Wielkie kolumny pod Waterloo

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

O przyczynach klęski Francuzów pod Waterloo rozprawia się już od prawie 200 lat, a wszystko wskazuje na to, że za rok w związku ze zbliżającą się okrągłą rocznicą bitwy dyskusje rozgorzeją na nowo. Pojawią się też zapewne publikacje starające się rzucić nowe światło na tę znaną batalię. Jako jedną z przyczyn klęski wskazuje się m.in. głęboki szyk francuskiej piechoty, przyjęty w tej bitwie, a wcześniej nie stosowany na taką skalę. Chodzi o sławetne wielkie kolumny. Te składające się z ustawionych jeden za drugim batalionów masy wojsk miały przynieść Napoleonowi zwycięstwo. Rzeczywistość okazała się jednak inna i jak wszystko na to wskazuje, właśnie wielkie kolumny przyczyniły się do klęski Cesarza Francuzów. Formacja ta spotkała się z potępieniem takich pisarzy wojskowych jak Henri Jomini czy Carl von Clausewitz. Zwłaszcza ten pierwszy uznał francuski szyk za całkowicie błędny.

Poprawiony: poniedziałek, 18 sierpnia 2014 20:12

Więcej…

 

[Ostrołęka 26 maja 1831] Odwrót Łubieńskiego (v.2) – Leyas & Petru Rares vs Raleen, 13.08.2014

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Minęło trochę czasu od ostatniej relacji z rozgrywki w Ostrołękę 26 maja 1831. Mamy sezon ogórkowy, który paradoksalnie, nie zawsze sprzyja rozgrywkom. Przez ten okres znowu majstrowałem trochę przy przepisach. W końcu mamy też w użyciu żetony z ostatnią wersją grafiki (zmiana tła u Rosjan). W ciągu tego tygodnia nadarzyła się okazja, żeby w końcu zagrać, i to w nowym składzie. Postanowiliśmy ponownie sięgnąć po scenariusz Odwrót Łubieńskiego, ale tym razem w nowej wersji. Zmiana w zasadach scenariusza jest tak naprawdę jedna: w tej wersji to Polacy ruszają się pierwsi. Mają więc z początku szansę bardziej oderwać się od Rosjan. Tym samym w tej wersji z założenia walk ma być mniej, a siły obu stron powinny szybciej osiągnąć Ostrołękę.

Grali ze mną tym razem Petru Rares, z którym rozgrywałem pierwsze partie testowe nowej wersji gry, jeszcze przed zeszłorocznymi Polami Chwały, a także Leyas, który zawitał do nas do stolicy i tego wieczoru stawiał swoje pierwsze kroki, dobrze zapoznawszy się wcześniej z zasadami (a przynajmniej takie stwarzał wrażenie). Usiłowałem namówić obu kolegów, aby zagrali ze sobą, ale woleli połączyć siły i wspólnie wystąpić jako Rosjanie, racząc mnie jeszcze od czasu do czasu winem (jak zwykle wybornym!), co by zwiększyć swoje szanse późną wieczorową porą. Co z tego wyszło, zobaczcie sami.

Polacy rozpoczęli odwrót zanim na planszę wkroczyły oddziały rosyjskie. Dzięki temu łatwiej im się oderwać od przeciwnika

Poprawiony: wtorek, 19 lipca 2016 11:22

Więcej…

 

Na ostrze miecza! (Au fil de l'épéé!) – tabele (PL)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Pobierz

 

Na ostrze miecza! (Au fil de l'épéé!) – zasady (PL)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Pobierz

Poprawiony: środa, 13 sierpnia 2014 07:46

 

Neville's Cross 1346 – średniowieczna bitwa z „Vae Victis”

