Wojna napoleońska. Systemy operacyjne: teoria i technika

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Hubert Camon
Tłumaczenie: Mariusz Mróz
Wydawca: Napoleon V
Rok wydania: 2012
Stron: 292
Wymiary: 24,2 x 17 x 2,7 cm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-61324-27-0

Recenzja
Swego czasu, recenzując książkę Jeana Colina „Przeobrażenia wojny”, pozwoliłem sobie na porównanie części XIX-wiecznych autorów literatury historyczno-wojskowej poświęconej epoce napoleońskiej (a w zasadzie nie tylko, bo jednocześnie pisali i o innych okresach) do poszukiwaczy Świętego Graala. Brało się to z dającego się zauważyć u nich przekonania, że w zwycięstwach Napoleona tkwiła jakaś wielka tajemnica, która pozostaje nieodkryta po dziś dzień, a zadaniem badaczy jest jej rozwikłanie. Ten, któremu się to uda jako pierwszemu, okryje się wielką sławą (naukową, i nie tylko). Przeciwstawiłem im podejście współczesnych historyków, dla których sacrum już dawno stało się profanum. Szkoda tylko, że częstokroć pozbawiło ich to zapału do głębszych analiz tego rodzaju, jakie spotkać można w starszej literaturze. Być może jednak jest tak, że wszystko co istotne na poziomie teorii wojskowości zostało tu po prostu odkryte, i moje utyskiwania są bezcelowe.

W każdym razie, nie ukrywam, że pisząc o owych XIX-wiecznych autorach miałem na myśli m.in. Huberta Camona, którego do tej pory znałem jednak tylko wyrywkowo i z opracowań. Z tym większym zainteresowaniem sięgnąłem po jego książkę poświęconą sztuce operacyjnej, stanowiącą część cyklu o wojnie napoleońskiej. Przedmowa i wstęp zgodnie z przewidywaniami. Dostałem to czego się spodziewałem, czyli wywody o tym, że Napoleon stworzył swój własny system prowadzenia wojny, dzięki któremu wygrywał. W ogóle dla autora słowo „system” ma w tej książce znaczenie magiczne i w pierwszym odbiorze jest to trochę mylące. Jako synonimu dla niego używa czasem słowa „metoda” albo „metoda działania”, i ono chyba lepiej oddaje o co chodzi. Mimo to podejście gen. Camona jest tu trochę pozytywistyczne (chociaż książka powstała w 1907 r. kiedy to pozytywizm dawno się skończył). W przedmowie pisze on m.in.: „… w różnych operacjach wojennych wielkich dowódców, w ich bitwach, można odnaleźć system, to jest niewielką liczbę zawsze takich samych zasad i metod. Byłoby czymś niezwykłym, gdyby talent wojskowy wymykał się wspólnemu prawu, gdyby nie był dopracowany przez system, metodę, podczas gdy w sztukach, tak samo jak w naukach, system, metoda jest równorzędnym warunkiem talentu.
Gdy pojmuje się wojnę jak sztukę lub jak naukę, to nie potrzeba nic więcej niż wodza z systemem, dla uchwycenia i rozwiązania na czas problemów, które bieżące wypadki przed nim stawiają.
Badania prowadzone do tej pory na temat wojny napoleońskiej są fragmentaryczne. Właśnie z powodu przyjęcia z góry założenia, że talent wojskowy nie posiada systemu, nie starano się odnaleźć w nim jakichś wspólnych metod” (s. 7-8). I tak przez pierwszych kilkanaście stron…

