Borodino 1812

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Informacje o książce
Autor: Piotr Dróżdż
Wydawca: Bellona
Seria: Historyczne Bitwy
Rok wydania: 2003
Stron: 255
Wymiary: 19,6 x 12,5 x 1,4 cm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-11-09577-9

Recenzja
W 2003 roku w serii „Historyczne Bitwy” ukazała się nakładem wydawnictwa Bellona książka Piotra Dróżdża pt. „Borodino 1812”. Traktuje ona o bitwie pod Borodino, stoczonej 7 września 1812 roku, najkrwawszej i zarazem jednej z największych bitew XIX stulecia.

Batalia u bram Moskwy od zawsze cieszyła się zainteresowaniem historyków. Otworzyła ona bowiem Napoleonowi drogę do stolicy Rosji. Pokonana armia cara Aleksandra I musiała uchodzić z placu boju, zostawiając serce matuszki Rosji na pastwę korsykańskiego diabła. W wielu publikacjach na ten temat spotkać się można z opinią, że gdyby cesarz Francuzów podjął po bitwie zdecydowany pościg i użył w jej ostatniej fazie gwardii, Rosjanie zostaliby całkowicie rozbici. Z drugiej strony, poniesione przez Francuzów straty okazały się później trudne do zregenerowania. W przeciwieństwie do najeźdźcy, walczący na własnym terytorium Rosjanie mogli dużo łatwiej odbudować siły swojej armii, w ostateczności zapełniając szeregi niekarnym i niemającym zbyt wielkiej wartości bojowej, ale łatwym do zmobilizowania opołczenijem (pospolitym ruszeniem).

Sama bitwa pozostaje do dziś zagadkowa, przede wszystkim ze względu na dziwne, przynajmniej na pozór, decyzje, których imać się musieli obaj głównodowodzący. Feldmarszałek Michał Kutuzow, wódz „narodowy” powołany na to stanowisko w miejsce gen. Barclaya de Tolly, został na nie wyznaczony by realizować bardziej konfrontacyjną strategię walki z najeźdźcami, której istotnym elementem było wydanie im decydującej bitwy. Tego ostatniego wypadało dokonać zanim wróg dotrze do stolicy. Oddanie Moskwy bez walki było dla otaczającej cara elity rządzącej nie do pomyślenia. Do stoczenia bitwy pod Borodino Kutuzow został więc zmuszony przez czynniki polityczne. Gdyby sam mógł podejmować decyzje i nie liczyć się z opinią cara, zapewne kontynuowałby strategię odwrotową Barclaya de Tolly.

Będący po drugiej stronie barykady Napoleon miał z kolei inne troski. Od początku kampanii liczył na tę jedną decydującą bitwę, która miała rozstrzygnąć o wszystkim. Ponieważ dotychczas Rosjanie cały czas się cofali, zatrzymanie ich pod Borodino wydało mu się zbawiennym zrządzeniem losu, którego przecież tak wyczekiwał. Postanowił, że tym razem za wszelką cenę nie pozwoli im się wymknąć.

Te uwarunkowania natury politycznej i strategicznej, które niewątpliwie oddziaływały wówczas na postępowanie obu wielkich wodzów, wpłynęły istotnie i na sam przebieg bitwy. Piotr Dróżdż, nawiązując do Mariana Kukiela, stawia przede wszystkim tezę, że Napoleon celowo unikał manewrów flankujących armię rosyjską, by nie dać Kutuzowowi pretekstu do zarządzenia odwrotu. Z kolei ten ostatni od początku myślał przede wszystkim nad znalezieniem odpowiedniego momentu, w którym z honorem będzie mógł opuścić pole bitwy, tak by w opinii publicznej nie powstało wrażenie, że Rosjanie oddali swoją stolicę bez walki. Jednocześnie rosyjski głównodowodzący zdawał sobie dobrze sprawę z siły armii francuskiej i atutów samego Napoleona. Dążył więc do zminimalizowania ryzyka rozbicia podległych mu oddziałów i ograniczenia strat, jakie mogły ponieść w odwrocie. Tym też zdaje się podyktowana została decyzja nieużycia w bitwie liczącej kilkaset dział rezerwy artylerii. Ostatecznie i Napoleon swojej głównej rezerwy w postaci gwardii nie użył, choć oczywiście z nieco innych powodów.

