie ingerowano w kwestie społeczne (uwłaszczenie chłopów, likwidacja pańszczyzny). Nie była to rewolucja antyfeudalna, choć lewicowe i centrowe ugrupowania polityczne będą dążyły podczas powstania do tego, aby przybrało ono także taki charakter.

2. Powstanie
Od podjęcia decyzji przez sprzysiężonych podchorążych wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. W noc listopadową z 29 na 30 przy pomocy ludu Warszawy udało się powstańcom opanować miasto. Ważne znaczenie podczas walk toczonych w stolicy miało zdobycie Arsenału – znajdowały się tam zapasy broni, w które uzbrojono ludność Warszawy walczącą ze stacjonującymi w niej wojskami rosyjskimi. Nie powiódł się jednak atak na Belweder, siedzibę wielkiego księcia Konstantego, którego miano pochwycić bądź zabić. Nie postarano się też o przeciągnięcie na stronę polską oddziałów Konstantego, a później, walczących z Polakami w pierwszej fazie powstania oddziałów korpusu gen. Rosena, choć ze względu na skład narodowościowy tych jednostek były ku temu szanse. Co więcej, pozwolono Konstantemu i wojskom rosyjskim na bezpieczne opuszczenie Królestwa. Duże znaczenie dla dalszych losów powstania miało złożenie przez powstańców władzy w ręce „ojców narodu”, czyli pozostawienie jej w ręku dotychczasowych władz, składających się z osób niechętnych powstaniu.

Wśród powstańców, w tym wśród generalicji, ścierać się będą odtąd dwa dążenia: do walki z Rosją i wywalczenia sobie samemu niepodległości, i do układów – rachuby, że idąc na kompromis z carem uda się uzyskać porozumienie i utrzymać autonomię Królestwa Polskiego. Za zwycięstwo pierwszego z tych nurtów uznać można detronizację Mikołaja I i całej dynastii Romanowów, ogłoszoną przez Sejm 25.I.1831 roku. Jedną z ważniejszych kwestii, jakich z kolei nie udało się rozwiązać Sejmowi, było uwłaszczenie chłopów. Niezałatwienie tego poważnego problemu społecznego negatywnie wpłynęło na dalsze losy powstania, sprawiając, że pozostało ono przede wszystkim powstaniem szlacheckim.

W chwili wybuchu powstania armia Królestwa Polskiego liczyła około 30 tys. Jeszcze w grudniu rozpoczęto mobilizację, w pierwszej kolejności powołując do szeregów 9 000 dymisjonowanych żołnierzy. Ogółem w ciągu całego powstania zmobilizowano 160 000 do 190 000 ludzi, co w połączeniu z istniejącą już armią obrazuje ogrom wysiłku zbrojnego powstańców. Do początków lutego zmobilizowano między innymi 8 000 kawalerii, z której tworzono nowe pułki jazdy, biorące nazwy od miast bądź regionów formowania np. 1 Pułk Jazdy Augustowskiej, 1 Pułk Jazdy Lubelskiej, 1 i 2 Pułk Mazurów, 1 i 2 Pułk Jazdy Krakowskiej.

Wielu polskich oficerów i żołnierzy miało doświadczenie wojskowe sięgające służby w armii cesarza Napoleona i Księstwa Warszawskiego. W pułkach kawalerii w początkach istnienia Królestwa instruktorzy rekrutowali się często z dawnych żołnierzy pułku szwoleżerów-lansjerów gwardii cesarskiej i pułku ułanów nadwiślańskich. Podobnie było w innych rodzajach broni. Generałowie armii Królestwa swoje kariery rozpoczynali właśnie w epoce „Boga wojny”. Armia polska, znakomicie wyszkolona przez wielkiego księcia Konstantego, który słusznie się nią chlubił, miała się okazać dla carskich żołnierzy wymagającym przeciwnikiem. Rozpoczęto również produkcję zbrojeniową. Tutaj powstańcy mieli jedynie ogromne trudności z uruchomieniem produkcji dział, ponieważ władze carskie celowo blokowały wcześniej rozwój tej dziedziny przemysłu w Królestwie. Odlewanie dział na większą skalę przeprowadzono dopiero w lecie 1831 roku.