Po tym wprowadzeniu autor przybliża podstawowe założenia swojego ujęcia wojny napoleońskiej, które jest – jak sam pisze – proste, wręcz banalnie proste. Po pierwsze, wyodrębnia działania na głównym teatrze wojennym i na teatrach drugorzędnych. Główny teatr to ta część terytorium objętego działaniami wojennymi, gdzie ma nastąpić rozstrzygnięcie. Autor dowodzi, że środkiem, jakiego używali wielcy wodzowie do uzyskania decydujących wyników był manewr. Całą sztukę wojenną dzieli w związku z tym na dwie kategorie: wojnę manewrową i wojnę pozycyjną. Podczas gdy na głównym teatrze zadaniem wojsk jest doprowadzenie poprzez manewr do rozstrzygnięcia, to na teatrach drugorzędnych rola armii w zasadzie ogranicza się do opóźniania, odwlekania, wiązania przeciwnika. W dalszej części rozważań, już na wstępie zostają wyodrębnione dwie podstawowe kategorie manewru: manewr na tyły i manewr z położenia środkowego. Ten pierwszy jest podstawowym środkiem uzyskania decydujących wyników i stosowany był przez Napoleona w sytuacji, gdy miał on przewagę. Drugi manewr wykorzystywał, gdy przewagę miał przeciwnik, a jego celem było doprowadzenie do rozdzielenia jego sił na części (bądź podtrzymania istniejącego podziału) i późniejszego zastosowania wobec jednej z tych części manewru na tyły. Manewr z położenia środkowego ma dwa warianty, w zależności od sytuacji, w jakiej znajdowała się armia napoleońska: 1) manewr z położenia środkowego przez uderzenie zaczepne, 2) manewr z położenia środkowego przez wyczekiwanie strategiczne. I to już w zasadzie wszystko, z tego co najważniejsze. Końcowe, krótkie rozdziały poświęcone są wojnie pozycyjnej, czyli „systemowi” wojny właściwemu dla teatrów drugorzędnych, zupełnie wtórnemu i pomocniczemu. Tam także autor wyodrębnia kilka działań, ale poświęca im bardzo niewiele stron. Widać, że w porównaniu z wywodami o „systemie” wojny manewrowej wojna pozycyjna (pojęcie to należy przyjmować w rozumieniu autora – pamiętajmy, że pisał przed wybuchem I wojny światowej) jest działaniem dosłownie i w przenośni drugorzędnym, co nie znaczy, że nieistotnym.

W całej stworzonej przez autora teorii duże znaczenie mają pojęcia: 1) linii komunikacji (albo komunikacyjnej), 2) linii operacyjnej, 3) centrum operacyjnego. Dalej opisuje kwestię zmiany linii operacyjnej. Zwłaszcza rozróżnienie między dwoma pierwszymi liniami uważa za kluczowe i wspomina, że przez piszących o epoce napoleońskiej nie zawsze było ono rozumiane. Pokazuje, że Napoleon dopuszczał możliwość czasowej utraty linii komunikacyjnej, natomiast utrata linii operacyjnej oznaczała z jego punktu widzenia katastrofę. Pojęcia te wykorzystywane są przy analizie manewrów. Autor zwraca też uwagę, w dość dużym stopniu, na kwestie zaopatrzenia. Pisze jednak o znaczeniu zapotrzebowania na amunicję czy zapasową broń, podczas gdy największy problem zaopatrzeniowy dla armii okresu napoleońskiego stanowiła żywność i pasza dla koni. Z drugiej strony pokusił się o kilka słów o roli konwojów kursujących po linii komunikacyjnej i książka zawiera uwagi dotyczące problematyki ich funkcjonowania. Osobno pisze o sprawach wyżywienia armii z zasobów miejscowych. Mimo, że część twierdzeń autora wydaje się rozmijać z tym co znaleźć można w bliższych nam czasowo publikacjach, to uwypuklenie roli linii operacyjnej i opis znaczenia linii komunikacyjnej uważam za jeden z wartościowszych elementów tej książki. Inne wątki poruszone przy omawianiu założeń manewru na tyły to: liczebność korpusów armijnych, rola i liczebność korpusów kawalerii rezerwowej, prędkość marszu, jego organizacja i system kwaterowania żołnierzy.

W rozdziale czwartym, omawiając sposoby realizacji manewru na tyły, autor wyodrębnił następujące zagadnienia:
„Akt pierwszy:
1. Wyznaczenie a priori bariery do zajęcia na tyłach przeciwnika.
2. Pozorowanie działań, ażeby utrzymać nieprzyjaciela z daleka od tej bariery.
3. Zgromadzenie armii.
4. Wyruszenie i szybki marsz w stronę bariery; ustawienie zapory strategicznej.
5. Ewentualna zmiana linii operacyjnej.

