Miasto 44

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Film „Miasto 44”, w reżyserii Jana Komasy, to bez wątpienia ważne wydarzenie w naszej rodzimej kinematografii podejmującej tematy historyczne (niezależnie od tego jak oceniamy sam film). Planowana była recenzja filmu na Portalu, ale w międzyczasie wywołał on żywą i niezwykle interesującą dyskusję na naszym forum. W związku z tym, po namyśle, doszliśmy do wniosku, że najlepszą (zbiorową) recenzją będą zebrane opinie o filmie (w niektórych przypadkach są to krótkie recenzje), jakie pojawiły się podczas dyskusji o nim.

***

1. Film to całkiem niezły „przegląd typów ludzkich” i pokazanie, że nie wszyscy „byli idealni”.

2. Jak dla mnie był za krótki – nieco ponad 2 godziny. Mało! W dodatku motyw Woli i Starówki potraktowany po macoszemu, a nieledwie pół Powstania skwitowane w sumie krótkimi scenami „około szpitalnymi”. Szkoda. Właściwie to sceny „szpitalne” zdają się przeważać nad „batalistyką”, chociaż same w sobie są bardzo dobre.

3. Mało batalistyki (z 1,5 godziny na cały film – sporo się dzieje jeszcze przed Powstaniem). Pantera szaleje, chociaż tylko na Czerniakowie (i dobrze!); Hetzer pojawia się tylko na chwilę w tle za Panterą... szkoda. To już Borgward miał dłuższy występ.

4. Niemieckie zbrodnie – są, owszem; chociaż gwałty tylko zasugerowane, natomiast mordowanie rannych jak najbardziej. Za to zastanawiam się, czy Niemcy w Powstaniu rzeczywiście nosili na twarzach maski z materiału maskującego? Przynajmniej „dirlewangerowcy” takie noszą (choćby w scenie w szpitalu). Aczkolwiek mimo wszystko naturalizm a'la Spielberg czy brutalizm i okrucieństwo jednak stonowane; „atak makabry” za to jest w scenie po wybuchu Borgwarda, z „krwawym deszczem”. Mocne.

5. Skoro już jesteśmy na Czerniakowie – mało „berlingowców” – można było (chociaż pewnie kasa, kasa...) zrobić jakąś krótką scenę z nocnego lądowania – warto by jednak wspomnieć o tych biednych chłopakach trochę bardziej, niż to jest pokazane w filmie. Sceny „kanałowe” bardzo dobre. Szczególnie ciekawie pokazany atak paniki/klaustrofobii u „Biedronki”.

6. „Scena miłosna” – trwa... raptem pół minuty w dwóch ujęciach... nikt nie powinien narzekać, że było tego za dużo. Aczkolwiek właśnie brakowało mi wydłużenia akcji choćby o dłuższy kawałek Starówki, żeby pokazać, „skąd się to wzięło”. Bo miało prawo „się wziąć”.

7. Film bez klasycznego „happy endu”... bo trudno ostatnie sceny takowym nazwać.

8. Wielkie brawa za ostatnią scenę z panoramą Warszawy „wtedy nocą” i „teraz nocą/świtem/w dzień”! Fantastyczny pomysł i realizacja.

9. „Slow motion” moim zdaniem wypadło całkiem w porządku... i dopasowane do sytuacji. Do tego jedna scena to bardziej takie „marzenie bohatera” niż realizm.

Generalnie całkiem dobry film... i to nawet w zestawieniu z innymi „klasykami współczesnego kina wojennego”.

Darth Stalin

 

Pięć godzin po seansie… jeszcze mi ciarki po krzyżu przemykają… A tak na poważnie, to po „Tajemnicy Westerplatte” bałem się/wstydziłem (wybrać właściwe) iść do kina na polski dramat wojenny. Dziś to ciążące uczucie minęło. Nie wiem jak u Was, ale u mnie, wraz z napisami końcowymi salę kinową wypełniły oklaski widowni. Byłem świadkiem czegoś podobnego po seansie kinowym po raz pierwszy. Córka, która obejrzała film Komasy kilka dni wcześniej, w weekend, doświadczyła tego samego. Idę się z tym przespać, ale szybko to ja dziś chyba nie usnę…

Jabu

 

Byliśmy wczoraj silną grupą. Odczucia są – delikatnie mówiąc – mieszane, ale jednak z przewagą krytycznych.

Moim zdaniem, film broni się na poziomie pojedynczych scen, które są świetnie zainscenizowane (choć jest też kilka nieznośnie efekciarskich z pocałunkiem wśród kul na czele). Współczesna muzyka mi nie przeszkadzała, Niemen w scenie na cmentarzu też się broni.

