[Infidel] Antiochia 1098 – rozegrana na I Konwencie Krakowskim, 28.04.2013

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Bitwa pod Antiochią (28.VI.1098), której poświęcony jest niniejszy scenariusz gry Infidel, miała miejsce podczas I wyprawy krzyżowej. Po zdobyciu przez krzyżowców Antiochii, na początku czerwca 1098 roku pod miasto nadciągnęła ogromna armia Kurbughi, atabega Mosulu. Początkowo krzyżowcy zamknęli się w mieście (którego cytadela nadal się broniła, będąc w posiadaniu muzułmanów). Powstała więc sytuacja, w której dotychczasowy oblegający stali się oblężonymi. Problemy aprowizacyjne i logistyczne oraz niezwykłe wydarzenia, jakie w międzyczasie miały miejsce (odnalezienie Świętej Włóczni przez Piotra Bartłomieja), skłoniły krzyżowców do wyjścia z miasta i stoczenia bitwy z armią Kurbughi na polach pod Antiochią (warto wspomnieć, że przed bitwą zarządzono 3-dniowy post). Mimo znacznej przewagi Turków, ostatecznie bitwa zakończyła się wielkim zwycięstwem krzyżowców. Decydująca okazała się szarża rycerstwa, która wywołała panikę w armii Kurbughi i doprowadziła do załamania morale jego oddziałów.

Scenariusz zaczyna się w momencie, gdy armia krzyżowców dopiero w części wyszła na równinę pod Antiochią. Kolejne batalie dopiero przechodzą przez most na Orontesie, tak jak to miało miejsce historycznie (krzyżowcy najpierw długo formowali się na równinie, zanim przystąpili do ataku). Tymczasem na plac boju nadciągają Turcy, którzy mają możliwość utrudniać życie armii krzyżowej. Rozgrywka, z której pochodzi ta relacja, miała miejsce na I Podwawelskich Spotkaniach Otwartych z Grą Historyczną i Strategiczną w Krakowie, odbywających się w dniach 26-28.IV.2013. Khamul pokierował Saracenami (Turkami), mi zaś tj. Raleenowi przypadła armia krzyżowców. Przed rozgrywką, za sprawą niedawnej lektury książki Ralpha Bailey'a Yewdale'a Boemund I, książę Antiochii, bitwa była mi znana. Czy i na ile udało się z tej wiedzy skorzystać, ocenicie sami.

Początek bitwy. Na polach pod Antiochią rozwinęła się batalia Hugona de Vermandois, za nią wychodzi z bram miasta batalia Gotfryda de Bouillon. Naprzeciw pojedyncze jednostki tureckich konnych łuczników

Turkom udaje się uzyskać szereg kontynuacji i zajść z flanki batalię Hugona de Vermandois. Jednak ostatecznie pierwszy atak ciężkiej jazdy tureckiej nie powiódł się

Krzyżowcy kontratakują, niszcząc trzy zdezorganizowane jednostki ciężkiej jazdy tureckiej. To chwilowo poważnie ostudziło zapał ofensywny Turków

Pozbierawszy siły batalia Hugona de Vermandois postanawia się cofnąć, by uniknąć oskrzydlenia, co udaje się tylko częściowo. Pozostałe oddziały jeszcze nie wyszły z Antiochii i pozostając w tym miejscu krzyżowcy byliby narażeni na zupełne odcięcie

Widząc odwrót przeciwnika ciężka jazda turecka ponownie przystępuje do ataku, który w większości zostaje odparty. Po tym kontruderzenie przeprowadzają jednostki krzyżowców

Niestety część jednostek krzyżowych została zdezorganizowana w wyniku nieudanego ataku. Stwarza to Turkom dodatkowe możliwości

Masy ciężkiej jazdy tureckiej szykują się do szarży, by złamać batalię Hugona de Vermandois

Ostatecznie Turkom udaje się zniszczyć tylko jedną jednostkę. Co najważniejsze, pole utrzymali rycerze. A tymczasem na prawo rozwinęła się druga batalia krzyżowców pod wodzą Gotfryda de Bouillon

Kolejne uderzenie Turków na cofających się krzyżowców Hugona. Tym razem wprowadzają do akcji konnych łuczników

Armia krzyżowa cofa się ku mostowi prowadzącemu do Antiochii, by połączyć się z dwoma świeżymi bataliami, z których jedna, pod wodzą Ademara biskupa Le Puy, nadciąga właśnie na pole bitwy. Krzyżowcy, sformowawszy okrąg, starają się wyrównać szyk, by potem ugrupować się tak, by nie wystawiać swoich flank i tyłów na ataki tureckiej kawalerii

Odwrót ku mostowi odbywa się w dramatycznych okolicznościach. Cały czas jazda turecka atakuje, usiłując przerwać szyki krzyżowców i zadać im decydujące straty

Po kolejnej szarży batalia Hugona de Vermandois została wyraźnie przerzedzona. Krzyżowcom nadciągają jednak posiłki...

