Budapeszt 1945 (Mirage)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Spośród czterech gier wydanych kilka lat temu przez firmę Mirage (i nadal dostępnych na rynku) chyba jedynie „Budapeszt 1945” nie doczekał się na naszych łamach recenzji. Postaram się w tym miejscu wypełnić tę lukę, tym bardziej, że opisywana przeze mnie publikacja warta jest zwrócenia na nią uwagi.

Autor gry p. Marcin Sowa jest specjalistą od „kwestii węgierskich” i niewątpliwie sporo wie na temat walk na terenie Węgier i udziału tego państwa w II wojnie światowej. Widać to gdy zasiada się do „Budapesztu”. Walorem tej gry jest m.in. bardzo ciekawy i dokładny komentarz historyczny. Pozwala on lepiej zrozumieć i docenić wagę walk toczonych nad Dunajem na przełomie 1944 i 1945 roku. Operacje te intensywnością i dramatyzmem nie ustępowały, rozgrywającej się w tym samym czasie, kontrofensywie w Ardenach (o której już wiemy chyba wszystko).

Dodatkowo w publikacji tej przyciąga uwagę duża ilość różnorodnych oddziałów biorących udział w grze. Są wśród nich jednostki niemieckie (w tym oddziały SS), węgierskie, radzieckie, rumuńskie, a w scenariuszach dodatkowych („Dragon Hobby” nr 6) pojawiają się również Bułgarzy, Chorwaci i Jugosłowianie. Taka mieszanka narodowościowa, przynajmniej według mnie, podnosi atrakcyjność gry.

Rozgrywka toczy się ma rozległym obszarze, a duża ilość scenariuszy staje się niewątpliwie wyzwaniem dla grających. Mogą się w nich „wykazać” zarówno wielbiciele gier manewrowych z użyciem dużych zgrupowań pancernych, jak i zwolennicy morderczych zmagań w trudnym terenie, gdzie zdobycie każdego kolejnego wzgórza lub miejscowości kosztuje wiele krwi i setki wystrzelonych pocisków artyleryjskich.

Przepisy do „Budapesztu” zostały oparte na zasadach nieśmiertelnych „Ardenów 1944”. Są one stosunkowo proste i łatwe do opanowania, nawet dla początkującego gracza. Pomimo pewnych uproszczeń gra nie rozmija się z realiami ówczesnego pola walki i prawdą historyczną, a rozgrywka jest bardzo przyjemna i nienużąca.

„Budapeszt” okazał się grą świetnie poddającą się rozszerzeniom. W 6 numerze „Dragona Hobby” Pojawiło się kilka dodatkowych scenariuszy i mapa powiększająca obszar gry na południe, w obecnym numerze otrzymaliśmy kolejny scenariusz, a autor ma jeszcze kilka „w zanadrzu”. W ten sposób gra objęła swoim zasięgiem również obszar dzisiejszej Chorwacji, a jej zakres chronologiczny przedłużył się aż do marcowej ofensywy niemieckiej nad Balatonem. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że gra długo jeszcze nie powinna się znudzić. I jeszcze jedno – publikacja świetnie nadaje się do rozgrywek z sędzią (szczególnie scenariusze z mniejszą ilością wojsk), o czym zresztą miałem okazję przekonać się osobiście.

Pod względem edytorskim gra nie budzi większych zastrzeżeń. Pudełko jest wykonane solidnie i estetycznie, ilustracja na nim jest dynamiczna i wydaje mi się, że zachęca do kupna (choć z doświadczenia wiem, że opinie na temat pudełek do gier bywają krańcowo odmienne – praktycznie co osoba, to inne zdanie). Sztancowanie i bardzo barwne żetony dają duży komfort podczas korzystania z gry. Niestety w instrukcji nie uniknięto błędów, przede wszystkim ortograficznych (np. „durze(!!!) miasta” – str. 10). Przydałaby się również przynajmniej jedna mapa ilustrująca historyczny przebieg walk pod Budapesztem.

Jednakże te, niewielkie w sumie, usterki nie obniżają wysokiej oceny „Budapesztu”. Według mnie jest to jedna z najlepszych gier strategicznych opublikowanych w Polsce i z czystym sumieniem pragnę ją polecić wszystkim, którzy się jeszcze z nią nie zetknęli.

Recenzja pochodzi z czasopisma „Dragon Hobby” nr (10) 2/00

Dyskusja o grze na FORUM STRATEGIE

Autor: Leszek Kozłowski
Zdjęcia: Raleen

Opublikowano 23.05.2007 r.

Poprawiony: piątek, 26 czerwca 2015 19:51