Problem w tym, że te fajne sceny nie składają się w dobry film. Dla mnie poszarpana i skrajnie chaotyczna narracja była męcząca. Było też sporo scen, które można bez problemu wyciąć (po co w ogóle scena w Wedlu?), a zamiast tego pogłębić trochę bohaterów, którzy w większości są płascy jak naleśnik. Ktoś ginie, a ja nawet nie wiem (bo mi reżyser nie pokazał) dlaczego ma to u mnie wywołać silniejsze emocje.

Brakowało porządnej przemiany bohatera (a coś takiego musi być tak w dobrym filmie, jak i w dobrej prozie). W ogóle bohater, który przez większość filmu snuje się lub zatacza, nie jest dobrym pomysłem. Zbyt wiele scen było „niewygranych” do końca – jakiś mini-wątek się zaczynał, a po chwili reżyser go porzucał, bez sensownej konkluzji.

Ponadto, w scenach „przedpowstaniowych” nie czuć wcale napięcia i oczekiwania na wybuch. Już nie wspomnę o tym, że po arcyważnych tematach – sensu Powstania oraz stosunku ludności cywilnej do Powstania i powstańców – reżyser się prześlizguje.

Moje ogólne wrażenie – dość męczący chaos. Doceniam ogromną sprawność techniczną i świetnie wyreżyserowane sceny. Pod tym względem nie mamy się czego wstydzić, ale w obszarze narracji, scenariusza, wewnętrznej spójności i logiki filmu „Miasto 44” mocno odstaje od najlepszych przykładów kina wojennego z Zachodu. Tym bardziej żal, bo braki w zakresie efektów specjalnych czy scenografii można zawsze zrozumieć (budżety filmów u nas są stosunkowo małe), ale do napisania dobrego scenariusza nie trzeba milionów dolarów. Po refleksji dałbym filmowi 6/10.

Raubritter

 

Zgadzam się z Raubritterem. Film ma całą masę genialnych scen oraz równie dużo scen absurdalnych. Niektóre ze scen przywoływały wręcz na myśl kretynizmy rodem z Bollywood (jak chociażby scena w SloMo, gdzie bohaterowie przebiegają pod gradem kul i obracając się wokół własnej osi całują się namiętnie).


Mi bardzo zabrakło wyrazistego bohatera zbiorowego, jakim powinno być miasto w czasie Powstania oraz ludność cywilna. Nie można zrobić dobrego filmu o Powstaniu z pominięciem lub spłyceniem tego aspektu. Reżyser tylko prześlizgnął się po tym temacie.

O przemianie bohatera (Stanisława) było już wyżej. Bohater był „płaski” i mało wyrazisty. Do tego snuł się lub umierał przez większość filmu. Miałkie to było. Moim zdaniem zarówno w kwestii gry aktorskiej, jak i wyrazistości bohatera blondyna (pseudonim „Biedronka”) wypadła o niebo lepiej.

W filmie nie czułem ciągłości narracji. Zamiast tego akcja przeskakiwała z wydarzenia na wydarzenie. Mam wrażenie, że Komasa miał listę obowiązkowych zdarzeń z Powstania i sobie odhaczał na kartce: walki na Woli (są), cmentarz na Woli (jest), eksplozja Borgwarda na Kilińskiego (jest), Stare Miasto (jest), kanały (są), Śródmieście (jest), Goliath (jest), Czerniaków (jest), itd. Musiało być to wszystko, bo trzeba pokazać – a potem brakuje czasu w filmie na pogłębienie ważnych wątków. Nie da się wszystkich srok za ogon złapać. No... chyba, że TVP zrobi z tego 10-odcinkowy serial...

Kolejna sprawa – fabuła. Już bardziej bezpiecznej fabuły nie dało się wymyślić. Jest tyle interesujących historii powstańczych, a Komasa idzie po najmniejszej linii oporu. No i ten irytujący archetyp Niemca-zbrodniarza w masce na twarzy.

Film nie spełnił moich oczekiwań oraz moim zdaniem reżyser nie udźwignął tematyki powstańczej. Jak szedłem do kina to oczekiwałem ładunku emocjonalnego i narracji na poziomie płyty LaoChe „Powstanie Warszawskie”. Tymczasem dostałem poszarpany fabularnie film, dosyć słabą grę aktorów i masę scen wrzuconych na siłę „bo są fajne i dużo kosztowały”. Najbardziej żałuję tego, że widać potencjał – niestety niewykorzystany.

