Bitwa pod Cedynią (972) i jej konsekwencje

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Zwycięstwo Mieszka I odniesione nad Wieletami w roku 967 musiało w znaczący sposób wpłynąć na dalszy charakter ekspansji terytorialnej na Pomorzu nadodrzańskim. Celem kampanii mogło być panowanie nad ujściem Odry lub też opanowanie Szczecina, który z przyległym terenem mógł zapewne należeć do Wieletów.

Na dzień dzisiejszy znamy tylko skutki tych zamierzeń. W roku 972 margrabia Hodon Brunon, następca Gerona, któremu powierzono nadzór nad zniewolonymi plemionami związku wieleckiego, z nieznanych nam powodów napadł na Mieszka I. Brał w tym udział także hrabia Siegfried, ojciec kronikarza Thietmara. Opisuje on w swej kronice, że do walk doszło w Cicini. Historycy wytypowali dwie możliwe miejscowości: Zehdenick nad rzeką Hobolą, około 40 km na północ od Berlina, i Cedynia nad Odrą na Pomorzu Zachodnim, około 40 km na północ od ujścia Warty do Odry. Jednak pierwsza miejscowość zdaje się być mało prawdopodobna, gdyż leżała ona w obrębie Marchii Północnej margrabiego Dytryka, więc to on powinien atakować Mieszka, a nie Hodon. Za Cedynią przemawia to, że to strona atakująca, w tym wypadku Hodon, musiała udać się pod granicę państwa polskiego, a także fakt, że w ówczesnych czasach stanowiła pierwszy pograniczny gród. Gród o znaczeniu strategicznym dla poddanych księcia polskiego. Mieszko prawdopodobnie zdawał sobie sprawę, że nawet przegrana na przedpolu Cedyni nie przesądziłaby jeszcze sprawy o wtargnięciu wroga w głąb kraju – należało jeszcze zdobyć sam gród.

Poprawiony: wtorek, 11 października 2011 19:56

Więcej…

 

Wczesnośredniowieczne siedziby władców

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Średniowieczne siedziby władców nie zawsze były stolicami danych państw. Większość tak, ale nie wszystkie. Krótki artykuł o kilku z nich.

Akwizgran
Kompleks pałacowy, wzniesiony w latach 80-tych VIII wieku, był siedzibą królewską (a od 800 roku – cesarską) w latach 795-870. Wybudowany na polecenie Karola Wielkiego i użytkowany przez niego aż do końca panowania. Kompleks składał się z dziedzińca pałacowego, który po północnej stronie posiadał człon rezydencjalny z aulą pałacową, zaś w części południowej – okazałą szesnastoboczną kaplicę z dwiema bazylikami bocznymi oraz atrium od strony zachodniej. Aula, powstała w latach 774-782 lub 770-788, zbudowana była na planie wydłużonego prostokąta o wymiarach 20,7 x 47,4 metra, a jej wysokość przekraczała 20 metrów. Przy południowej ścianie auli ciągnął się w stronę kaplicy pałacowej portyk, długi na 133 metry. Kaplica NPMarii, zachowana niemal w całości, została wzniesiona w latach 790-800 przez budowniczego Odona z Metzu. Jej podstawową formę stanowi oktogon wysoki na 30 metrów i o średnicy 16,5 metra, otoczony dwukondygnacyjnym obejściem o średnicy 42 metrów. Od wschodu kaplica miała prostokątne prezbiterium, a na górnej kondygnacji, naprzeciwko niego, znajdował się tron cesarski. Po obu stronach świątyni znajdowały się dwie kaplice boczne zakończone absydami. Kaplica w Akwizgranie wzorowana była na kościele S. Vitale w Rawennie z VII wieku. Atrium stanowił prostokątny dziedziniec o wymiarach 17 x 36 metrów, otoczony z trzech stron dwukondygnacyjnymi galeriami.

Czy siedziba ta stała się stolicą odnowionego cesarstwa rzymskiego i główną siedzibą „Regnum Francorum”?

Poprawiony: wtorek, 11 października 2011 19:43

Więcej…

 

Pola Chwały nagrodzone pucharem prezesa PTH

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Miło mi poinformować, że organizatorzy Pól Chwały i cała impreza w ogólności zostali w tym roku nagrodzeni Pucharem Prezesa Polskiego Towarzystwa Historycznego za promocję nowego przekazu historii”. Puchar został wręczony prezesowi stowarzyszenia „Pola Chwały” i głównemu organizatorowi całego przedsięwzięcia Robertowi Kowalskiemu ostatniego dnia imprezy – w niedzielę.