W przypadku Cesarza, dążenie do starcia frontalnego przejawiło się przede wszystkim w tym, że nie wzmocnił prawego skrzydła swojej armii, na którym walczył V Korpus księcia Poniatowskiego. Polacy otrzymali bardzo ambitne zadanie pobicia znajdujących się naprzeciw nich Rosjan, którzy jednak, jak się okazało w trakcie bitwy, górowali tu nad nimi liczebnie, i to wyraźnie.

Niewzmocnienie zgrupowania Poniatowskiego i to wbrew zdaniu kilku marszałków, którzy w oflankowaniu od tej strony armii Kutuzowa widzieli główną możliwość odniesienia w tej bitwie zdecydowanego sukcesu, oraz zdecydowanie się na frontalną jatkę przypisywane było także kiepskiej kondycji fizycznej Napoleona, który w tych dniach był bardzo poważnie chory (problemy z oddawaniem moczu, wysoka gorączka) i stracił jasność umysłu znamionującą go jako wodza w latach ubiegłych. Co odegrało większą rolę, trudno powiedzieć. Piotr Dróżdż wydaje się opowiadać za tym, że względy strategiczne.

Wątek, który wyżej przedstawiłem, to w zasadzie najciekawszy motyw książki. Ciekawy także o tyle, że jest to jedna z tych sytuacji, gdy naczelni dowódcy obu armii myśleli w trakcie bitwy o czymś zupełnie innym niż dowodzeni przez nich żołnierze. Niestety, zarówno temu wątkowi, jak i opisowi wyjątkowo heroicznych walk, jakie miały miejsce pod Borodino, autor w swojej książce wiele miejsca nie poświęcił. Całość zaczyna się bowiem od… kampanii włoskiej Napoleona Bonaparte w 1796 roku. Dalej w skrócie przedstawiono całą epokę napoleońską, koncentrując się przy tym na stosunkach francusko-rosyjskich i francusko-polskich. Nie mogło oczywiście zabraknąć rozdziału o napoleońskiej armii. Tym zagadnieniom poświęcona jest ponad połowa liczącej 245 stron książki. Dalej opis kampanii 1812 r. i tym sposobem na właściwą bitwę miejsca zostało niewiele.

Pierwsza część, ze względu na swój poziom ogólności, pełni więc w zasadzie rolę podobną do szkolnego podręcznika. Autor zafundował nam ni mniej ni więcej tylko krótką powtórkę z lekcji historii, przy czym odbywa się to kosztem właściwego tematu, czyli bitwy pod Borodino. Książkę czyta się mimo to dobrze, także te pierwsze rozdziały o charakterze wprowadzającym, co trochę rekompensuje wspomniany wyżej mankament. Można nawet powiedzieć, że książka ma pod wielu względami bardziej charakter eseju z bitwą pod Borodino w tle, niż typowej monografii. Autorowi wyraźnie lepiej wyszły rozdziały opisujące to co działo się przed i po bitwie niż opis jej samej.

Z innych rzeczy, na plus poczytać można tej pozycji całkiem dobre mapy. Zwłaszcza na tle innych książek z serii „Historyczne Bitwy” już samo ich występowanie uznać wypada za zaletę. Z kolei na minus zapisać należy stosunkowo ubogą bibliografię. Między innymi brak w niej prawie w ogóle pozycji źródłowych pochodzących z epoki.

Podsumowując, dla osób słabo obeznanych z tematem i epoką napoleońską „Borodino 1812” jest niewątpliwie książką dobrą, natomiast osób, które posiadają już na temat tej bitwy i tamtego okresu historycznego pewną wiedzę, książka raczej nie zadowoli.

Autor: Raleen

Opublikowano 09.07.2008 r.

Poprawiony: środa, 29 grudnia 2010 20:02