Tymczasem do Warszawy zbliżały się już wojska rosyjskie. Feldmarszałek Iwan Dybicz, głównodowodzący armii wysłanej do stłumienia powstania, postanowił uporać się z nim jak najszybciej, jeszcze do wiosny 1831, i mimo że trwała zima zdecydował się rozpocząć intensywne działania wojenne. Armia rosyjska, mimo przewagi liczebnej, nie zdołała jednak pokonać wojska polskiego bohatersko broniącego dostępu do Warszawy w bitwie pod Grochowem (25.II.1831). Nie udało się więc powtórzyć sukcesu Suworowa, który podczas powstania kościuszkowskiego dokonał rzezi Pragi, zastraszając obrońców Warszawy. Co więcej, w wyniku polskiej ofensywy wiosennej powstańcy odnieśli szereg sukcesów militarnych (Wawer – 31.III.1831, Dębe Wielkie – 31.III.1831), z których największym była bitwa pod Iganiami (10.IV.1831). Mimo tego, nie opanowano rosyjskich magazynów w Siedlcach, które były celem wyprawy.

Choć nadal wierzono w układy i korzystne dla Polski zmiany sytuacji międzynarodowej, powoli stawało się jednak jasne, że na ugodowość ze strony samego cara trudno liczyć. Będący w tej fazie powstania wodzem naczelnym gen. Skrzynecki (wodzem naczelnym został po bitwie pod Grochowem), pod presją rządu i opinii publicznej zmuszony został do działań ofensywnych. Plan takich działań przygotował gen. Ignacy Prądzyński. Zakładał on atak na gwardię carską (doborowe oddziały rosyjskie liczące w sumie ponad 20 tys. żołnierzy), stacjonującą w rejonie Łomży, i jej zniszczenie, co poważnie osłabiłoby prestiż cara w Europie i być może skłoniłoby go do rokowań pokojowych i ustępstw. Pierwotnym autorem projektu był gen. Wojciech Chrzanowski.

3. Wyprawa na gwardię
12 maja wieczorem armia polska, stojąca od paru dni nad Kostrzyniem, oderwała się od znajdujących się naprzeciw niej głównych sił rosyjskich pod dowództwem feldmarszałka Dybicza i pomaszerowała w stronę Warszawy, po czym zatoczyła łuk, minąwszy ją od wschodu, idąc na Serock, a następnie w kierunku Łomży. Na pozycjach naprzeciw Dybicza pozostały I Korpus Kawalerii i 4 Dywizja Piechoty, pod dowództwem gen. Umińskiego. Skutecznie pozorowały one obecność całej armii przez najbliższe dni, wprowadzając Rosjan w błąd. 14 maja w Serocku zgromadziła się cała armia uderzeniowa w sile 44 tys. żołnierzy i 108 dział. W wyniku szybkiego marszu, po licznych drobnych utarczkach, 17 maja zbliżyła się ona do pozycji zajmowanych przez gwardię, zaś wydzielona, osłaniająca ją od południa grupa gen. Łubieńskiego, opanowała mosty na Bugu, blokując najkrótszą drogę, którą mógł nadejść gwardii z odsieczą Dybicz.

Polakom udało się zaskoczyć gwardię, zanim zdołała ona uzyskać wsparcie pozostałych sił rosyjskich, w trudnym położeniu, bowiem pozycje przez nią zajmowane nie zapewniały jej dobrych dróg odwrotu. Sytuację komplikowały liczne tabory gwardii. Jedną z przyczyn sukcesu polskiej ofensywy był elitarny charakter formacji gwardyjskich. Dowódcy gwardii spodziewali się, że w zajmowanej przez nich okolicy napotkać mogą co najwyżej pomniejsze oddziały polskie i partyzantów. Cofanie się przed tak słabym przeciwnikiem ośmieszałoby ich i godziło w prestiż gwardii. Długo nie wierzyli, że mają do czynienia z główną armią polską i początkowo myśleli raczej nad tym jak zwabić przeciwnika w pułapkę, tak by następnie całkowicie go zniszczyć, niż nad odwrotem.

17 maja wydawało się więc, że nadszedł decydujący moment powstania: główna armia polska, licząca 28 000 żołnierzy i 80 dział (po wydzieleniu oddziałów osłonowych, m.in. grupy Łubieńskiego), miała naprzeciw siebie 24 000 żołnierzy i 72 działa (dane liczbowe za N. Kasparkiem, u innych dysproporcja sił jest większa), przy czym Rosjanie, ze względu na ich położenie operacyjne, nie mieli jak uniknąć bitwy. Jednak, gdy wieczorem tego dnia Prądzyński przyszedł do Skrzyneckiego z przygotowanymi na następny dzień rozkazami do ataku, ten ich nie podpisał, mimo kilkakrotnych usilnych nalegań ze strony Prądzyńskiego. Scena, która w nocy z 17 na 18 maja rozegrała się w kwaterze głównej w Księżopolu pomiędzy wodzem naczelnym i kwatermistrzem generalnym, stała się naprawdę punktem zwrotnym historii tej wojny: zapowiadała już wyraźnie, że przegramy ją i wyjaśniała, dlaczego przegramy. Są bowiem rozmaite przegrane w dziejach: takie, w których pokonany waży się na rzeczy wielkie i doznaje zawodu, oraz takie, w których, mając pewne siły i środki, nie odważa się nawet ich użyć. Nasza w 1831 r. należeć miała, niestety, do kategorii tych ostatnich (W. Tokarz). Mimo upływu lat i poszukiwania nowego spojrzenia na historię tamtych dni, dziś ta ocena wybitnego polskiego historyka nie straciła na aktualności.

