Bitwa pod Austerlitz 2 grudnia 1805

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Tomasz Rogacki
Wydawca: Inforteditions
Seria: Bitwy/Taktyka
Rok wydania: 2005
Stron: 290
Wymiary: 20,6 x 14,7 x 2,4 cm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-89943-04-2

Recenzja
W 2005 roku nakładem wydawnictwa Inforteditions ukazała się książka Tomasza Rogackiego pt. „Bitwa pod Austerlitz 2 grudnia 1805”. Traktuje ona o jednej z największych i najbardziej znanych bitew w dziejach świata, stoczonej 2.XII.1805 r. pod słowackim już dzisiaj Sławkowem między sprzymierzonymi armiami cesarzy Austrii i Rosji oraz armią cesarza Francuzów Napoleona.

Przebieg batalii znany jest z grubsza każdemu, kto choć jako tako interesuje się historią wojen, wojskowości czy historią w ogóle. Nie będę w związku z tym szerzej przedstawiał tamtych wydarzeń. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w historiografii pojawiają się dość duże rozbieżności w ocenach bitwy. Dotyczą one między innymi tego, czy naprawdę było to zwycięstwo Napoleona, czy bardziej zwycięstwo napoleońskiej propagandy. Spośród polskich historyków za tezą drugą zdaje się opowiadać zwłaszcza Robert Bielecki, dość licznie publikujący m.in. w serii „Historyczne Bitwy” Bellony.

Krytycy Napoleona wśród argumentów kwestionujących tradycyjne oceny Austerlitz powołują między innymi standardowe kryteria zwycięstwa, jakimi dla XIX-wiecznych wodzów i opinii publicznej bywały liczba zdobytych dział i sztandarów oraz liczba wziętych na wrogu jeńców. Wskazują oni, że na tych polach dokonania armii napoleońskiej można uznać co najwyżej za skromne. Miano co prawda zdobyć wiele dział i sztandarów, ale większość zdobytej artylerii stanowić miały 3-funtowe falkonety, a wiele spośród sztandarów miało być jedynie chorągiewkami sygnalizacyjnymi, służącymi do oznaczenia miejsca obozowania oddziałów. Również jeśli chodzi o ilość jeńców, armia francuska właściwie nie miała się czym pochwalić – większość żołnierzy wroga uszła w końcu z pola walki, w najgorszym przypadku przez znajdujące się na lewym skrzydle sprzymierzonych, osławione już stawy, których głębokość była niewielka. Nie pozwalała ona potopić się w nich pobitym wojskom rosyjskim i austriackim, jak to ukazywała tuż po bitwie napoleońska propaganda.

Niewątpliwie, dzięki krytycznemu spojrzeniu części historyków, takich jak Robert Bielecki, udało się pokazać drugą stronę medalu. Wydaje się jednak, że aby zakwestionować fakt odniesienia przez Napoleona decydującego zwycięstwa, niektórych argumentów szukano trochę na siłę. Tymczasem, jeśli wziąć pod uwagę reakcje przeciwników Napoleona – cesarzy Austrii i Rosji – tego co się wydarzyło nie da się traktować inaczej jak rozstrzygającego sukcesu Bonapartego. O tym, że Austerlitz okazało się wielkim zwycięstwem tego ostatniego przesądziła postawa pokonanych, ich szeroko rozumiane morale. W tym także morale ich żołnierzy i dowódców, którzy po doznanej klęsce po prostu nie chcieli już walczyć. Ci z nich, którzy podczas odwrotu „zaliczyli” nieszczęsne stawy bądź w poszukiwaniu ratunku zmuszeni byli bezładną masą tłoczyć się na jedynej biegnącej między nimi grobli, nie mieli wątpliwości, kto wygrał tę bitwę. Oczywiście, do historyków mających w tej sprawie wyrobione zdanie takie argumenty na ogół nie przemawiają, jednak czytelników, których względy zawodowe nie obligują do stawiania i bronienia swoich tez w naukowym dyskursie, niejednokrotnie przekonują.

W powyższym sporze autor recenzowanej pozycji staje w większości po stronie napoleonistów. W jego ujęciu Austerlitz jest wielkim zwycięstwem cesarza Francuzów, jednym z najbardziej namacalnych dowodów jego militarnego geniuszu. Tomasz Rogacki, jak sam pisze, stara się przy tym skupiać bardziej na faktach niż na własnych ocenach. Książka jest więc w dużej mierze napisana w tonie suchej relacji. Duża wiedza autora oraz będący jej owocem bardzo szczegółowy, poparty długotrwałymi badaniami opis sprawiają, że wystarcza to do wyrobienia sobie zdania, a dodatkowe, rozbudowane odautorskie komentarze stają się zbędne. Armia napoleońska i zwycięstwo cesarza Francuzów nie potrzebują dodatkowego gloryfikowania i upiększeń. Bronią się same.