Łatając rozerwany szyk, oddziały Ademara nacierają na ciężką jazdę turecką, starając się osłonić lewe skrzydło armii krzyżowej

W wyniku tego natarcia Turcy ponieśli straty i ostatecznie zdecydowali się odskoczyć, by uchylić się przed natarciem zgrupowania biskupa Le Puy

Chwilowo krzyżowcy wyrównali szyk, lecz w tym momencie do akcji wchodzi średnia kawaleria kolejnego zgrupowania Turków, nacierając frontalnie na najbardziej wysunięte oddziały krzyżowe

Po kolejnej serii walk i niedokończonym przegrupowaniu krzyżowców w środku ich szyku powstała wielka wyrwa. Szczęśliwie w tym momencie udaje im się przechwycić inicjatywę i częściowo zażegnać niebezpieczeństwo

Armia krzyżowa w końcu, choć połowicznie, osiągnęła swój cel i sformowała w miarę zwarty szyk. Naprzeciw niej w podobny sposób ugrupowali się Turcy

Rozpoczyna się kolejna faza bitwy, w której do działań wchodzą konni łucznicy, falami atakując linie armii krzyżowców

Oddziały krzyżowe przez długi czas dzielnie znosiły ten napór, dopóki Turcy nie zaangażowali absolutnie wszystkich swoich jednostek konnych łuczników. Od tego momentu krzyżowcy zaczynają ponosić straty, które stopniowo nawarstwiają się i podkopują nie tak wysokie morale armii krzyżowej

Krzyżowcy usiłują przejąć inicjatywę. Do przodu rusza lewe skrzydło pod wodzą Ademara. Szyk wojsk jest już zabezpieczony, dzięki nadejściu i rozwinięciu się na placu boju batalii Boemunda z Tarentu

Krzyżowcy próbują przerwać impas, rzucając do boju rycerzy. Niestety szarża nie przynosi zadowalających efektów, a w posunięciu Turków jednostka rycerzy zostaje otoczona. Z uwagi na jej duże walory bojowe nie przesądzało to jeszcze sprawy, tym niemniej ostatecznie Turkom udaje się zniszczyć owych rycerzy

Dalsze walki z udziałem kolejnej jednostki rycerstwa i piechoty

Krzyżowcy niewiele osiągnęli. Po ich aktywacji do kontrataku ruszają Turcy, którzy dopadają wysuniętych do przodu łuczników

Wkrótce dochodzi do szarży ciężkiej jazdy tureckiej na kolejną zdezorganizowaną jednostkę rycerzy

Tureckiej jeździe udaje się zniszczyć rycerzy, dodatkowo w ramach Continued Attack niszczą dwie dalsze zdezorganizowane jednostki łuczników. Szyk armii krzyżowej ulega rozerwaniu, zaś poziom strat osiąga punkt krytyczny