Prądzyński, wróciwszy ze stanowisk straży przedniej, domagał się, aby nazajutrz natrzeć na gwardię. Miał nawet przygotowany plan tego natarcia. Chciał mianowicie obejść lewe skrzydło gwardii, aby odciąć jej odwrót na Białystok i odrzucić ku Łomży, na niebezpieczną ciaśninę Piątnicy, w kierunku odśrodkowym w stosunku do armii Dybicza. W tym celu już w nocy całość naszych sił głównych chciał zebrać na drodze z Pysk do Głęboża Wielkiego, skierować do Głęboża, a stamtąd zawrócić na północ, na drogę Głęboż Mały – Duchny – Śniadów, aby rankiem natrzeć na Śniadów. W ten sposób zamierzał obejść pierwsze rzuty gwardii, stojące nad Rużem, i natrzeć na tyły nieprzyjaciela (W. Tokarz). Tymczasem 18 maja, zamiast atakować gwardię, Polacy, pod osobistym dowództwem Skrzyneckiego, zajęli się wyrzucaniem z Ostrołęki stojących tam przejściowo niezbyt silnych oddziałów gen. Osten-Sackena. Niewielkie zgrupowanie rosyjskie, które pojawiło się na tyłach armii polskiej, wywołało u gen. Skrzyneckiego obawy o przecięcie linii komunikacyjnych, tak duże, że postanowił skierować tam całą 2 Dywizję Piechoty gen. Antoniego Giełguda oraz wydzielone zgrupowanie gen. Henryka Dembińskiego. Zanim polskie oddziały zdołały skoordynować działania, Rosjanie wycofali się.

Dowództwo gwardii, które 18 maja pod Śniadowem szykowało się do przyjęcia walnej bitwy, stopniowo zdało sobie sprawę z powagi sytuacji. W pierwszej kolejności wyprawiono na tyły liczne tabory, by uzyskać większą szybkość ruchów. 19 maja do godz. 14.00 gwardia stała jeszcze na swoich pozycjach. W przypadku podjęcia przez stronę polską energicznych działań istniała możliwość doprowadzenia do bitwy. Również na ten dzień gen. Prądzyński przygotował rozkazy do ataku, tym razem w nieco innym wariancie niż poprzednio. Zakładały one uderzenie na Rosjan trzema oddzielnymi kolumnami, zamiast jedną masą, co z uwagi na słabości polskiego dowództwa mogło się okazać niełatwym zadaniem. Do tego najważniejszą z tych kolumn miałby prowadzić niezbyt energiczny dowódca 2 Dywizji Piechoty, gen. Giełgud (dlatego Prądzyński sam chciał przejąć dowództwo nad nią). Niestety i ten plan, bądź co bądź zaczepny, celowy i rokujący poważne widoki powodzenia, nie miał wejść w życie. Gdy Prądzyński przyniósł do podpisu egzemplarze rozkazu, Skrzynecki zrazu podpisał je; następnie jednak cofnął się i po krótkiej ostrej dyskusji, odroczył decyzję do jutra, wskazując w końcu swemu kwatermistrzowi brutalnie drzwi (W. Tokarz). Jeden z pamiętnikarzy wspomina, że tego dnia zamiast walczyć jego żołnierze siedzieli przy ogniskach piekąc ziemniaki. W tym czasie gwardia, po odprowadzeniu na tyły taborów, rozpoczęła odwrót w ogólnym kierunku na Białystok.