Akt drugi:
6. Okrążenie wroga.
7. Bitwa.
8. Pościg.”
(s. 45)
Następnie zostają one po kolei omówione, na przykładach wziętych z kampanii Napoleona, podparte jego korespondencją. W podobny, choć bardziej skrótowy sposób zajął się autor później manewrem z położenia środkowego.

Książka zaczyna się od wywodów mogłoby się wydawać bardzo teoretycznych, ale nie są one obszerne. Rozdziały „teoretyczne” są krótkie. Większość zawartości dzieła gen. Camona to trzy rozdziały stanowiące przegląd manewrów. Najpierw przegląd manewrów na tyły, a potem obu wariantów manewru z położenia środkowego. Składają się na nie analizy kampanii napoleońskich, gdzie autor z całokształtu działań stara się wyraźnie wyodrębnić poszczególne rodzaje manewrów i pokazuje ich przebieg. Tak samo postąpił z „wojną pozycyjną”, ale tam przykładów jest mniej i generalnie, jak już wspominałem, temu „systemowi” wojny poświęcono zdecydowanie mniej miejsca.

O ile ogólna teoria autora dotycząca wojny napoleońskiej może być dziś w szczegółach różnie oceniana, to jego wnikliwe analizy operacyjne poszczególnych kampanii napoleońskich zachowują aktualność i stanowić mogą wartościowe źródło wiedzy dla wszystkich pasjonatów epoki i punkt odniesienia dla badaczy.

Jeśli chodzi o nawiązania do teorii Camona, to spotkałem się z nimi m.in. w książce Stefana Mossora „Sztuka wojenna w warunkach nowoczesnej wojny”, także poświęconej sztuce operacyjnej i jej analizom na szerokim tle historycznym. Mossor, polemizując tam z Camonem, zgadza się z obserwacją tego ostatniego, że Napoleon przeprowadzał operacje w oparciu o manewr na tyły i manewr z położenia środkowego (S. Mossor, Sztuka wojenna w warunkach nowoczesnej wojny, wyd. III, Warszawa 1986, s. 404-405). Ten pierwszy rozumie jako działanie jednym skrzydłem. Poza powyższymi wskazuje jednak na rzadkie przypadki manewrów dwuskrzydłowych Napoleona: ostatnia faza manewru pod Ulm oraz manewry przeciwko Bagrationowi i Barclayowi de Tolly w 1812 r.). W pierwszym przypadku dodaje jednak, że ostatnia faza manewru pod Ulm była w zasadzie wstępem do bitwy, i że trudno rozdzielić w tym przypadku sferę taktyczną od operacyjnej. Przedmiotem krytyki Mossora jest natomiast w głównej mierze twierdzenie, że Napoleon miał swój „system”. Skłania się on raczej do poglądu, że Napoleon nie tyle miał jakiś własny system prowadzenia wojny, co raczej w znakomity sposób na tle realiów militarnych swojej epoki potrafił zastosować zasady sztuki wojennej, których przejawy odnaleźć można także w działaniach innych wybitnych wodzów.