Rozgrywka zakończyła się zwycięstwem Turków. Była to jedna z najlepszych partii, jakie miałem okazję rozegrać, za co serdecznie dziękuję mojemu przeciwnikowi – Khamulowi. Graliśmy niemal 5 godzin (zakładany czas scenariusza podawano na 2 godziny, ale tak to bywa). Jeśli chodzi o przebieg gry, decydujące było moim zdaniem to, że nie sformowałem jednolitego szyku (linii), ukierunkowanej mniej więcej tak jak droga biegnąca u dołu, koło prawego rogu planszy. Linia powinna się zaczynać nieco przed mostem, by osłonić wychodzące z Antiochii jednostki, a następnie ciągnąć do dolnej krawędzi planszy. Następnie, dopiero po rozwinięciu wszystkich sił na tej linii, armia krzyżowa powinna przystąpić do ataku. Podczas rozgrywki dość szybko zdałem sobie z tego sprawę i próbowałem naprawić swój błąd. Najdalej wysunięte w lewo jednostki, wskutek serii aktywacji Turków (przy braku kontynuacji u mnie), łatwo i szybko zostały oskrzydlone. Potem musiałem się cofać, cały czas będąc narażonym na oskrzydlenie od dołu. Batalia Hugo de Vermandois, wespół z drugą batalią, prowadzoną przez Gotfryda de Bouillon, cofały się więc stopniowo, sformowane w szyk przypominający okręg (niestety niedomknięty od dołu). Cały czas musiały po drodze walczyć i były niepokojone i przytrzymywane przez jazdę turecką (głównie ciężką). Cofając się poniosły straty, ale również Turcy oberwali. Zwłaszcza pierwsza szarża pozbawiła ich aż 3 jednostek ciężkiej kawalerii, a niedługo potem stracili jeszcze jedną. Z czasem z Antiochii udało się wyprowadzić dwie kolejne grupy wojsk: Ademara biskupa Le Puy i Boemunda z Tarentu. Odbywało się to w tym samym czasie, gdy przeprowadzany był odwrót. Ostatecznie, a był to długi proces, w zasadzie się udało. Armia krzyżowa poniosła do tego czasu całkiem spore straty, chociaż straty Turków były wyraźnie wyższe (mają oni jednak w tym scenariuszu dużo wyższy Flight Level, czyli poziom strat, po przekroczeniu którego armia ucieka z pola bitwy). Nadchodził właściwy moment na to by ruszyć do przodu. Turcy, widząc całość sił krzyżowych ustawionych frontem do nich, gdzie nie bardzo mieli jak zaatakować z flanki, uruchomili ostatecznie swoją legendarną broń, czyli konnych łuczników. Z początku ich ataki nie przynosiły niemal żadnych efektów. Jednak z czasem co jakiś czas pojedyncze jednostki zaczynały wypadać z szyku, zwykle uciekając na tyły (do Antiochii), by tam się później pozbierać. By przezwyciężyć impas, armia krzyżowa ruszyła do ataku i być może to był drugi błąd, który popełniłem tego dnia, źle przeprowadzając ten atak i za bardzo stawiając na rycerzy, którzy jak się potem okazało, zostali dość łatwo odcięci. Poniesione straty przybliżyły armię krzyżową do poziomu Flight Level. Kilka dezorganizacji i dalsze skuteczne ataki konnych łuczników ostatecznie przesądziły sprawę. W kilku miejscach decydujące znaczenie miało także nieuzyskanie kontynuacji, ale nie należy obarczać winą kostki, bo i Turkom nie zawsze się powodziło, tyle że głównie podczas ataków, a mi podczas rzutów na kontynuację.

 

OKIEM SARACENA

W niedzielę, trzeciego dnia konwentu w Krakowie miałem przyjemność rozegrania przeciwko Raleen’owi bitwy pod Antiochią z gry „Infidel” wydawnictwa GMT. Słowem wstępu – Raleen poprosił mnie o wybranie jakichś dwóch wyrównanych bitew, z różnorodnymi jednostkami, tak aby w 6 godzinach, jakie mieliśmy w niedzielę, bitwy rozegrać bez pośpiechu, tak aby jeszcze pozostała chwila czasu na zapoznanie się z uczestnikami konwentu, „pogaduchy” oraz zakupy w Forcie Gier. Na rozgrzewkę wybrałem więc rzeczoną bitwę pod Antiochią, jako starcie na jedną do dwóch godzin, z rozłożeniem początkowym nieprzekraczającym 5 minut w związku z tym, iż większość sił obu stron wchodzi w posiłkach. Nie wiedziałem jednak, że bitwa będzie tak wyrównana i zacięta, że zajmie cztery i pół godziny…

Przyznać muszę, iż po kilkuletniej lekturze Raleen’owych relacji z jego potyczek, które umieszcza na Portalu Strategie, a z których wynikało, iż jest, delikatnie ujmując, „trudnym orzechem do zgryzienia”, założyłem taktykę bez względu na stronę starcia jaka mi przypadnie, o ataku od samego początku i niepozwolenia przeciwnikowi na granie tego co on chciałby grać. Raleen zdecydował się na rozgrywkę stroną krzyżowców i zaczął manewr ustawienia swojego szyku równolegle do strumienia przecinającego mapę. Zgodnie z moją taktyką pierwszą częścią sił tureckich jaka pojawiła się na planszy była ciężka kawaleria turecka, która najszybciej jak się dało zaszarżowała formujące szyki oddziały krzyżowców. Zaszarżowała i… w związku z najgorszym możliwym wynikiem na kostce moje 3 jednostki zostały zdezorganizowane, a następnie, bez żadnych skrupułów wgniecione w piaszczyste przedpola Antiochii…

Gdy już krzyżowcy zaczęli śpiewać psalmy dziękczynne i inne takie tam, stwierdziłem, że jednak trzeba być konsekwentnym, bo jak odpuszczę i Raleen się rozstawi to będzie „po zawodach”. Dlatego zacząłem obchodzić ciężką jazdą lewe skrzydło krzyżowców cały czas je nękając, szarżując i eliminując jakieś pojedyncze jednostki piechoty. Raleen za wszelką cenę starał się uporządkować szyki, pomału się wycofywał i ściągał posiłki. Po dłuższym czasie takiej wzajemnej szarpaniny, w której i ja traciłem jednostki lekkiej kawalerii, w końcu Raleen’owi udało się ustawić tak, że moja ciężka kawaleria nie miała już nic do powiedzenia.