Na pierwszy rzut oka trudno dziś zrozumieć postępowanie generała Skrzyneckiego w dniach 17-19 maja. Wskazuje się, że był on człowiekiem niezdecydowanym, bojącym się w trudnych chwilach wziąć na siebie odpowiedzialność. Wydaje się, że przede wszystkim starał się realizować swoją strategię niewdawania się w decydującą bitwę. Pragnął zostać polskim Fabiuszem Kunktatorem – jak sam siebie określał w rozmowach z oficerami swojego sztabu. Chciał uniknąć losu Tadeusza Kościuszki, który rozpoczynając bitwę pod Maciejowicami (14.X.1794) postawił wszystko na jedną kartę i przegrał, dostając się do niewoli, co doprowadziło do szybkiego upadku zapoczątkowanego przez niego powstania. Najnowsze badania (N. Kasparek) wskazują, że z początku, tj. jeszcze w nocy z 17 na 18 maja, sytuacja armii polskiej była złożona. Sztab nie orientował się dokładnie w położeniu. Przede wszystkim brak było wiadomości od gen. Tomasza Łubieńskiego, dowodzącego korpusem osłaniającym siły główne od południa. Armia polska nie miała też tak wielkiej przewagi nad gwardią, jak dawniej uważano, a Skrzynecki dodatkowo przyczynił się do osłabienia jej sił m.in. poprzez wysłanie z rana 18 maja samodzielnego oddziału gen. Dezyderego Chłapowskiego (w jego składzie znalazł się m.in. elitarny 1 Pułk Ułanów), by działał na tyłach Rosjan, stwarzając zagrożenie dla ich linii komunikacyjnych. Wszystko to nie usprawiedliwia jednak generała Skrzyneckiego, zwłaszcza jego bezczynności wieczorem 18 maja i później 19 maja, kiedy miał najlepszą okazję zadania gwardii decydującego ciosu.

20 maja Skrzynecki zarządził pościg za uchodzącą gwardią, jednak było już za późno by mogło to przynieść jakieś poważniejsze efekty. W pościgu tym zapędził się aż pod Tykocin, właściwie nic nie osiągając. Tymczasem feldmarszałek Dybicz, po otrzymaniu alarmującego listu od dowodzącego gwardią wielkiego księcia Michała, rozpoczął forsowny marsz wszystkimi siłami, które miał pod ręką, aby przyjść mu z pomocą. Ruch Dybicza groził armii polskiej wyjściem na tyły, wobec czego Skrzynecki zarządził odwrót. Ostatecznie zatrzymał się pod Ostrołęką. Nie chciał się bowiem cofać zbyt głęboko, by nie dać poznać, że ucieka przed przeciwnikiem i by nie demoralizować wojska. Dybiczowi zaś udało się w końcu, 24 maja nawiązać łączność taktyczną z gwardią. Działający zwykle niezbyt śpiesznie feldmarszałek podjął wtedy ważną decyzję. Zarządził na następny dzień – 25 maja, forsowny marsz na Pyski, w pościgu za Polakami. Tego dnia, maszerując 21 godzin, od wczesnego ranka, poszczególne kolumny rosyjskie, przeszły 43-53 kilometrów. Armia rozciągnęła się w tym pochodzie, przez co w mającej się rozegrać następnego dnia bitwie wzięła udział tylko jej część. Rosjanie atakowali niejako z marszu. Decyzja Dybicza wytworzyła tę niespodziankę, ten moment zaskoczenia przeciwnika, który odebrał mu swobodę ruchów i postawił wobec położenia całkowicie nieoczekiwanego (W. Tokarz).

4. Bitwa pod Ostrołęką (26 maja 1831)
Rozmieszczenie wojsk polskich przed bitwą przedstawiało się w ten sposób, że na wschodnim brzegu Narwi ok. 3,5 km na wschód od Ostrołęki, na linii miejscowości Rzekuń – Czarnowiec – Ławy – Goworki zostawiono jako straż tylną grupę pod dowództwem gen. Łubieńskiego, składającą się z dowodzonego przez niego II Korpusu Kawalerii i 5 Dywizji Piechoty. Ponadto podporządkowano mu doborową brygadę gen. Ludwika Bogusławskiego (4 Pułk Piechoty Liniowej i II batalion 8 Pułku Piechoty Liniowej) oraz I batalion Pułku Weteranów Czynnych i półbaterię konną (4 działa wydzielone z 4 baterii lekkokonnej) pod dowództwem kpt. Jabłonowskiego. Bogusławski zajął pozycję w Ostrołęce i na północ od niej, z zadaniem kontrolowania miasta i mostów. Reszta wojsk pozostała na zachodnim brzegu. Nasz wódz naczelny nie spodziewał się bitwy. Jazda rozkulbaczyła konie, a wielu żołnierzy wykorzystywało przerwę operacyjną, aby umyć się i wykąpać w Narwi. Co gorsza, wczesnym rankiem 26 maja odesłano do Różana park rezerwowy artylerii, przez co naszej artylerii brakowało później tego dnia amunicji.

Bitwa rozpoczęła się około godz. 9.00 rano 26.V.1831 od starć grupy Łubieńskiego ze strażą przednią Bistroma pod Rzekuniem. Po zorientowaniu się w sytuacji i w sile wojsk rosyjskich rozpoczął on odwrót ku Ostrołęce, mimo że rozkaz sztabu głównego nakazywał mu obronę pozycji, na których się znajdował, „jak będzie można najdłużej”. Decyzja Łubieńskiego była całkowicie słuszna, gdyż wobec przewagi Rosjan jego oddziały nie zdołałyby utrzymać wyznaczonych pozycji i zostałyby rozbite. Odwrót odbywał się w sposób zorganizowany, spokojny i zakończył się około godz. 11.00. Widząc przekraczające rzekę oddziały Łubieńskiego, gen. Skrzynecki podjechał do nich bardzo niezadowolony z faktu niewykonania rozkazu i nakazał Bogusławskiemu obronę Ostrołęki.