Główny zarzut pod adresem podejścia Camona, który i ja po przeczytaniu obu książek podzielam, sprowadza się do tego, że jego dzieło (a właściwie seria książek) do pewnego stopnia zostało napisane pod z góry określoną, bardzo wyrazistą tezę. Mossor ujmuje to tak:
Instynktowne zastosowanie do studiów wojskowych płodnych metod naturalistów doprowadziło mnie do spostrzeżenia, że działania wyjściowe głównych wypraw Napoleona odtwarzają jeden i ten sam schemat. Podobne spostrzeżenie uczyniłem i w stosunku do jego bitew.
Oto punkt wyjścia rozważań gen. Camona; trzeba się zgodzić z tym, że takie myślowe założenie jest śmiałe, ale też i bardzo ryzykowne.
Można zaobserwować w mowach i pismach największych nawet ludzi, że postawienie sobie takiego ryzykownego zadania jako punktu wyjścia do całego dzieła prowadzi zwykle do podświadomego naginania własnego rozumowania do wytkniętego sobie celu. Nie wiemy, czy nawet najbezstronniejszy umysł ludzki potrafi się oderwać od silnych sugestyj wewnętrznych; sądzimy raczej, że zachowanie całkowitej niezależności od własnych wewnętrznych impulsów jest możliwe tylko dla ludzi słabego charakteru. U ludzi mocnych wytyczna myśl zjawia się z wielką siłą, wyrasta (czasem zupełnie nagle) ze zbiorowej pożywki rozumu, wiedzy i uczucia oraz estetycznych czy etycznych upodobań, po czym z miejsca ujarzmia całą istotę mocnego człowieka, kierując odtąd nieznacznie, ale pewnie potężnymi możliwościami jego umysłu i charakteru. Czyż panowanie takich wytycznych myśli nie daje się zaobserwować w dziełach tak wielkich teoretyków jak Clausewitz (filozoficzne ujęcie zasad wojennych), Schlieffen (Cannae – przemożna myśl o otoczeniu, zamknięciu i zniszczeniu przeciwnika), Moltke (zręczne, giętkie radzenie sobie w zgrywaniu operacji), Ludendorff (nastawienie wręcz przeciwne: mocny, autokratyczny sposób rozwiązywania zagadnień) itd.?!
Sądzimy, że wyżej przytoczone zdanie gen. Camona, wyjęte z wstępnej części jego książki, jest właśnie taką sugestywną myślą wytyczną, która nieco zwęziła bieg myśli tego znakomitego autora i mocnego człowieka, kupiąc (sic!) je ku z góry obranemu celowi, aby z nich w końcu utworzyć jeden zwarty snop; trzeba zresztą przyznać, że snop ten jest bardzo wyrazisty w wyrazie i przekonujący w argumentacji.
Czy genialny wojownik nie może mieć systemu? – zapytuje gen. Camon na początku swojego dzieła i odpowiada na to pytanie, że tak, może mieć, a następnie przeprowadza w całej treści swej książki tezę, że Napoleon miał również swój system. (…)” (S. Mossor, Sztuka wojenna w warunkach nowoczesnej wojny, wyd. III, Warszawa 1986, s. 405-407).

Gwoli ścisłości, muszę jednak zaznaczyć, że uwagi zawarte w powyższym cytacie zostały sformułowane głównie w odniesieniu do książki „Napoleoński system wojny”. Nie podważa to ich o tyle, że poglądy gen. Camona, które zawarł w swoich książkach o napoleońskiej sztuce wojennej, stanowią całość. Tyle, że Mossor w krytyce skupia się na zagadnieniach poświęconych bitwie, czyli poziomowi taktycznemu. Jeśli chodzi o poziom operacyjny, w większym stopniu jest się w stanie z Camonem zgodzić. Generalnie Mossor wprowadza rozróżnienie między: 1) czynnikami manewru a 2) konkretnymi rodzajami manewrów, zaś wielkość Napoleona jako wodza widzi w różnorodności „konkretnych” manewrów, jakie stosował.

Pozostając w nurcie polemik, w recenzowanej książce trafimy na szumnie zapowiadany na początku element krytyki Clausewitza, którego autor mówiąc oględnie uważa za przereklamowanego. Drobną wzmiankę na ten temat znajdziemy jednak dopiero na stronie 287, gdzie Camon zdecydowanie odrzuca stwierdzenie Clausewitza o tym, że typowe dla sztuki wojennej Napoleona było maszerowanie wprost na nieprzyjacielską armię, przyjmując najkrótszą linię, i że Napoleon nie manewrował w prawo czy w lewo, ale szedł bezpośrednio na wrogą armię „nie przejmując się niczym z planu strategicznego swojego przeciwnika, wiedząc, że wszystko zależy od wyników taktycznych i nigdy nie wątpił, że je osiągnie”. Camon dowodzi, całą swoją teorią, że było wprost przeciwnie i nawet jeśli nie zgadzamy się z jego „systemowym” ujęciem, czy w innych kwestiach, to zapoznając się z powołanymi przez niego przykładami trudno tutaj nie przyznać mu racji.