Kpt. Bomba

 

Ja będę filmu bronił. Jak dla mnie Komasa zrobił wyśmienity film sensualny. Narracja owszem jest rwana i może się wydawać chaotyczna, ale obserwujemy w końcu Powstanie oczami dwojga-trojga młodych ludzi. Siłą rzeczy widzą oni tylko wycinek rzeczywistości. Kierują się emocjami i uczuciami, bo takie jest młode życie. I ten film powinniśmy też tak postrzegać – uczuciami, a nie przez „mędrca szkiełko i oko”.


Tak krytykujecie scenę pocałunku – ja ją odbieram jako swoiste mrugniecie okiem reżysera do widzów – przecież to co widzimy to dzieje się w głowie Stefana (przypomnijcie sobie swój pierwszy pocałunek – czyż wtedy świat nie eksplodował i nie zapomnieliście o całym świecie?). Dlatego też nie zgadzam się z zarzutami, że w filmie jest za mało o przyczynach Powstania czy cywilach. Jest tego w tym obrazie prawdopodobnie tyle ile widzi, słyszy i czuje młody człowiek rzucony w wir takich wydarzeń.

Scena w Wedlu niepotrzebna? – a może jest ona po to, żeby pokazać taką prostą okupacyjną prawdę, że lepiej pójść do AK i zginąć za sprawę, niż dać się zabić tylko dlatego, że się chciało pomóc koleżance. Ileż było wtedy takich głupich i bezsensownych śmierci?

„Brakuje porządnej przemiany bohatera” – to znaczy w kogo/w co ma się zmienić młody chłopak w dwa miesiące? Ja do gry aktorskiej nie mam żadnych zastrzeżeń, ale być może dlatego, że nie wiem jak się powinien zachowywać człowiek w tak ekstremalnych okolicznościach.

Czy według Was ten film jest nieprawdziwy? Nie pokazuje prawdy o Powstaniu? Myślę, że się zgodzimy, że tak nie jest. Autorzy wykazali się ogromną dbałością o szczegóły. To widać i słychać. Doceńmy to, bo tak wiernego prawdzie historycznej filmu w naszej kinematografii prawdopodobnie jeszcze nie było.

Rozczarowanie jest zawsze efektem niespełnionych oczekiwań, ale tak z ręką na sercu, jak zrobić film o Powstaniu żeby był: prawdziwy, ciekawy, nieuwikłany ideologicznie, ukazujący wszystkie ważne aspekty Powstania, a jednocześnie niechaotyczny. Kogo uczynić głównym bohaterem? Gdzie umieścić akcję? Jak zakończyć? Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania, a moim skromnym zdaniem Komasa znalazł w „Mieście 44” złoty środek.

Leo

 

Ja ekspertem nie jestem, ale za to w sobotę byłem na filmie drugi raz. Jeśli mówimy o przemianach, to znam „Helikopter w ogniu”, ale tam przemiany nie pamiętam. Zresztą, o którego bohatera mogłoby chodzić? Sierżanta Eversmanna czy tego gościa, którego grał McGregor? Tak czy siak porównanie jednak wydaje mi się chybione z prostej przyczyny – Eversmann to żołnierz i w jakimś stopniu profesjonalista, więc pewne rzeczy można pokazać. Młodzi właśnie raczej wydają się rzuceni w chaos niż ten chaos kreujący i to chyba słuszna droga. Brak ludności cywilnej? Chyba jednak oglądaliśmy inne filmy.

Teraz pójdę za opinią koleżanki – ona twierdzi, że film jest świetnie zrobiony, na miarę teraźniejszości – szybkie, krótkie sceny, w sam raz dla widzów młodszego pokolenia, wychowanych na blockbusterach. Szybka migawka zostająca w pamięci. Dłużyzny z „Kanału” nie są dla nich – sama scena w kanale „uwspółcześniona” technicznie jest moim zdaniem dziesięć razy bardziej wyrazista od monotonii kanałowej Wajdy (punkt widzenia współczesnego młodego odbiorcy). Bohaterowie moim zdaniem nie mieli czasu się nad tym zastanawiać. Refleksja przychodzi najczęściej jakiś czas później. Tutaj reakcja (i narracja) jest szybka – jak świst kuli.

Clown

 

Byłem z żoną (przed chwilą wróciłem). Nie pójdę jeszcze raz, ale tylko dlatego, że nie jestem w stanie udźwignąć, w krótkim czasie, tylu silnych emocji. Nie spodziewałem się, że można w Polsce zrobić tak – nie wiem jakiego słowa powinno się tu użyć – może prawdziwy (?), choć niewyczerpujący, ale nie o to autorowi chyba chodziło – film historyczny na temat, który określić można mianem tragedii.