Należy w tym miejscu wspomnieć o warunkach terenowych wokół miasta. Otóż Narew tworzyła tu zakole, wklęsłe ku wschodowi, przez co wschodni brzeg był wyższy od zachodniego. Ze względu na te warunki naturalne obrona miasta z pozycji zajmowanych przez armię polską byłaby bardzo utrudniona. Z kolei po zachodniej stronie rzeki istniało naturalne przedmoście, częściowo osłonięte od tej strony wzgórzami, które do pewnego stopnia zasłaniały stojące na nim oddziały przed ostrzałem artylerii. Jednocześnie piechota, która przeprawiłaby się przez mosty, mogła tu liczyć na wsparcie swojej, stojącej za rzeką artylerii, doskonale flankującej ogniem jej stanowiska.

Jak głoszą niektóre dawniejsze opracowania, szef sztabu armii polskiej, gen. Prądzyński, zdając sobie sprawę z tych uwarunkowań terenowych i dowiedziawszy się z rana o sytuacji, planował przepuszczenie wojsk rosyjskich na zachodni brzeg i zorganizowanie tutaj zasadzki. Chciał przy pomocy ostrzału artyleryjskiego oraz połączonych ataków piechoty i kawalerii zniszczyć siły rosyjskie, które się przeprawią, bądź zadać im znaczne straty. Niestety, jak wskazują na to najnowsze badania (N. Kasparek), żadnego „planu zasadzkowego Prądzyńskiego” nie było. Nawet jeśli Prądzyński coś takiego stworzył, to nie wtajemniczył w to nikogo. Najprawdopodobniej ów inspirujący wyobraźnię plan został wymyślony przez generała już po bitwie i przelany na karty jego słynnych pamiętników, skąd trafił do prac historyków. Cały późniejszy przebieg bitwy wskazuje na to, że obie strony nie do końca orientowały się w położeniu i działały chaotycznie.

Gdy bitwa na wschodnim brzegu Narwi trwała już na dobre, po drugiej stronie rzeki panował jeszcze błogi spokój. Polskie dowództwo nie zdawało sobie sprawy, że wróg jest tak blisko. Dywizje rozmieszczone były w ten sposób, że na północy, na skraju lasu rozlokowana była 3 Dywizja Piechoty gen. Małachowskiego, w centrum 1 Dywizja Piechoty gen. Rybińskiego, zaś na południu zajęła miejsce 5 Dywizja Piechoty gen. Kamieńskiego. Jazda stanęła za Omulewem, koło miejscowości Drążewo. Oddziałom z grupy Łubieńskiego (5 DP i II KKaw.) pozwolono odpocząć po porannych walkach.

Tymczasem Rosjanie podciągnęli artylerię i przeprowadzili szturm Ostrołęki. Bogusławski, ze szczupłymi siłami, nie miał szans utrzymać tej pozycji. Część jego żołnierzy zginęła, co najmniej kilkuset dostało się do niewoli, części udało się w dramatycznych okolicznościach uciec przez mosty na zachodni brzeg. Dłużej broniła się jedynie grupa żołnierzy 4 Pułku Piechoty, która zabarykadowała się w murowanym klasztorze bernardynów. Podczas walk, w północno-wschodniej części Ostrołęki wybuchł pożar, który później stopniowo ogarniał kolejne części miasta. Według strony rosyjskiej ogień zaprószyli Polacy, według strony polskiej najprawdopodobniej rosyjska artyleria. Miasto płonęło do późnego wieczora, mimo akcji gaszenia pożaru prowadzonej przez 1 Pułk Jegrów. Około 12.00, zaraz po opanowaniu przez Rosjan Ostrołęki, na wschodnim, wyższym brzegu Narwi, na północ i na południe od miasta, generałowie Toll (szef sztabu armii) i Gerbel (dowódca artylerii w Korpusie Grenadierów) zaczęli rozmieszczać liczną artylerię, głównie z 3 Dywizji Piechoty i 3 Dywizji Grenadierów, formując dwie wielkie baterie. Generał Grabbe, korzystając z tego, rozkazał Astrachańskiemu pułkowi grenadyerów zdobyć most i stojące za nim dwa działa polskie. Kawalerowie Św. Jerzego stanęli na ochotnika na czele kolumny, i pułk, mając drugi batalion na przedzie, rzucił się na most (A. Puzyrewski).