Dzieło Huberta Camona ma swoje wady i zalety. Do tej pory było więcej o tych pierwszych, a właściwie jednej głównej, którą można streścić hasłem „podejście systemowe” i pisaniem pod z góry przyjętą tezę. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika istotną sprawą dla zrozumienia wywodów autora i czerpania z nich pełnymi garściami byłyby mapy, które pojawiają się w książce, nawet w całkiem dużej liczbie, ale z ich czytelnością bywa różnie. Często brakuje na nich miejscowości wspominanych w tekście, które wydaje się, że w tej sytuacji powinny być naniesione. Bywa, że są to ważne z punktu widzenia zrozumienia wywodów autora miejscowości. Samych mapek, jak na książki tego typu, jest jednak dużo, powiedziałbym, że na tle starszej literatury, ukazującej się w wydawnictwie Napoleon V, recenzowana książka korzystnie się wybija.

Spośród zalet, wartościowe może być porównawcze ujęcie wielu operacji, posegregowanie ich z uwagi na zastosowane manewry. Bywa, że różne manewry tej samej kampanii omawiane są w odrębnych rozdziałach, ale zawsze z odnośnikami, i książka zachowuje tutaj przejrzystość. Same opisy nie są zbyt obszerne, tak że nie toniemy w zbyt wielu szczegółach. Po drugie, warto podkreślić solidną bazę źródłową. Autor skoncentrował się jednak na obszernej „Korespondencji” Napoleona, którą ponoć zgłębił w całości, i to ona stanowi dla niego wyrocznię, a czasami wręcz przedmiot egzegezy. Wreszcie jako trzecią zaletę, po części powiązaną z drugą, wspomnę liczne przytaczane w tekście fragmenty z „Korespondencji” Napoleona. Pozwalają one poznać z jego słów jak rozumiał on sztukę wojenną. Zwłaszcza „edukacyjne” fragmenty, tam gdzie stara się przekazać jej podstawowe prawidła swojemu bratu Józefowi czy księciu Eugeniuszowi de Beauharnais. Żaden z cytatów nie jest przypadkowy i stanowią one wartość samą w sobie.

Jeszcze na koniec parę słów o stronie wydawniczej. Jak zwykle w przypadku wydawnictwa Napoleon V, mamy porządną, twardą okładkę i dobry papier. Niestety, co poniekąd było tradycją w dawniejszych publikacjach wydawnictwa, jest trochę literówek, choć nie aż tak dużo. Jeśli chodzi o błędy w tłumaczeniu, chciałbym zwrócić uwagę na jeden, dość karygodny i powtarzający się w kilku miejscach. Otóż tłumacząc korespondencję Napoleona (tzn. w tym przypadku kierowaną do Napoleona albo do sztabu Wielkiej Armii) pojawiają się na początku kilku listów zwroty „Wasza Królewska Mość” albo „Jego Królewska Mość”. Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, Napoleon był cesarzem i to był jego podstawowy tytuł. Przyglądałem się jeszcze kontekstowi tych listów, czy przypadkiem nie chodzi o króla Neapolu, czyli marszałka Murata, albo czy nie mają one związku z posiadanym przez Napoleona tytułem króla Włoch, ale nie zgadza się to z ich treścią. Konkretnie są to listy na stronach: 208, 231 i 240; być może jeszcze jakieś przeoczyłem. Albo powinno być „Jego Cesarska Mość”, albo „Jego Wysokość”.

Podsumowując, wybitna książka, napisana przez znawcę tematu, który poświęcił większość życia badając przedmiot swojej pracy, ale sprawia nieodparte wrażenie stworzonej pod z góry przyjętą tezę. Zaskakująca jeśli chodzi o wnioski końcowe. Autor przekonuje nas, że „system” prowadzenia wojny, który stworzył Napoleon, był prosty, jak on sam zresztą stwierdzał. Tak prosty, a zarazem genialny, jak logika, która przebija z jego słynnej Noty dotyczącej sytuacji militarnej i politycznej naszych armii w Piemoncie i Hiszpanii, sporządzonej dla Komitetu Ocalenia Publicznego w lipcu 1794 r. Prostolinijność i sugestywność wywodów autora czynią tę publikację łatwą w odbiorze, nawet dla czytelnika słabo obeznanego z epoką napoleońską (nawiasem mówiąc do takich czytelników autor także chciał dotrzeć), przynajmniej jeśli chodzi o jej podstawowe tezy.

Autor: Raleen

Opublikowano 21.03.2014 r.

 

Poprawiony: piątek, 21 marca 2014 10:03