Od pewnego czasu czytam dużo o Powstaniu i w zasadzie planowałem wycofanie się ze wszystkich zasadniczych tez (poza tymi, które dotyczą bohaterstwa Powstańców i Ludności Cywilnej), które wygłaszałem u nas na forum przy okazji dawnych dyskusji, ale jakoś po lekturach byłem zbyt zdołowany, aby się tego podjąć. Film mieści się w mojej aktualnej wizji Powstania, więc nie mogę narzekać na brak spełnienia oczekiwań. Na gorąco mogę powiedzieć: wywierający silne wrażenie film, podzielam uwagi Kolegów pozytywnie wypowiadających się o nim. Trzeba go koniecznie obejrzeć. (…)

Aktorzy: Młodzi jak Powstańcy, zdali egzamin na piątkę. Siła tego filmu nie miała polegać na gwiazdorstwie (dzięki Bogu!), choć wykonawcom głównych ról można wróżyć udaną karierę filmową.

Muzyka: Jedyne zastrzeżenie mam do utworu rozpoczynającego film, Niemen znakomity, króciutki fragment „ścieżki dźwiękowej” występującej w grze Fallout 3, wiadomo o czym, obudził u mnie ogrom skojarzeń. No i ta zaskakująca niemiecka pieśń o miłości z repertuaru klasycznego w scenie finałowych walk na Czerniakowie. Tego się tak łatwo nie zapomina...

Głębia filmu... aby jej odmówić trzeba najpierw zdefiniować to pojęcie.

Strategos

 

Bardzo sprawnie zrealizowany film wojenny. Byłem pod wielkim wrażeniem. Są sceny, które wbijają w fotel sposobem realizacji, są takie, które zapadają w pamięć z powodów emocjonalnych. Moim zdaniem film nie ma jednak jakiejś głębi. Dostajemy tu po prostu porcję ogromnych wojennych emocji, które są tym silniejsze, że historia oparta jest na faktach i dotyczy naszych rodaków. Jeżeli chodzi o przemiany: z pewnością widać przemianę oddziału powstańczego z niedoświadczonych rekrutów na początku Powstania w sprawne maszyny do zabijania podczas walk na Czerniakowie (scena obrony budynku na Czerniakowie jest moim zdaniem znakomicie zrealizowana). Przy okazji: czy są jakiekolwiek relacje potwierdzające wypadki prób gwałtu za wydanie przepustki itp.? Nigdy się z takowymi nie spotkałem. (…)

Niedawno miałem okazję obejrzeć „Miasto 44” drugi raz. Film ponownie wzbudził we mnie olbrzymie emocje. Po seansie wróciła do mnie muzyka, również ta stworzona na potrzeby filmu, a nie „pożyczona”, i jest w porządku: liryczny fortepianowy motyw walca przenosi mnie w tamte czasy, prosty riff gitarowy (chyba – bardziej od instrumentu zapamiętałem przebieg melodyczny) świetnie buduje napięcie, stopniowo się rozwijając. Zastanawiam się nieco m.in. nad potrzebą sceny o próbie gwałtu na „Biedronce” (dowiedziałem się, że reżyser oparł się na jakiejś nieznanej mi relacji) w filmie, w którym wyselekcjonowanych migawek z życia powstańczej Warszawy nie ma znowu aż tak wiele, więc te, które są, mają swoją wagę. Prawo reżysera.

Moim zdaniem trudno też uciec od refleksji nad stopniem świadomości naszych zachodnich sąsiadów odnośnie tego, co tu nawyrabiali – konkretnie w naszym kraju i konkretnie nam. Masz to w głowie, że tę ich świadomość budują filmy typu „Nasze matki, nasi ojcowie”, że wciąż żyją ludzie, którzy tworzyli zbrodniczą machinę i, powiedzmy sobie, ich emerytury pewnie znacznie przewyższają te naszych kombatantów...

Jeżeli u nas, w prime time telewizji publicznej, indoktrynujemy się polityką historyczną naszych sąsiadów (nagle nastał nazizm i wybuchła wojna, a pełni rozterek moralnych zwykli Niemcy jakoś dali się wciągnąć w niepowstrzymany wir wydarzeń), to może warto zawalczyć o szerszą dystrybucję „Miasta 44” w Niemczech?

Adalbert


Powyższe wypowiedzi stanowią fragmenty szerszej dyskusji, której całość znajdziecie na naszym forum. Wszystkich, którzy obejrzeli film, zapraszamy do podzielenia się swoimi wrażeniami i opiniami.

Dyskusja o filmie na FORUM STRATEGIE


Autorzy: Adalbert, Clown, Darth Stalin, Jabu, Kpt. Bomba, Leo, Raubritter, Strategos
Opracowanie: Raleen
Zdjęcia: materiały promocyjne producenta filmu

Opublikowano 20.10.2014 r.

Poprawiony: wtorek, 21 października 2014 12:39