Za Astrachańskim Pułkiem Grenadierów wkrótce przekroczył rzekę Pułk Grenadierów Suworowa oraz dwa szwadrony ułanów gwardii z działem konnym (tych ostatnich jednak potem wycofano). Tymczasem grenadyerzy Astrachańscy bili się do upadłego i musieli nieprzyjacielowi ustąpić nawet jedno z dział zabranych. Jakkolwiek przyparci do rzeki nie tracili męztwa. Polacy ze swej strony walczyli tak zapamiętale, że grenadyerów pułku Suworowa zauważyli dopiero wtedy, kiedy Martynow krzyknął: „Dzieci, kłujcie ich!”. Wtedy obadwa pułki nasze przeszły do kroków zaczepnych i odparły nieprzyjaciela na jego bateryę. Jedno z dwóch dział pierwotnie zdobytych pozostało w ręku grenadyerów Astrachańskich (A. Puzyrewski). Oddziały polskie stojące przy moście zostały odrzucone. Wkrótce, mimo uszkodzenia mostów, przez rzekę zaczęły przeprawiać się kolejne bataliony rosyjskie.

Pod wpływem tych wydarzeń generał Skrzynecki zaczął działać odruchowo, dążąc do jak najszybszego wyparcia Rosjan i zniszczenia mostów. Rozkazał zejść z doskonałej pozycji na wzgórzach artylerii mjr. Turskiego (3 kompania pozycyjna) i zbliżyć się do mostów, wskutek czego poniosła ona straty od ognia artylerii rosyjskiej i musiała się wycofać, a następnie rozpoczął chaotyczne ataki pojedynczymi batalionami i pułkami. Jako pierwszy do walki został rzucony 8 Pułk Piechoty Liniowej, a dokładniej jego I i III batalion. W zamęcie, jaki wówczas powstał, pole bitwy opuściły 5 kompania artylerii pozycyjnej mjr. Neymanowskiego i 4 kompania artylerii lekkopieszej kpt. Lewandowskiego.

Widząc kolejne oddziały przeprawianych na zachodni brzeg grenadierów rosyjskich, Skrzynecki wydał 3 i 1 Dywizji Piechoty gorączkowy rozkaz do zaatakowania ich, jednak wykonała go tylko część batalionów, gdyż żołnierze nie byli jeszcze przygotowani do walki. Ataki odbywały się w sposób nieskoordynowany. Najpierw ruszyła do ataku 3 Dywizja Piechoty, a właściwie jej część, ponieważ oddziały, które walczyły wcześniej w Ostrołęce (brygada Bogusławskiego), znajdowały się w takim stanie, że nie pozostawało nic innego jak wycofać je na tyły.

Po odparciu 3 Dywizji Piechoty, o godz. 13.00 rozpoczęła bardziej zorganizowane natarcie 1 Dywizja Piechoty z resztą 3 Dywizji Piechoty w odwodzie i przy wsparciu własnej artylerii (1 kompanii lekkopieszej kpt. Łapińskiego). Bataliony polskie do samej podeszły szosy i zatrzymały się w niepewności, oparłszy karabiny o nasyp szosowy. Bliskość obu stron wywołała wzajemne obelgi i zaczepki: „Precz, moskale” – krzyczeli Polacy; nasi zaś w odpowiedzi ciskali kamieniami, piaskiem itp. Na koniec polskie bataliony wdrapały się na szosę i z okrzykiem rzuciły się na grenadyerów; spotkane rzęsistym ogniem, zmieszały się, ale nie cofnęły, owszem wdarły się w szeregi nasze i rozpoczęły straszliwy bój ręczny (A. Puzyrewski). Natarcie doprowadziło do odrzucenia Rosjan ku mostom, jednak idąca za nimi w pościgu piechota dostała się w krzyżowy ogień stojącej za rzeką artylerii. Kontruderzenie przeciwnika ostatecznie załamało polski atak. Po odparciu po godz. 14.00 ataku 1 Dywizji Piechoty wojska rosyjskie posunęły się nieco do przodu, a tyralierzy rosyjscy zaczęli podchodzić pod stanowiska polskiej artylerii.

Widząc nieskuteczność działań piechoty, między godz. 14.00 a 15.00 Skrzynecki postanowił użyć do natarcia polskiej jazdy. Teren pola bitwy na zachodnim brzegu nie nadawał się jednak w większości do użycia kawalerii. Przecinały go liczne smugi bagniste i strumienie. Te pierwsze, jak zgodnie piszą pamiętnikarze, były zupełnie nie do przebycia dla kawalerii (dla piechoty nie stanowiły natomiast poważniejszej przeszkody). Polska kawaleria usiłowała je omijać, ale manewr ten musiała przeprowadzać pod ogniem. Ponoć do pozycji rosyjskich udało się dotrzeć i zaatakować jedynie elitarnemu 2 Pułkowi Ułanów oraz 5 Pułkowi Ułanów. Podczas tego ataku zginął gen. Ludwik Kicki, dowódca brygady w Korpusie Rezerwowym Kawalerii gen. Skarżyńskiego, jeden z najwybitniejszych dowódców polskiej jazdy.