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Linia bojowa najeżona była pikami tworzącymi stalową ścianę, którą Szkoci przygotowali na powitanie Anglików. Wzdłuż niej przechadzali się teraz księża, poświęcając broń i wojowników. Żołnierze przyklękli, by przyjąć błogosławieństwo. Kilku lordów, w tym król, siedziało na koniach, by spoglądając ponad głowami swoich ludzi w kierunku południowym, móc obserwować pojawienie się ostatnich angielskich wojsk. Tak szczupłych liczebnie! Niewielka była to armia do pokonania. Po lewej stronie Szkotów znajdowało się Durham. Wieże miasta i jego wały obronne napełnione były po brzegi gawiedzią żądną widoku bitwy. Natomiast przed wojskami szkockimi znajdowała się ta skromniutka armia Anglików, którzy nie mieli dość zdrowego rozsądku, by wycofać się na południe, w kierunku Yorku. Zamiast tego gotowali się do walki na wzgórzu z wrogiem mającym wyraźną przewagę – zarówno co do zajmowanej pozycji, jak i liczebności wojsk.
- Jeżeli ich nienawidzicie – sir William zagrzewał do walki swoich ludzi na prawym skrzydle – niech się o tym dowiedzą!
Szkoci zaryczeli, demonstrując swoją nienawiść. Zaczęli uderzać mieczami i włóczniami o tarcze, wznosząc do nieba bojowe okrzyki. W centrum linii bojowej, w której pod chorągwiami z wizerunkiem krzyża czekał w pełnej gotowości schiltron króla, oddział doboszów zaczął uderzać w wielkie, wykonane z koźlej skóry bębny. Każdy bęben zrobiony był z dużego pierścienia, na który naciągnięte były dwie koźle skóry. Były one napięte za pomocą sznurów tak mocno, że upuszczony na nie żołądź odbijał się na wysokość ręki, która go rzuciła. Bębny, uderzane wierzbowymi witkami, wydawały ostry, prawie metaliczny dźwięk, który wypełniał niebo. Był to atak najprawdziwszego dźwięku.
- Jeżeli nienawidzicie Anglików, niech się o tym dowiedzą! – hrabia March krzyknął z lewego skrzydła, które znajdowało się najbliżej miasta. – Jeżeli nienawidzicie Anglików, niech się o tym dowiedzą! – ryk stał się głośniejszy, a uderzenia drzewców włóczni o tarcze mocniejsze, gdy odgłos szkockiej nienawiści dobywający się z dziewięciu tysięcy gardeł rozchodził się po całym wzgórzu przeciw trzykrotnie mniejszej armii, na tyle nierozważnej by stawić im czoła.
- Rozdepczemy ich jak łodygi jęczmienia! – obiecywał ksiądz. – Zalejemy ich pola cuchnącą krwią i wypełnimy piekło ich angielskimi duszami.
- Ich kobiety są wasze! – zawołał do swoich ludzi sir William. – Dziś wieczorem będziecie zabawiali się z ich żonami i córkami! – uśmiechnął się do siostrzeńca Robbiego. – Będziesz mógł sobie wybrać najładniejsze dziewczyny z Durham, Robbie.
- I z Londynu – dodał chłopak – jeszcze przed Bożym Narodzeniem.
- Tak, te także – obiecywał rycerz.
- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego – krzyknął starszy kapelan króla – poślijcie ich wszystkich do diabła! Do piekła z każdym angielskim głupcem! Za każdą wysłaną dziś do piekła angielską duszę dostaniecie tysiąc tygodni mniej w czyśćcu!
- Jeżeli nienawidzicie Anglików! – krzyknął Robert Stewart, Wielki Steward Szkocji i następca tronu – niech się o tym dowiedzą!
Odgłos szkockiej nienawiści niczym grzmot wypełnił głęboką dolinę rzeki Wear, odbijając się szerokim echem od wzgórza, na którym stało Durham. Dźwięk ten ciągle narastał, oznajmiając całej północnej Anglii, że Szkoci przybyli na południe.
Dawid, król Szkotów, był rad z tego, że dotarł do miejsca, w którym przewrócił się krzyż z wygrawerowanym smokiem, w powietrzu unosił się dym z płonących chat, a Anglicy czekali na pewną śmierć. Był zadowolony, bo dzień ten miał przynieść chwałę świętemu Andrzejowi, wielkiej dynastii Bruce i całej Szkocji
(B. Cornwell, Wagabunda, IW Erica, Warszawa 2009, s. 76-77).

