Storm over Stalingrad (MMP) vs Turning Point: Stalingrad (Avalon Hill)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Okładka na pudełku

Historią drugiej wojny światowej interesuję się od dawna. Bardzo możliwe, że jest to po części zasługą mojego nauczyciela historii w szkole podstawowej, który potrafił wydarzenia tej wojny opisywać bardzo plastycznie i w sposób niezwykle zajmujący. Ponadto na okres początków mojego zainteresowania tym tematem przypada okres emitowania w telewizji publicznej programów historycznych Bogusława Wołoszańskiego, którego kolejne odcinki „Sensacji XX wieku” czy „Archiwum XX wieku” oglądałem z zapartym tchem, a dzięki cudom ówczesnej techniki, czyli odtwarzaczom wideo z możliwością nagrywania, mogłem w nieskończoność programy te oglądać wciąż i wciąż na nowo.

Poprawiony: poniedziałek, 30 marca 2020 12:59

Więcej…

 

Zasadzka na skrzyżowaniu pod Damortis – 22 grudnia 1941 r.

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Artystyczna wizja starcia pod Damortis. Czołg lekki M3 rozjeżdżający blokadę z japońskim działem przeciwpancernym Typ 1 kal. 47 mm, które na front trafiły dopiero w... następnym roku, a w zauważalnej ilości w roku 1944

Już jako młody chłopak czułem miętę do walk na Pacyfiku. Był tylko jeden problem. Mnie pociągały starcia lądowe, a polska literatura aż pęczniała od opisów działań powietrzno-morskich, dla mnie osobiście obcych klasowo. Nic w tym dziwnego. W końcu właśnie tego typu operacje były i na dobrą sprawę są nadal najbardziej chwytliwym produktem eksportowym z Dalekowschodniego Teatru Działań. Coś tam jednak między wierszami można było znaleźć na interesujący mnie, „przyziemny” temat.

I pamiętam, że starcie pod Damortis na filipińskiej wyspie Luzon z miejsca namieszało mi w głowie. Polscy autorzy ograniczali się z reguły do rachitycznej wzmianki następującej treści: pluton 5 Stuartów z kompanii C ze 192. Batalionu Czołgów napotkał w dżungli grupę japońskich czołgów Ha-Go co zakończyło się odwrotem 4 czołgów amerykańskich. Wszyscy pisali to samo. Może autorzy spisywali tę wzmiankę, wszyscy solidarnie z jednego źródła nie bardzo doszukując się sensu w tym opisie.

Poprawiony: czwartek, 20 września 2012 07:22

Więcej…

 

Combat Commander. Battle Pack 2: Stalingrad (GMT Games)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Okładka na pudełku

Przyznaję się bez bicia – nie jestem zwolennikiem Combat Commander. Battle Pack 2: Stalingrad i wcale nie będę tego ukrywał. Powiem szczerze, że dałem się jednak unieść magii świąt oraz modnemu ostatnio stwierdzeniu w szerokim gronie multijęzykowych planszówkowiczów  tzw. hype, który oznacza nakręconą koniunkturę na dany tytuł, wywołującą u graczy potencjalną chęć posiadania danej gry w swojej kolekcji (niekoniecznie zgodnej z naszymi zainteresowaniami). Nie zagłębiając się zbytnio w etymologię tego słowa stwierdzę krótko, że polski odpowiednik „fioł” czy też „mieć fioła” chyba będzie tutaj na miejscu i myślę, że najlepiej będzie tu pasował fiołek w postaci zaprezentowanej nam przez wielce sympatycznego Tytusa de Zoo, bohatera komiksów nieodżałowanego Papcia Chmiela, w jednej z odsłon tej kapitalnej serii komiksowej.

Poprawiony: poniedziałek, 30 marca 2020 12:51

Więcej…

 

[Chandragupta] Malajaketu 317 p.n.e.

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Silne państwo to zwarte państwo. Powtarzać to będą poeci opiewający wydarzenia dworu Czandragupty. Po zdobyciu dla siebie władzy, a po upadku państwa Nandów, nastał okres pokoju. Nie wszyscy jednak byli z tego zadowoleni. W kraju szemrano, że nowy rządca nie ma najmniejszej ochoty spełniać obietnic, którymi wcześniej tak hojnie szafował. Nie brakło też ludzi wysokiego urodzenia, którzy postanowili wykorzystać powstałe zamieszanie dla własnych celów. Działo się to w roku, który potomkowie jasnowłosych Jawanów określają jako 317 r. „przed naszą erą”.

Rebelią, jednoczącą garść niezależnych plemion, najemników oraz gildii, przewodził Malajaketu, syn Parwataki. Służył mu jeden z byłych ministrów Nandów, Rakszasa. Władca, oby jego ród żył wiecznie, wysłał w swej mądrości najbardziej zaufanego człowieka, Czanakję. Jego zastępcą w wyprawie przeciwko buntownikom był Sakatala, dawny popleczników Nandów – teraz jednak gorliwy w dowodzeniu swojej lojalności prawowitemu rządcy.