Około godz. 16.00 Rosjanie, naprawiwszy zrywające się mosty, przy których cały czas wytrwale pracował 6 Batalion Saperów pułkownika Obruczewa, rozpoczęli przeprawę na zachodni brzeg dalszych sił. O tej godzinie nadciągnęła pod Ostrołękę 2 Dywizja Grenadierów i 4 bataliony gwardii, z księciem Szachowskim. Wkrótce naprzeciw Polaków było już 17 batalionów, a przed 18.00 aż 25 batalionów, przy czym Dybicz nie zaangażował wszystkich sił. Zebrawszy się rozpoczęły one około 17.00 atak na pozycje polskie. Częściowo ugrzązł on ze względu na silny ogień polskiej artylerii. Wrogie kolumny, wychodząc spoza zasięgu ognia własnej artylerii, weszły w strefę ostrzału naszej. W tym momencie Polacy wyprowadzili największe w tej bitwie i najlepiej zorganizowane natarcie siłami brygady Muchowskiego z 1 Dywizji Piechoty i brygady Krasickiego z 5 Dywizji Piechoty, częściowo zachodząc wrogie siły z flanki. Doszło do krwawej walki na bagnety. Rosjanie, aby wesprzeć cofających się 9 batalionów, rzucili do walki 11 kolejnych ze swojego odwodu. I to nie pomogło. Piechota rosyjska stopniowo cofała się ku mostom pod naporem Polaków. Zabłysła nadzieja na zwycięstwo. Jednak, gdy nacierające polskie kolumny zbliżyły się do mostów, znowu dostały się w ogień stojącej za Narwią rosyjskiej artylerii. Trafiony kulą armatnią poległ gen. Henryk Kamieński, dowódca 5 Dywizji Piechoty, jeden z najzdolniejszych polskich generałów. Oddziały Krasickiego i Muchowskiego, wyczerpane już mocno walką, poniosły duże straty, po czym musiały się wycofać. I tym razem Rosjanom udało się utrzymać przyczółek przy mostach.

Około godz. 19.00 przez most przejechali Dybicz z Tollem, co wzięto za zapowiedź szarży rosyjskiej kawalerii, dotychczas niebiorącej prawie w ogóle udziału w bitwie. Wówczas gen. Skrzynecki wydał rozkaz dowódcy 4 baterii lekkokonnej ppłk. Bemowi, aby ruszył naprzód i ostrzelał piechotę rosyjską przy mostach. Pomimo braku rezerw, a więc słabości linii bojowej w ogóle, Polacy śmiało posuwali się naprzód, jedna zaś baterya, z niesłychaną śmiałością podbiegłszy do świeżo co przeszłych przez Narew batalionów 3 dywizji piechoty, osypała je gradem kartaczy. Pułki Staro i Nowoingermanlandzki wstecz się rzuciły, mianowicie pierwszy, a most już się był pokrył uciekającymi. Wielkie groziło niebezpieczeństwo: przykład mógł zaraźliwie oddziałać na innych; ale zimna krew i męztwo dowódców powstrzymały żołnierzy. Młody oficer, Adlerberg, z pałaszem w ręku zagrodził most uciekającym, nadbiegli zaś tu Martynow, Berg, a następnie Bistrom przywrócili ostatecznie porządek (A. Puzyrewski). Artylerzyści rosyjscy przez pewien czas patrzyli zza rzeki w osłupieniu, wkrótce jednak rozpoczęli ostrzał, zadając Bemowi straty i zmuszając go do wycofania. Szarża artylerii konnej Bema chlubnie zakończyła bitwę, stając się jej najsłynniejszym epizodem. Dybicz, będąc pod wrażeniem ostatnich polskich ataków, nadal sądził, że ma przed sobą silną armię, zdolną do walki mimo wszelkich słabości swego wodza naczelnego.