Szyderstwa Szkotów nasiliły się jeszcze bardziej, gdy nagle z samego środka angielskiego szyku wyjechał wysoki mężczyzna na wspaniałym rumaku. W czarną grzywę jego ogiera wpleciono purpurowe wstążki, a przez grzbiet przewieszono kropierz w takim samym kolorze, zdobiony wyhaftowanymi złotymi kluczami i tak długi, że ciągnął się za tylnimi kopytami zwierzęcia. Łeb konia chroniony był skórzanym naczółkiem, z którego wystawał srebrny, skręcony niczym u jednorożca róg. Jeździec miał na sobie wypolerowaną, lśniącą zbroję płytową, na którą nałożył pozbawiony rękawów purpurowo-złoty płaszcz. Te same barwy nosili jego giermek, mężczyzna trzymający sztandar oraz tuzin jadących za nim rycerzy. Przystojny jeździec nie miał przy sobie miecza, ale w zamian uzbrojony był w długiego morgensterna. Po szkockiej stronie z podwójną siłą zabrzmiały bębny, padały kolejne wyzwiska, a Anglicy wiwatowali, dopóki smukły jeździec uniesieniem dłoni nie nakazał ciszy.
- Zaraz jego eminencja wygłosi nam homilię – z ponurą miną oznajmił lord Outhwaite. – Jego eminencja z wielkim upodobaniem wsłuchuje się w... swój własny głos.
Niewątpliwie dostojnym jeźdźcem był arcybiskup Yorku. Gdy w angielskich szeregach zapanowała cisza, ponownie uniósł opancerzoną prawą rękę ponad hełm koloru śliwki i fantazyjnym gestem wykonał znak krzyża.
- Dominus vobiscum – rzekł donośnie. – Dominus vobiscum.
Przejechał wzdłuż szyku, powtarzając inwokację.
- Zabijecie dziś wroga Bożego! – tymi słowami kończył każdą kwestię, obiecując, że Najwyższy stanie po stronie Anglików. Musiał przekrzykiwać zgiełk, jaki robili Szkoci. – Bóg jest z wami, a wy wykonacie dziś Jego dzieło, czyniąc wiele kobiet wdowami, a dzieci – sierotami. Wypełnicie Szkocję wielką żałością, co będzie sprawiedliwą karą za ich grzech bezbożności. Bóg zastępów jest z wami; boska zemsta jest waszym zadaniem!
Rumak arcybiskupa stąpał paradnie, unosząc wysoko kolana przednich nóg i podrzucając łeb do góry i w dół, podczas gdy hierarcha dodawał otuchy flankom armii. Ostatnie smużki mgły dawno rozpłynęły się w powietrzu. Poranny chłód ogrzewało słońce, którego promienie połyskliwie odbijały się od tysięcy szkockich mieczy. Z miasta przyjechały dwa jednokonne wozy z dostawą suszonych śledzi, chleba i bukłaków z ale. Wiktuały te roznosił pośród żołnierzy tuzin kobiet
(B. Cornwell, Wagabunda, IW Erica, Warszawa 2009, s. 90-91).

Wypadałoby jeszcze napisać coś od siebie o grze i o bitwie, ale po takim wprowadzeniu wszystko powinno być jasne. Jesteśmy na północy Anglii, pod Neville's Cross, pamiętnego roku 1346 roku, kiedy to król Anglii Edward III pokonał Francuzów pod Crécy. Wyprawę króla angielskiego na kontynent i odejście wraz z nim znacznej części wojska postanowili wykorzystać odwieczni wrogowie Anglików – Szkoci, którzy uderzyli na północną Anglię i w swoim marszu na południe planowali dotrzeć aż pod sam Londyn. Gra pochodzi z francuskiego magazynu Vae Victis (wydanie specjalne nr 10). Bitwa oparta jest na zasadach systemu Au fil de l'épéé! (Na ostrze miecza!), którego tłumaczenie wkrótce ukaże się na naszym portalu. Zasady są proste, a ta rozgrywka mamy nadzieję przybliży jak to wszystko działa i stanowić będzie swego rodzaju wprowadzenie.

Szkoci – Czmielon, Anglicy – Raleen.

Początek bitwy. U dołu armia angielska, u góry armia szkocka pod wodzą króla Dawida II. Lewe skrzydło Szkotów wysunęło się do przodu. Niektóre jednostki pierwszej linii uległy zmęczeniu podczas wstępnych walk

Poprawiony: wtorek, 12 sierpnia 2014 08:52

Więcej…

 

Most Primosole (Strategemata)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

W języku potocznym słowo „hipsterski” ma wiele znaczeń, lecz tutaj mam na myśli próbę bycia sztucznie oryginalnym, wbrew zdrowemu rozsądkowi. W tym kontekście owe słowo pasuje do recenzowanej przeze mnie gry, bo choć jest ciekawa i jednoznacznie oryginalna, to w efekcie dziwna i przez to trudna do zaakceptowania.

Poprawiony: niedziela, 10 sierpnia 2014 21:33

Więcej…

 

Strona 201 z 311