Poprawiony: poniedziałek, 04 kwietnia 2011 16:08

Więcej…

 

[Day of Heroes] Niedziak vs Raleen, 28.08.2010

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Scenariusz konwojowy, oparty na epizodach filmu Helikopter w ogniu (jak cała gra). Amerykanie mają za zadanie doprowadzić konwój z lewego dolnego rogu planszy do pola docelowego, którym jest pole z wrakiem rozbitego helikoptera. Obowiązują specjalne reguły dotyczące poruszania się oddziałów amerykańskich i pojawiania się oddziałów somalijskich. Po pierwsze, Amerykanie muszą poruszać się w konwoju (6 pojazdów: 4 opancerzone i 2 ciężarówki) poczynając od pierwszego pojazdu do ostatniego. Z wyjątkiem jednego oddziału komandosów Delty i jednego bohatera nie wolno im się oddalać od konwoju na więcej niż 1 pole. Gdy konwój dojeżdża do każdego skrzyżowania, rzuca kostką, w którą stronę pojedzie. Ograniczenia dotyczące ruchu konwoju przestają obowiązywać, gdy zbliży się on na określoną odległość od celu i będzie go miał w zasięgu widoczności.

Oddziały somalijskie pojawiają się na planszy dopiero w trakcie gry. Po każdym posunięciu Amerykanów gracz somalijski losuje oddział i umieszcza go w odległości od 2 do 4 pól od którejkolwiek z jednostek konwoju. Nie musi tego czynić od razu, jednak oddziały nieumieszczone do końca tury
przepadają. Oddziały mogą wchodzić do gry z dodatkowym uzbrojeniem (RPG, RPD) i dowódcami. Podczas losowania można też wylosować żeton Road Blocka, co oznacza, że nie dostajemy w danym posunięciu żadnego oddziału.

Punkty zwycięstwa Amerykanie dostają wyłącznie za dojechanie do celu (20 punktów zwycięstwa), zaś Somalijczycy po 2 PZ za każdy zniszczony oddział amerykański i dowódcę oraz po 4 PZ za każdy zniszczony pojazd oraz po 1 PZ za każdą przejętą broń Amerykanów. Otrzymują również 2 PZ za każde pole przerwy w konwoju, jakie zaistnieje na koniec tury (trzeba więc jechać wężykiem, jeden samochód za drugim). Jak z tego widać, jakiekolwiek poważniejsze straty po stronie amerykańskiej oznaczają klęskę. Co ważne, na wszystko Amerykanie mają 8 tur.

Nasza trzecia rozgrywka, tym razem ze zmianą stron. Niedziak grał Somalijczykami, ja Amerykanami.

Rozstawienie wyjściowe konwoju. Mniej więcej jak zwykle: ciężarówki w miarę możności w środku, transportery z przodu i z tyłu

Poprawiony: środa, 30 marca 2011 13:41

Więcej…

 

Chandragupta (GMT Games)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Okładka na pudełku

Czytelnicy lubią nowości – ucieszy więc zapewne recenzja najnowszej odsłony systemu GBoH firmy GMT. Rzecz być może nie zasługiwałaby na szerszą uwagę – wcześniej system był już po części omawiany. Czyżby zatem w najnowszym tytule znajdowało się coś nowego? Pierwszą i podstawową rzeczą, o której wspomnę, jest egzotyczna tematyka nowej gry. Bitwy Maurjów czwartego i trzeciego wieku przed naszą erą są raczej rzadko spotykane na stołach graczy. „Chandragupta” przedstawia osiem scenariuszy-bitew, z których każda była decydująca (choć w różnym stopniu) dla kontynentu indyjskiego w tym okresie. Gra pokazuje losy trzech pokoleń dynastii Maurjów, od młodego i niedoświadczonego bohatera, tytułowego Czandragupty (w źródłach greckich występującego jako „Sandrakotta”), przez jego syna zafascynowanego grecką kulturą, Bindusarę, i słynnego wnuka Aśokę, którego władza do dziś symbolizuje w Indiach złote lata. Dwie bitwy przeciwstawiają typowe armie hellenistyczne indyjskiej machinie wojennej. Egzotyka nie kończy się na samej tematyce. Scenariusze odbiegają od schematu bitew w otwartym polu – cztery spośród nich można tak scharakteryzować, jednak pozostałe wydają się nietypowe jak na system GboH. Zająć dziesięć pól w dziesięć etapów, zająć namiot dowódcy we wrogim „czterowarstwowym” obozie czy podążyć z odsieczą oddziałom walczącym w mieście. Same zaś wspomniane już „bitwy polowe” posiadają czasem własne warianty. Różnorodność sytuacji taktycznych można zaliczyć na plus.

Poprawiony: piątek, 26 czerwca 2015 19:41

Więcej…

 

Strona 228 z 234