Puchar to wyróżnienie przede wszystkim dla tych, którzy aktywnie pomagali w organizacji tegorocznej imprezy oraz członków naszego stowarzyszenia będącego jej głównym organizatorem. Z naszego grona poza moją skromną osobą w przygotowaniach uczestniczyli i dużo pomogli tego roku Mariusz „Monthion” Morawski i Marcin „Marcon” Gołda. W związku z tym mogą się oni czuć szczególnie wyróżnieni. Ta nagroda to dla nas ważne wyróżnienie. Ważne tym bardziej, że przyznane przez organizację z wieloletnią tradycją i o uznanej renomie, która patronuje wielu imprezom historycznym, w tym zwłaszcza rekonstrukcyjnym, i jest w stanie profesjonalnie oceniać ich poziom.

Poprawiony: poniedziałek, 07 listopada 2011 10:41

Więcej…

 

Jak się coś kocha to… a ja akurat kocham żołnierzyki (wywiad)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

O tym, jak wygląda obecnie wargaming historyczny w Polsce, mówi Konrad „Sosna” Sosiński

Polskim graczom i modelarzom znany jesteś głównie jako prowadzący największą w kraju firmę zajmującą się dystrybucją figurek i różnego rodzaju akcesoriów do nich, a także gier planszowych. Postaram się w trakcie wywiadu podjąć tą tematykę niejako dwutorowo, tak by zarówno planszówkowcy, jak i figurkowcy znaleźli w nim informacje i odpowiedzi na interesujące ich kwestie. Zacznę od początku, czyli od tego co było przed Wargamerem. Jak wtedy wyglądał wargaming w Polsce, w co grywaliście i jakie masz wspomnienia z tamtego okresu?

Zaczynałem od skali 1/72 i systemów pisanych na karteczkach, jeszcze w podstawówce. Potem był zachwyt światem Warhammera, niestety zupełnie jeszcze w Polsce niedostępnym. Warhammer mi szybko przeszedł i znalazłem Warzone. To było to – zakochałem się i mocno zaangażowałem w promocję gry. Popełniłem nawet jakieś teksty do kolejnych części gry, ale nic się z tego koniec końców nie ukazało.

Jesteś prawnikiem, co skłoniło Cię do założenia firmy Wargamer i zajęcia się wargamingiem biznesowo?

Robiłem w życiu mnóstwo rzeczy szukając swojego miejsca. Jako student byłem barmanem, ochroniarzem i pracownikiem… sklepu z grami. Skończyłem prawo i planowałem być sędzią – nie udało się, bo rekrutowano mnie do służb specjalnych. Stamtąd w pogoni za mamoną odszedłem do pracy w korporacji. Wyścig szczurów jednak mnie po jakimś czasie znużył. Wtedy, zupełnie jak diabeł z pudełka, pojawiła się firma Excelsior Entertainment – nieudolny wydawca 3 ed. Warzone – i zaproponowała mi dystrybucję gry w Polsce. Postanowiłem zaryzykować. Potem pojawiły się małe czołgi, czyli GHQ, i dalej jakoś tak samo poszło.

Poprawiony: wtorek, 11 października 2011 09:59

Więcej…

 

Konkurs Modelarski Forum Strategie – wyniki I edycji

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Po zsumowaniu głosów jury ogłaszam, że:


1) Zwycięzcą w KATEGORII 1: Modele postaci w skali do 15 mm został:

Krassus i jego praca „Mehter – orkiestra janczarska”

 

Poprawiony: sobota, 31 grudnia 2011 17:33

Więcej…

 

[SPQR] Zama 202 p.n.e. – Raleen vs Silver, 06-13.10.2011 (cz. 1)