Od tego momentu bitwa wkroczyła w drugą fazę. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że Raleen już już miał wyprowadzać decydujące uderzenie, ale ja cały czas dezorganizowałem jego linie konnymi łucznikami, szczególnie 6 jednostkami, które uchowały się od początku bitwy. Gdy ja rozproszyłem jakieś oddziały, Raleen zaraz w swojej aktywacji je reorganizował. I tak chyba przez 1,5 godziny rozgrywki. Przyznam się, że nieśmiało sugerowałem przeciwnikowi remis (stwierdzenie, że po tej ilości kontynuacji w rzeczywistości byłaby już noc), ale do porozumienia nie doszło. Za to po owych 1,5 godziny bitwa weszła w decydującą trzecią fazę.

Mozolnie, ale jednak, ponoszone straty krzyżowców osiągnęły poziom, w którym Raleen pierwszy raz rzucił na ewentualną przegraną. Szansa była minimalna (tylko 9 na kostce), ale zmobilizowało go to do zaatakowania moich oddziałów. Pomimo początkowego sukcesu ciężkiej jazdy krzyżowców, Raleen’owi nie udał się rzut na kontynuację, a ja rycerzy najpierw zdezorganizowałem ostrzałem konnych łuczników, a później okrążyłem lekką kawalerią i wyciąłem w pień. Raleen poszedł jednak w swojej kolejnej aktywacji za ciosem i ponownie zaatakował. Zakończyło się dokładnie jak poprzednio z tym, że wyeliminowane zostały jeszcze dodatkowo oddziały łuczników. W tym momencie osiągnęliśmy poziom punktów, przy których krzyżowcy przegrywają.

Podsumowując, jedna z najlepszych rozgrywek, jakie miałem przyjemność rozegrać w życiu, a trochę ich rozegrałem. Scenariusz mający z założenia trwać jedną, dwie godziny, graliśmy przez cztery i pół. BARDZO wyrównana rozgrywka, praktycznie każdy z nas starał się nie popełniać błędów, aby nie dać przeciwnikowi możliwości do przełamania. W tej bitwie Raleen był na tyle groźnym przeciwnikiem, że gdyby nawet w momencie jego pierwszego rzutu na przegraną zaproponował mi remis, zgodziłbym się (ale o tym nie wiedział). Zrobił to jednak dopiero w trakcie jego ostatnich szarż, gdy stracił już jeden oddział rycerzy, zapowiadało się na stratę drugiego, a ja widziałem, że później nie będzie miał za bardzo czym walczyć, więc nie przystałem na taki wynik. Trzeba też uczciwie zaznaczyć, że przez 30-45 minut Raleen grał bez jednego oddziału rycerzy, których przez pomyłkę rozproszyliśmy (zapomnieliśmy oboje, że rycerze nie ulegają rozproszeniu, tylko wycofują się), na pewno miało to jakiś wpływ na rozgrywkę, chociaż mam nadzieję, że raczej niewielki.

Raleen uważał, że do jego porażki przyczyniła się błędna początkowa taktyka – nie powinien bawić się w rozstawianie szyków wzdłuż strumienia, narażając się na atak mojej ciężkiej kawalerii, tylko złamać szyk i rozstawić się bliżej Antiochii. Natomiast z perspektywy jednego dnia, moim zdaniem na początku zamiast za wszelką cenę starać się sformować szyki, powinien raczej iść na wymianę ciosów z moją ciężką kawalerią. Gdyby udało mu się wyeliminować w tych początkowych walkach jeszcze jakieś 3-4 oddziały mojej ciężkiej kawalerii, nawet za cenę strat kilku swoich oddziałów, to nie licząc 18-21 punktów, które by zdobył, ja straciłbym jedyną siłę uderzeniową jaką miałem.

Raleen – dzięki za super rozgrywkę.

 

Dyskusja o rozgrywce na FORUM STRATEGIE

 

Autor: Raleen, Khamul
Zdjęcia: Raleen

Opublikowano 01.05.2013 r.

Poprawiony: środa, 01 maja 2013 19:40