Jak zostały przedstawione same walki? Miejscami z książki wyłania się wręcz obraz całkowitej bezradności oddziałów sprzymierzonych, które w starciach, przy w miarę wyrównanych siłach bądź przy niewielkiej własnej przewadze liczebnej, nawet nie są w stanie otrzeć się o sukces. Ten ostatni udaje im się niekiedy lokalnie osiągnąć, ale jedynie w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach. Tę dysproporcję jakościową książka przedstawia znakomicie, a obfitość przytaczanych faktów i przejrzystość opisu, połączonego w bardzo skrupulatny sposób z mapkami, ukazującymi krok po kroku kolejne fazy bitwy, sprawiają, że wywody autora stają się bardzo przekonywujące. Innymi zaletami książki są: dobrze opracowane ordre de bataille obu stron, wykazy strat ujęte porównawczo według różnych raportów sporządzonych po bitwie, solidnie przetłumaczone i w całości zamieszczone w książce rozkazy przedbitewne, ukazujące plany obu stron, a także aneksy przedstawiające np. sposoby prowadzenia ognia przez artylerię w epoce napoleońskiej, ugrupowania poszczególnych szyków itp. Z tych ostatnich nie dowiedziałem się wprawdzie wiele więcej niż jest np. w „Wielkiej Armii” Roberta Bieleckiego, ale dla niektórych wiadomości te mogą być bez wątpienia bardzo przydatne.

Od strony kompozycji, książka, jak mało która, skupia się na bitwie i na jej wątku militarnym. Oczywiście autor przedstawia nam kulisy polityczno-dyplomatyczne, jakie doprowadziły do decydującego starcia (w tym przypadku temat jest na tyle barwny, że nie sposób go pominąć), jednak generalnie, książka nie zanudza czytelnika ogólnymi, ciągnącymi się przez pierwsze kilkadziesiąt czy sto kilkadziesiąt stron wprowadzeniami. Zdecydowana większość tekstu dotyczy samej bitwy, bezpośrednich do niej przygotowań, jej przebiegu i jej bezpośrednich konsekwencji. Nie ma w niej np. nic o kampanii 1805 r. Nawiązując do jednej z kultowych, polskich komedii możnaby powiedzieć, że mamy niemal „100 procent cukru w cukrze”.

Ogółem, we wszystkich aspektach książka wypada rewelacyjnie, do tego stopnia, że można ją uznać za wzorcową. Choć niezbyt często mi się to zdarza, nie mam w przypadku tej pozycji żadnych uwag krytycznych. Moje oceny zdaje się potwierdzać jeden dość znamienny fakt – książka, wydana przecież całkiem niedawno (2005 r.), jest obecnie prawie nie do kupienia na rynku wtórnym.

Wydaje się, że ponieważ o tak popularnym temacie, jak zwycięstwo Napoleona pod Austerlitz, napisano już wiele, niewiele może nas jeszcze zaskoczyć. W „Bitwie pod Austerlitz” znalazłem jednak taką ciekawą anegdotkę, która, przyznam, rozbawiła mnie do łez. Zarazem dobrze oddaje ona klimat bitwy, pokazując geniusz militarny Napoleona. Otóż, jak podaje Rogacki, w miejscu, w którym stoczono bitwę, odbywały się rok wcześniej manewry armii austriackiej. Było ono w związku z tym dobrze znane głównemu jej sztabowcowi i jednocześnie autorowi planu bitwy po stronie sprzymierzonych – gen. Weirotherowi. Austriacy mieli więc doskonałe rozeznanie, jeśli chodzi o pole zbliżającej się, decydującej batalii. Wydawało się, że w tych warunkach, mając do tego przewagę liczebną, nie można przegrać, a na pewno już nie tak sromotnie. Gdy dzień przed bitwą dowódcy sprzymierzonych radzili jak rozbić Napoleona, rozważając już właściwie nie tyle jak rozegrać samą bitwę, co jak prowadzić pościg za jego pokonaną armią, na naradzie zjawił się hrabia Bubna, który miał od niechcenia rzucić: Nie popełnijcie tylko znowu takich błędów jak na zeszłorocznych manewrach. Jego słowa miały się okazać prorocze.

Autor: Raleen

Opublikowano 21.07.2008 r.

Poprawiony: środa, 29 grudnia 2010 14:26