Straty polskie w bitwie wyniosły 194 oficerów i 6224 żołnierzy i podoficerów zabitych, rannych lub wziętych do niewoli, a rosyjskie 172 oficerów i 5696 żołnierzy i podoficerów. Były to więc liczby zbliżone. Największe znaczenie miało jednak rozprzężenie morale w armii polskiej i ogólny upadek ducha, jaki nastąpił po bitwie. Już pod koniec walk wielu żołnierzy piechoty zaczęło opuszczać oddziały, uchodząc do pobliskich lasów, tak że po zmierzchu, jeśli wierzyć Prądzyńskiemu, udało się oficerom zebrać ledwo 1,5 do 2 tys. piechurów. Skrzynecki w ostatniej fazie bitwy starał się to maskować, wysyłając na pierwszą linię kawalerię i artylerię oraz żwawo atakując podchodzących pod polskie stanowiska rosyjskich tyralierów. Ruchliwością, nadrabianiem miną starano się ratować położenie (W. Tokarz). Po kilku dniach większość dezerterów powróciła do szeregów (Prądzyński szacował 29 maja naszą piechotę na 15 000).

Co ciekawe, również armia rosyjska nie czuła się z początku zwycięzcą. Feldmarszałek Dybicz był pod wrażeniem polskich ataków w końcowej fazie walk, do tego stopnia, że w nocy wycofał część swoich oddziałów z zachodniego brzegu Narwi. Następnego dnia nie podjął zdecydowanego pościgu (częściowo było to jednak spowodowane problemami logistycznymi). Zwykle w takich sytuacjach obie strony ogłaszają swoje zwycięstwo, w taki bądź inny sposób je uzasadniając. W przypadku bitwy pod Ostrołęką pod koniec dnia obie strony miały poczucie przegranej (idę tutaj za ocenami i poglądami N. Kasparka, a także W. Tokarza) i o tyle była to dziwna bitwa. Można to uznać za pewien sukces moralny strony polskiej, krwawo wywalczony przez polskiego żołnierza, mimo że batalia ta jako całość uważana jest za polską klęskę. Jak stwierdził kiedyś Napoleon, Na wojnie wszystko jest opinią, poglądem na temat wroga, poglądem na temat swoich własnych żołnierzy. Po przegranej bitwie, faktyczna różnica między zwycięzcą a pokonanym nie jest wielka, tymczasem w oczach opinii urasta ona do niebywałych rozmiarów (przytaczam za H. Camonem). Słowa te bardzo pasują do bitwy pod Ostrołęką. Ostatecznie zwycięzcą jest ten, kto czuje się zwycięzcą. Rosjanie poczuli się nimi jednak dopiero kilka dni po bitwie.

Literatura
C. Bloch, Generał Ignacy Prądzyński 1792-1850, Warszawa 1974
H. Camon, Wojna napoleońska. Systemy operacyjne: teoria i technika, Oświęcim 2012
J. Gołota, N. Kasparek, Ostrołęka 1831. Wspomnienia, rozkazy, relacje, Ostrołęka 2011
N. Kasparek, Dni przełomu powstania listopadowego. Bitwa pod Ostrołęką (26 maja 1831), Ostrołęka 2013
S. Kieniewicz, A. Zahorski, W. Zajewski, Trzy powstania narodowe, Warszawa 1994
M. Leszczyński, Ostrołęka 1831, Warszawa 2011
R. Łoś, Artyleria Królestwa Polskiego 1815-1831, Warszawa 1969
R. Łoś, Z dziejów i kart chwały artylerii polskiej, Warszawa 2001
B. Pawłowski, Źródła do dziejów wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831, t. I-IV, Warszawa 1931-1935
I. Prądzyński, Pamiętniki generała Prądzyńskiego (oprac. B. Gembarzewski), t. I-IV, Kraków 1909
A. Puzyrewski, Wojna polsko-ruska 1831, Warszawa 1899 (reprint z 1988)
F. Smitt, Geschichte des Polnisches Aufstandes, t. II, Berlin 1848
M. Tarczyński, Generalicja powstania listopadowego, Warszawa 1988
W. Tokarz, Armja Królestwa Polskiego (1815-1830), Piotrków 1917
W. Tokarz, Bitwa pod Ostrołęką, Poznań 1922
W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993
M. Trąbski, Armia wielkiego księcia Konstantego, Oświęcim 2013
Schlacht bei Ostrołęka Den 26. Mai 1831, Staatsbibliothek zu Berlin, Berlin 2000
Zur Schlacht von Ostrolenka am 26ten Mai 1831, Staatsbibliothek zu Berlin, Berlin 2000

Artykuł został opublikowany po raz pierwszy w czerwcu 2006 r. Od tego czasu był kilkakrotnie zmieniany i modyfikowany. Obecna wersja z sierpnia 2015 r. jest ostateczną. Artykuł w wersji skróconej (skrócono dwa pierwsze rozdziały) został wykorzystany jako komentarz historyczny do gry planszowej „Ostrołęka 26 maja 1831” (wyd. Instytut Wydawniczy Erica).

Dyskusja o artykule na FORUM STRATEGIE

Autor: Ryszard Kita

Opublikowano 10.11.2015 r.

Poprawiony: czwartek, 22 lutego 2018 18:27