  • PDF
  • Drukuj
  • Email

Bitwa pod Zamą (202 p.n.e.) to ostatnie wielkie starcie II wojny punickiej, które przesądziło o jej wyniku. Po tej bitwie pokonana Kartagina musiała uznać prymat Rzymu i zejść ze sceny mocarstw starożytnego świata. Sama bitwa jest z szeregu powodów ciekawa, choćby dlatego, że historycznie Rzymianom udało się ją wygrać w zgoła nierzymski sposób. Nie przez frontalny atak, ale przez oskrzydlenie przeciwnika i wyjście na jego tyły, dzięki znakomitej lekkiej jeździe numidyjskiej króla Massynissy. Z tego powodu bitwa ta porównywana bywa z Kannami (216 p.n.e.). Można powiedzieć, że mamy tu wszystko: oskrzydlenie z udziałem znakomitej lekkiej kawalerii, dość liczną ciężką kawalerię, elitarne oddziały przemieszane z zebranymi na poczekaniu milicjami (po stronie kartagińskiej), wielość i różnorodność formacji, dwóch znakomitych wodzów (Hannibal i Publius Cornelius Scipio) i kilku równie dobrych dowódców z drugiego szeregu (Laelius, Massynissa) oraz słonie, które być może były tym elementem, który mógł zdecydować o losach bitwy. Do dziś nie wiadomo dokładnie ile ich było i co chciał osiągnąć Hannibal rzucając je wprost na armię przeciwnika, zamiast usiłować się nimi osłonić czy też zniwelować z ich użyciem liczniejszą kawalerię Rzymian. Najczęściej powtarzana hipoteza głosi, że rzucając je do walki wraz ze swoją jazdą, mimo że nie miały przewagi, chciał odciągnąć w ten sposób z placu boju jazdę przeciwnika. Liczył na to, że uda się ona za nimi w pościg i w ten sposób bitwa przeistoczy się w bitwę samej piechoty, co dawało mu szanse na zwycięstwo. Przeliczył się jednak, bowiem rzymscy dowódcy konnicy okazali się tym razem wyjątkowo przezorni i zdołali zawrócić z pościgu swoich jeźdźców, którzy wychodząc na tyły armii kartagińskiej przypieczętowali jej los.

Scenariusz jest wg tego co piszą w instrukcji nie do końca zrównoważony. Warto wspomnieć, że występuje w nim kilka zasad specjalnych. Do najistotniejszych należą z pewnością specjalny rzut na spłoszenie słoni oraz możliwość reorganizacji drugiej linii piechoty kartagińskiej bez udziału dowódcy, gdy ta uciekając znajdzie się w sąsiedztwie weteranów Hannibala (trzecia linia). Pierwsza zasada jest dość mordercza dla jednostek słoni. Polega ona na tym, że w dowolnym momencie gracz rzymski może nakazać przetestowanie wszystkich jednostek słoni (Kartaginy) na TQ, jeżeli wypadną liczby większe niż TQ poszczególnych jednostek słoni (na ogół mają TQ 5), dana jednostka traci tyle punktów spójności ile wynosi różnica rzutu kostką i jej TQ, czyli w najgorszym wypadku, przy wyrzuceniu 9, nawet 4 punkty. Ma ona za zadanie oddać użycie przez Rzymian w początkowej fazie bitwy na rozkaz Scypiona głośnych i wydających dziwne dźwięki instrumentów, co miało spłoszyć część kartagińskich słoni, podobno skutecznie. Z uwagi na to, że szanse i tak są przechylone na stronę Rzymu, zasadę tę pominęliśmy (była to jedna z opcji scenariusza). Druga wspomniana zasada polega na tym, że gdy uciekająca jednostka drugiej linii piechoty kartagińskiej (milicja albo lekka piechota północnoafrykańska – na ogół były to świeże, słabo wyszkolone oddziały), znajdzie się w sąsiedztwie weteranów z 3 linii (ciężka piechota albo falanga), to przy przechodzeniu przez nich podczas ucieczki (przed przejściem) można rzucić na TQ weteranów (wszystkie jednostki mają TQ 7): jeśli wypadnie tyle samo bądź mniej, uciekająca jednostka jest zreorganizowana; jeśli więcej, przechodzi przez weteranów zadając im straty w spójności. Ponadto jest jeszcze kilka zasad opcjonalnych, m.in. można losowo zmniejszyć liczbę słoni po stronie Kartaginy (historycy podają różną ich liczebność), jak też przyznać Kartagińczykom w pierwszym etapie elitarną inicjatywę (mieli ją historycznie). Wreszcie na koniec o samych jednostkach słoni: ponieważ oddziały te, podobnie jak spora część kartagińskiej piechoty, były świeżo zwerbowane i słabo wyszkolone, zaczynają one grę jako jednostki osłabione stratami (depleted) oraz przyjmuje się, że nie mają osłony łuczników.

Silver – Rzymianie, Raleen – Kartagińczycy.

Kartagińskie centrum przed bitwą. Na przodzie słonie i procarze balearscy. Pierwsza linia piechoty to Celtowie i Liguryjczycy oraz oddziały lżejszej i średniej piechoty m.in. z Balearów, druga linia to naprędce zmobilizowane milicje Kartaginy, trzecią stanowią weterani Hannibala z armii Italii

Poprawiony: piątek, 14 października 2011 08:20

Więcej…

 

Strona 173 z 200